Dodany: 2018-10-12 22:20|Autor: ilia

Nie i Amen


Dniem, w którym chrześcijanie rokrocznie przekształcają chrześcijaństwo w jego karykaturę - jest Wielki Piątek. W Prologu Ewangelii Jana określa się wprawdzie Jezusa mianem "Słowa", które "było u Boga" (Jan 1,1), jednakże ludzie nie słuchali tego "Słowa", są bowiem przede wszystkim zajęci wywyższaniem własnego czynu (ukrzyżowanie Jezusa), przekształcając go w wolę Boga; potrafili nawet gloryfikować mord i wydestylować z niego najlepsze, absolutnie najlepsze skutki, mianowicie zbawienie ludzkości, cokolwiek by pod tym pojęciem rozumieć. Nie Słowo Jezusa stało się centrum chrześcijaństwa, lecz teologia krzyża. Ukrzyżowanie stało się "tym" wydarzeniem, dzięki któremu Jezus wzbudza zainteresowanie. Nie to, co powiedział, lecz to, co Mu uczyniono, jest dla chrześcijan ważne. Chrześcijaństwo ze swą religią-ludzkiej-ofiary na miejsce Słowa Jezusa osadziło katowską teologię, i posuwa się aż do wypowiadania tak bluźnierczego, morderczego wobec Boga twierdzenia, jak na przykład to: Bóg pragnie poprzez śmierć na krzyżu zbawić ludzi. On chce nas poprzez krew swego Syna uratować.

To prawda, Jezusa zabito. Ale nie za sprawą Jego Ojca, który miałby swego jedynego Syna posyłać na śmierć i ofiarować. Ani Bóg dzięki tej śmierci nie pojednał się z ludźmi, ani my dzięki niej nie będziemy zbawieni. Jezusa uśmiercili ludzie. Człowiek, który solidaryzuje się ze wszystkimi biednymi i uzależnionymi - w tym sensie Wielki Piątek jest wspomnieniem ku czci tego, który życzliwy jest wszystkim - przez wielu ludzi postrzegany jest jako stojący po stronie wroga, co sprawia, że jego życie narażone jest na niebezpieczeństwo w tym świecie morderców, w którym żyjemy.

Mamy zostać wybawieni, ale właściwie - od czego? Wybawieni od dalszych mordów? To już byłoby coś. Ale kogo można wybawić od mordów - mordując? A nie zaprzestano przecież mordowania dla Boga, z Bogiem i w imię Boga. Ani mord nie zbawia, ani też cierpienie jednego człowieka nie uczyni innych lepszymi. Na drodze uśmiercania nie osiągnie się szczęścia.
[...]
W staraniach, by nadać śmierci Jezusa sens, można wydobyć jedynie bez-sens, ponieważ pragnie się usprawiedliwić zabójstwo, które jest nie do usprawiedliwienia, albowiem żadnego zabójstwa nie da się ani w przeszłości, ani w przyszłości usprawiedliwić. Powoływanie się na Boga i wolę Bożą nie może wytłumaczyć i usprawiedliwić zbrodni dokonywanych przez ludzi.

Chrześcijanie nie powinni uświęcać szubienicy; powinni się natomiast uwrażliwić na terror towarzyszący karze śmierci, wojnę, przemoc, tortury i militarne kroki odwetowe. W sytuacji kiedy już nie mogli zapobiec zabiciu Chrystusa, przynajmniej tej śmierci nie powinni dodatkowo jeszcze zaaprobować. (str. 337-338)

---------------------------------------------------------------------------

Bóg, "... który zabijał to, co pierworodne", jak się Go określa w Liście do Hebrajczyków (11, 28), ponieważ zabijał pierworodnych Egipcjan - teraz zabija własnego pierworodnego. Ten Bóg z zakrwawionymi rękami pozwala swoim kapłanom codziennie (katolicy) "bezkrwawo" powtarzać tę krwawą ofiarę złożoną z Syna albo pozwala przynajmniej w niedziele (protestanci) o niej przypominać. Ofiara złożona z Syna stanowi w każdym razie dla wszystkich chrześcijan sedno chrześcijaństwa.

Ale poza tym wszystko pozostaje jak przedtem. Myśl o tym, by Bogu ofiarować to, co najlepsze i najdroższe, najbardziej ukochane - mianowicie życie ludzkie - ta myśl jest tak samo żywa jak u pogan. Zamiast ofiary z pierworodnego (do uprawiania tego rodzaju barbarzyństwa uprawniony jest w chrześcijaństwie jeszcze wyłącznie Bóg) dominująca staje się idea męczeństwa: ofiara złożona z własnego życia. [...] Począwszy od IV wieku, kiedy chrześcijaństwo stało się religią państwową, a chrześcijanie z prześladowanych stali się sami prześladowcami, stan zakonny i dziewictwo stały się najważniejszymi znamionami chrześcijańskiej mentalności ofiarnej.
[...]
Ponieważ męczeństwa nie da się urzeczywistnić w każdym czasie, ideałem tych, którzy chcą się całkowicie poświęcić Bogu, stało się w ogólności miłe Bogu dziewictwo, jako białe męczeństwo.
[...]
Dla maluczkich, normalnych chrześcijan nie przewiduje się jako zapłaty złożenia Bogu obu wielkich ofiar (w postaci własnego życia i (czy) dziewictwa), lecz składanie mniejszych, drobnych ofiar. Kardynał Hengsbach wylicza takowe u progu Wielkiego Postu [...] przyznaje, że ofiara musi zostać złożona jako przejaw aktu "wolności i miłości", a nie za sprawą jakiegokolwiek przymusu; nie może na przykład być spowodowana "chorobą, niepowodzeniem, niezdolnością do pracy czy bezrobociem". W tym miejscu wychodzi w pełni na jaw nielitościwy, okrutny charakter religii, dla której rzeczywiste cierpienia ludzi nie są wystarczające, która podkreśla to, by za wartościowe uznać wywoływanie dodatkowych sztucznych cierpień. (str. 346-348)

---------------------------------------------------------------------------

Sztuczność i nienaturalność związaną z pogańsko-katolicką mentalnością dotyczącą składania ofiar przejawia także Jan Paweł II. Na Międzynarodowym Kongresie Teologii Moralnej w Rzymie w dniu 12 listopada 1988 roku powiedział: "Także w odniesieniu do chorych na AIDS, albo osób pragnących stosować środki zapobiegające ciąży dla uchronienia się przed chorobą zmniejszonej odporności immunologicznej" nauka moralna Kościoła "nie dopuszcza żadnych wyjątków. Takie odrzucenie nauki moralnej Kościoła dezawuowałoby Krzyż Chrystusa". I tak Carlo Caffarra, tuba papieża i kierownik Papieskiego Instytutu d/s Małżeństwa i Rodziny dodaje: Jeżeli zainfekowany małżonek nie jest w stanie zachować dożywotniej "pełnej wstrzemięźliwości", będzie lepiej, jeśli zainfekuje swoją żonę, niż gdyby miał użyć prezerwatywy, albowiem "uszanowanie wartości duchowych, takich jak sakrament małżeństwa, należy przedłożyć nad dobro życia". To oczywiste, bowiem ofiara z życia ludzkiego i ofiara polegająca na wyrzeczeniu się doznań seksualnych - to wypróbowane środki spotykane od czasu myślenia pogan, które mają bogów usposobić życzliwie. Od pełnej absurdów teologii krzyża do absurdalnej teologii prezerwatyw jest widocznie tylko jeden krok. ICH WSPÓLNYM MIANOWNIKIEM JEST NIELUDZKOŚĆ. (podkreślenie moje) (str.349-350)


Fragmenty z książki
Nie i Amen (Ranke-Heinemann Uta), przeł. Karol Toeplitz, wyd. URAEUS, 1994 r.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 694
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 8
Użytkownik: janmamut 2018-10-13 10:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Dniem, w którym chrześcij... | ilia
Już z ogromem niewiedzy, widocznym z pierwszego cytatu, ta kobieta nie powinna nigdy zdać jakiegokolwiek egzaminu z teologii. A ona się tymczasem z teologii habilitowała. Oczywiście przypuszczenie, że to, iż uniwersytet był państwowy, a jej ojciec był prezydentem RFN, miało na jej karierę jakikolwiek wpływ, jest zupełnie nieuzasadnione.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2018-10-19 12:10 napisał(a):
Odpowiedź na: Już z ogromem niewiedzy, ... | janmamut
Racja, Uta wykazuje dość duże niezrozumienie (albo raczej prywatne rozumienie) wielu nawet niezbyt wyszukanych niuansów teologicznych czy religioznawczych, pisałem nawet o tym samym fragmencie tutaj: Pomyśl nad wiarą i jej otoczką...

- Uta pisze: "Dniem, w którym chrześcijanie rokrocznie przekształcają chrześcijaństwo w jego karykaturę - jest Wielki Piątek. (...) ludzie (...) są przede wszystkim zajęci wywyższaniem własnego czynu (ukrzyżowanie Jezusa), przekształcając go w wolę Boga. Potrafili nawet gloryfikować mord i wydobyć z niego najlepsze skutki, mianowicie zbawienie ludzkości. (...) Ukrzyżowanie stało się tym wydarzeniem, dzięki któremu Jezus wzbudza zainteresowanie."[337] cóż, Uta wykazuje głębokie niezrozumienie istoty religii chrześcijańskiej - pomimo profesury z teologii! Otóż jakkolwiek dołamujące jest skupienie na przestrzeni wieków na mieleniu obrazów męki, cierpień i tortur (ukoronowaniem "Pasja" Gibsona), jednak de facto centralnym punktem jest POKONANIE śmierci i zmartwychwstanie - niezależnie, czy w to wierzymy, czy nie, takie jest centrum tego wyznania.

- męczeństwo - Ucie strasznie to dokucza, że ktoś gotów jest poświęcić swoje życie. Co prawda słynne jest zdanie "głupiec pragnie wzniośle umrzeć za sprawę, mędrzec woli skromnie dla niej żyć", jednak czasem i mędrzec zrozumie, że trzeba się poświęcić aż po najdalszy kres - tak, jak bohaterowie-obrońcy Polski w różnych momentach II WŚ. - oddawali swe życie, aby wielu innych mogło przeżyć. Trzeba odróżnić prawdziwy heroizm od czczego idealizmu - zawsze mam tu w zanadrzu historię o zakonnicy, która nie podrapała się gdy ją komar ciął, bo "może taka była Wola Boża, aby ją wystawić na próbę tudzież na umartwienie" - ale nie pomyślała, że może Wola Boża jest taka, aby się podrapała?? ;)
Użytkownik: VERA25 2020-08-06 20:27 napisał(a):
Odpowiedź na: Dniem, w którym chrześcij... | ilia
"z ogromem niewiedzy, widocznym z pierwszego cytatu, ta kobieta nie powinna nigdy zdać jakiegokolwiek egzaminu z teologi" czy czegokolwiek
Użytkownik: Losice 2020-08-07 01:07 napisał(a):
Odpowiedź na: "z ogromem niewiedzy, wid... | VERA25
Z Wikipedii:

"W latach 1947–1953 studiowała teologię ewangelicką na uniwersytetach oksfordzkim, bońskim, bazylejskim i w Montpellier. Była uczennicą Rudolfa Bultmanna. Od 1953 roku, po przejściu na katolicyzm, studiowała teologię katolicką na Uniwersytecie Ludwika i Maksymiliana w Monachium. W 1969, jako pierwsza kobieta na świecie, habilitowała się z teologii katolickiej. "

Wszystkie te uniwersytety to wedlug Ciebie zero ???????

Użytkownik: VERA25 2020-08-07 16:28 napisał(a):
Odpowiedź na: Z Wikipedii: "W latach... | Losice
Wikipedia jako źródło wszechwiedzy
Użytkownik: Losice 2020-08-07 01:24 napisał(a):
Odpowiedź na: "z ogromem niewiedzy, wid... | VERA25
A tak na marginesie, czy Twoje "czegokolwiek" obejmuje takze egzamin "na prawo jazdy"?
Użytkownik: VERA25 2020-08-07 16:29 napisał(a):
Odpowiedź na: A tak na marginesie, czy ... | Losice
prawo jazdy?
nie widzę związku
Użytkownik: VERA25 2020-08-17 16:47 napisał(a):
Odpowiedź na: "z ogromem niewiedzy, wid... | VERA25
Co chwila powtarza zdania w rodzaju „Historyczne nieścisłości, by nie powiedzieć bezsensowne wywody, które przedstawia autor Ewangelii według Łukasza” (s. 29) „opisując wszystkie przedstawiane przez siebie wydarzenia historyczne, Łukasz opowiada same bajki” (tamże), „Mateusza bajkowa opowieść o dzieciństwie” (s. 38) „bajki z Dziejów Apostolskich” (s. 232) i temuż podobnież. Z tekstu Łk 2,1nn o spisie ludności kpi przez szereg stron, nie wiadomo co chcąc „obalić”. M. in. odkrywa „Ponadto droga Marii i Józefa (wymieniony na razie zostaje tylko mąż: „Udał się także Józef z Galilei z miasta Nazaret, do Judei” [Łk 2, 4]) wiodąca do miejsca domniemanego spisu była drogą uciążliwą i niebezpieczną, o długości około 130 km. Jeżeli chodzi o jej uciążliwość, wystarczy sobie tylko uprzytomnić ostatni odcinek dzisiejszej drogi z Jerycha do Jerozolimy (należy bowiem przypuszczać, że wybraliby drogę łatwiejszą, przez dolinę Jordanu, a nie drogę pod górę i z góry przez górzystą Samarię, w dodatku wrogo nastawioną; również z relacji Jezusa wynika, że do Jerozolimy wybrał drogę wiodącą przez Jerycho: por. Mk 10, 46).” (s. 27) Jaki jest krótki tej długiej mowy? Ewangelia podaje trasę? „W porze deszczowej, a więc zimą, o posuwaniu się naprzód, z powodu rozmokłej drogi, trudno w ogóle myśleć. Dlatego też jest absurdem, że historię Bożego Narodzenia umiejscawiamy w grudniu” (tamże) W którym miejscu Łukasz czy Mateusz pisze, że było to zimą? Podpowiem: w żadnym. Czy jakaś inna księga biblijna podaje porę roku tego wydarzenia? Ano żadna.
Lecz to jeszcze nic.
„Żyli w tych czasach przecież historycy, którzy mogliby cokolwiek odnotować, na przykład Józef Flawiusz, ale on Jezusa nie wspomina” (s. 32) Czytała jakiegoś innego Flawiusza niż ja?
W „Starożytnościach” 18,3,3 można przeczytać „W tym czasie żył Jezus, człowiek mądry, jeśli w ogóle można go nazwać człowiekiem. Czynił bowiem cuda. Był nauczycielem ludzi, którzy z radością przyjmują prawdę. Poszło za nim wielu Żydów, jak również wielu pogan. On był Chrystusem.” etc. (tłum. Anna Świderkówna) w 20,9,1 zaś mowa o ukamienowaniu „Jakuba, brata Jezusa zwanego Chrystusem”. Pierwsza z tych wzmianek może budzić wątpliwości, między „był Chrystusem” a „był nazywany Chrystusem” jest wyraźna różnica, oczywiste jest przerobienie pierwszej ze wzmianek przez chrześcijan.
Wedle kroniki Agapiosa z X wieku brzmi to „Podobnie pisał Hebrajczyk Józef. W jego dziele (...) czytamy:
W tym czasie żył człowiek mądry, imieniem Jezus. Jego postępowanie było dobre. Był znany jako człowiek o dobrym charakterze i wielu spośród Żydów, jak również z innych ludów, zostało jego uczniami. Piłat skazał go na śmierć na krzyżu, ale ci, którzy zostali jego uczniami, nie porzucili jego nauki. Opowiadali, że ukazał się im dnia trzeciego po swoim ukrzyżowaniu, żywy. Dlatego uważany był za Mesjasza, o którym prorocy wiele cudów opowiadali.” (tłum. jw)
Jak pisze Anna Świderkówna „Flawiuszowa wzmianka o Jezusie była zapewne bardziej podobna do arabskiej wersji Agapiosa. Tam nie znajdujemy praktycznie niczego, czego by nie mógł napisać żydowski historyk.” („Rozmowy o Biblii. Nowy Testament”)
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: