Dodany: 2020-04-05 01:01|Autor: Pingwinek

Czytatnik: Pingu-pingu-ping! ;)

1 osoba poleca ten tekst.

Albert Camus - eseje


(Czytatka zdradza co nieco.)

Potężna dawka eseistyki Camusa, którą zaserwowałam sobie w minionych dniach, zapewniła mi poczucie obcowania z wielkim pisarzem. Nie czytało się tych szkiców łatwo, nie. Brnęłam przez kolejne strony z mozołem, co rusz natykając się na nazwiska rozmaitych literatów (i już przeze mnie poznanych, i takich, których dopiero mam, nieraz od dawna, w planach), postaci z przeróżnych książek (znów: częściej takich, o których na razie wiem tylko, że istnieją) oraz mniej lub bardziej obszerne fragmenty niezwykłej mądrości bądź urody. Tak, teksty okazały się istną kopalnią cytatów - które przytoczę, jak rzadko, bez własnych komentarzy.

Lecz najpierw... "Nagroda Nobla, którą otrzymał w roku 1957, będąc pisarzem jeszcze młodym i o dorobku ilościowo tak niewielkim, przypadła mu jako współczesnemu moraliście. Zawarł bowiem zarówno w swojej prozie literackiej, jak dramatach, publicystyce i szkicach filozoficznych niepokoje i nadzieje swojego czasu i swojego pokolenia" - orzeka w tekście pt. "Klasyk tragicznego heroizmu" Jerzy Kossak. Przytacza także wypowiedzi innych: "Camus, którego całe świadome życie związane jest z szeroko pojętą społeczną lewicą i który należy do lewicy w okresie okupacji - potem będzie się stale dystansował wobec programu rzeczywistej rewolucji społecznej i rzeczywistego buntu zmieniającego historię. To ten właśnie smutny paradoks zrodzi gorzką ocenę Claude Bourdeta, niegdyś współtowarzysza Camusa z redakcji konspiracyjnego «Combat», który po śmierci pisarza napisze: «Dziwny wydaje się kontrast między jego chęcią działania i odmową wszelkiego działania (...)»". Kossak atoli twierdzi: "Łatwo jest zakwalifikować Camusa w kategoriach ideologicznych i filozoficznych - wziąwszy za podstawę szczególny idealizm, subiektywną interpretację dziejów, zamykanie oczu na działanie praw historii. Ale kiedy pojawia się chęć takiej generalizacji, takiej jednoznacznej oceny, trzeba pamiętać o człowieku, który potrafił wybrać, kiedy płaciło się za to życiem, miejsce walczących o ludzką godność przeciw hańbie faszyzmu. Trzeba pamiętać o człowieku, który walczył o swoją moralność laicką, nie oczekując za czyny słuszne żadnej zapłaty i nagrody prócz spokoju własnego sumienia, który dążył do prawdy i dobra, nie chyląc czoła przed żadną aprioryczną religijną zasadą - wierny tylko sile swego rozumu i dociekliwości racjonalnej analizy". Cytowany we wstępie do "Esejów" Wiktor Zalewski z kolei zauważa: "Z jego nazwiskiem łączy się literaturę przenikniętą duchem absurdu. Ale inaczej niż Kafka albo dzisiejsi przedstawiciele awangardy (Beckett, Ionesco) (...). Kafka widział jedynie człowieka skazanego, Camus rozumie, że człowiek jest skazany, mimo to chce podjąć walkę. I nie jest to walka bez sensu. Bo istnieje absurd życia ludzkiego, ale istnieje też najgłębiej zakorzeniona w człowieku niezgoda na niweczącą podległość. Duch buntu rodzi się z chwilą, kiedy człowiek dostrzeże, że szczeliny pomiędzy nim samym a jego losem nie wypełnia żadna łaska celu, nie prowadzi ponad nią żaden most do boskiego ani ziemskiego raju". Kossak, który uważa autora "Dżumy" za egzystencjalistę, jest zdania, że "nie ma innego kierunku we współczesnej filozofii, w którym tendencje autodestrukcyjne jego czołowych twórców zaznaczyłyby się tak silnie" (przy okazji prosto od Camusa: "pasja oskarżania zawsze kończy się obroną niewoli, która jest bezpośrednim skutkiem egzystencjalizmu"). Z perspektywy historycznej: "Do połowy XIX wieku wszystkie kierunki filozoficzne, nawet te, o których mówiliśmy, że miały znamiona myśli egzystencjalistycznej, głosiły tezę, że ludzkość lub jednostka mają swój cel. Tym celem mógł być Bóg lub idea absolutna, rozwój naturalny, rozwój całej ludzkości; mógł to być cel jeszcze nie poznany, który trzeba odnajdywać. Wreszcie celem tym mógł być spokój wewnętrzny jednostki. Dopiero u Schopenhauera w dziele «Świat jako wola i wyobrażenie» występuje nowy motyw filozoficzny, który utwierdza ideę, że życie nie ma celu w ogóle, że jest bezrozumnym dążeniem do celu". I dalej: "Filozofia, religia stwarzają pozory rozwiązań, iluzję celu losu ludzkiego, sensu istnienia i dają chwilową ulgę ludziom, którzy uwierzyli w te miraże. Filozofia więc i religia dają tylko złudzenie znalezienia pewnych wartości, których nie ma, które nie istnieją w ogóle. Człowiek, który pozbędzie się tych ułud, ma pewien rodzaj satysfakcji typu poznawczego-etycznego, ale tym bardziej czuje mękę życia i ma dokładną świadomość tej męki". A ulgę przynieść mogą - według Schopenhauera - dwie rzeczy: kontemplacja cierpień innych ludzi i kontemplacja dzieł sztuki. Mit Syzyfa Kossak podsumowuje: "Człowiek nie jest kowalem swojego losu, nie potrafi go zmienić. (...) W buncie i ponawianiu beznadziejnych prób zmiany swej kondycji człowiek - zniewolony przez los - może znaleźć namiastkę wolności". Kossak w rozważaniach powołuje się również na Heideggera, który wprowadził termin "man lebt - żyje się": "Trwoga objawia nicość. Zawieszeni w trwodze, pozbawieni tego, co dotąd było pozornym tylko oparciem, odkrywamy byt ludzki (Da-sein) jako nicość. (...) Powinniśmy pozostawać w trwodze - aby istnieć. Możemy istnieć, autentycznie uświadamiając sobie nasz byt jako nicość. Bowiem autentyczny byt ludzki pochodzi z objawienia nicości. Właśnie owo ujawnienie pierwotnej nicości bytu jest tu rewelacją, która pozwala ustosunkować się do wszystkich konkretów, do świata i do siebie samego. Trwoga dopiero uświadamia człowiekowi to, co powszechnie życie stara się zamaskować - to, że jego obecność w świecie jest bytem dla śmierci (Sein zum Tode). Zrodzona w sytuacjach granicznych - w owych stanach na pograniczu życia i śmierci, w czasie kataklizmów, w tragicznych powikłaniach losu i ciężkich chorobach - każe trwoga (Angst) uświadomić sobie naszą obcość wobec świata i tragiczną samotność własnej opuszczonej przez wszystkich egzystencji. Wyzwalając człowieka tym samym spod władzy złudzeń i zmuszając do zajęcia wobec własnego istnienia stanowiska śmiałego, autentycznego, napełnia go zarazem rozpaczą. Okazuje się on sam sobie kruchym istnieniem, któremu może położyć kres lada podmuch żywiołu. Teraz człowiek wraca do świata pełen tragicznej wiedzy o swym losie i egzystencji. Uświadomił już sobie, że jest nicością, i ocenia życie z punktu widzenia nicości. Wie, że wszystkie jego dążenia, nawet akty wolnego wyboru i dokonania, zostaną przekreślone przez bezwład świata materii. Wie, że jest samotny i skazany na śmierć. Wie, że nie może oczekiwać żadnej pomocy z zewnątrz". Frapująca wydaje się obserwacja inspiracji Conradem (autokomentarz Camusa: "motyw Conradowski: człowiek mężny, który nagle staje się tchórzem" - rozwiązanie: "mniej więcej wygląda to tak, że trzeba choć na chwilę zapomnieć o sobie dla kogoś innego"), którego Jim "symbolizuje teraz ocalenie rzeczy ostatecznych, pozostałych z programu społecznego życia - takich, jak wybór, sumienie, miłość, męstwo, obowiązek. Jest on także dramatem wynikającym ze świadomej i dobrowolnej wierności wobec raz przyjętego światopoglądu", ale też "uosabia potrzebę pełnej zgodności swych czynów z wyobrażeniami o sobie" (Kossak). I raz jeszcze oddam głos Kossakowi: "Tak «Dżuma» językiem prozy literackiej obrazuje tezę, którą dyskursywnie przekazał Camus w «Człowieku zbuntowanym»: «... Nauczyć się żyć i umierać, i ażeby być człowiekiem, wyrzec się boskości». Człowiek nie może się obejść bez człowieka - musi zaspokoić swój straszliwy głód braterstwa". Starczy.

"Dwie strony tego samego" - studium samotności, jednej w wielu odsłonach. Nie przejęło mnie szczególnie, ale nie zaprzeczam, Camus już w swoich pierwszych esejach zapowiadał się na wrażliwego twórcę.

"Brice Parain powiada często, że ta książeczka jest najlepsza z tego, co kiedykolwiek napisałem. Parain się myli. Znając jego lojalność, nie mówię tego powodowany rozdrażnieniem, które ogarnia każdego artystę, gdy ktoś ośmieli się twierdzić, że woli go takim, jakim był, niż takim, jaki jest. Nie, Parain się myli, ponieważ mając dwadzieścia dwa lata, nikt nie umie pisać, prócz geniuszy. Ale rozumiem, co Parain, uczony wróg sztuki i filozof współczucia, ma na myśli. To mianowicie, i ma rację, że więcej jest prawdziwej miłości w tych nieporadnych stronicach niż we wszystkim, co napisałem potem." ("Przedmowa")

"«Nie ma miłości życia bez rozpaczy», napisałem na tych stronicach nie bez emfazy. Nie wiedziałem wówczas, jak dalece mówię prawdę; nie znałem jeszcze czasów prawdziwej rozpaczy. Te czasy nadeszły i mogły wszystko zniszczyć we mnie prócz bezładnej żądzy życia. Cierpię jeszcze od tej namiętności, płodnej i niszczycielskiej zarazem, która błyska nawet z najmroczniejszych stronic tej książki. Powiedziano, że żyjemy naprawdę tylko przez kilka godzin naszego życia." ("Przedmowa")

"(...) jutro wszystko się zmieni, jutro. Nagle odkrywa, że jutro będzie takie samo i pojutrze, i wszystkie inne dni. I to nieodwracalne odkrycie miażdży go. Takie myśli zabijają." ("Ironia")

"(...) jedyne raje to raje utracone (...)." ("Pomiędzy tak i nie")

"Może myśli, że to propozycja? Jest teraz przy mnie i już się lepi. Powstrzymuję ją machinalnym gestem. (Była brzydka. Często myślałem, że gdyby ta dziewczyna była piękna, uniknąłbym wszystkiego, co nastąpiło potem.)" ("Śmierć w duszy")

"Nie ma miłości życia bez rozpaczy życia." ("Miłość życia")

"Zdawało mi się, że odtąd każda chwila snu będzie ukradziona życiu..." ("Miłość życia")

"Życie jest krótkie i grzechem jest tracić czas." ("Dwie strony tego samego")

"Mit Syzyfa" - lektura nie należała do najprzyjemniejszych, dostarczyła jednak impulsów do własnych przemyśleń pt. CZY w ogóle warto żyć? Camus, porywająco żarliwy, posłużył się słynną historią, aby ukazać egzystencję człowieka pozbawioną sensu. Absurd ludzkiego życia polega na tym, iż udręka trwa całą drogę, a u jej kresu czeka śmierć. Cierpienie towarzyszy nam nieustannie. Tragicznym czyni natomiast istnienie właśnie świadomość bezsensu. Syzyf nieświadomy miałby (ma?) nadzieję i bywałby (bywa?) szczęśliwy.

"Człowiek rzadko zabija się z refleksji (...). Początek kryzysu niemal zawsze nie podlega kontroli. Gazety często piszą o «miłosnych zmartwieniach» (...). Są to wyjaśnienia uprawnione. Ale należałoby wiedzieć, czy w dniu samobójstwa przyjaciel desperata nie rozmawiał z nim w tonie obojętnym. Wówczas on jest winien. Taka rzecz może bowiem wystarczyć, by przyśpieszyć wybuch wszystkich uraz i wszystkich zniechęceń, dotąd jeszcze pozostających w zawieszeniu." ("Rozumowanie absurdalne": "Absurd i samobójstwo")

"W pewnym sensie zabić się to wyznać, jak w melodramacie. Wyznać, że życie nas przerasta albo że nie rozumiemy życia. (...) A więc jest to wyznanie, że rzecz «niewarta jest trudu». Naturalnie, żyć nigdy nie jest łatwo. Gesty, które egzystencja narzuca, kontynuuje się z wielu powodów, wśród których pierwszym jest przyzwyczajenie. Śmierć z własnej woli zakłada, że człowiek, choćby instynktownie, uznał to przyzwyczajenie za śmieszne, stwierdził brak wszelkiej głębszej racji, aby żyć, bezsens codziennej krzątaniny i bezcelowość cierpienia." ("Rozumowanie absurdalne": "Absurd i samobójstwo")

"Jakie więc jest to niewymierne poczucie, które wydziera umysł z uśpienia niezbędnego, aby mógł żyć? Świat, który można wytłumaczyć kiepskimi nawet racjami, jest światem bliskim. Na odwrót, w świecie pozbawionym nagle złudzeń i świateł człowiek czuje się obcy." ("Rozumowanie absurdalne": "Absurd i samobójstwo")

"(...) niesłuszne się przypuszcza, że proste pytania pociągają za sobą proste odpowiedzi i że oczywistość implikuje oczywistość." ("Rozumowanie absurdalne": "Absurd i samobójstwo")

"(...) w codzienności szarego życia unosi nas czas. Ale przychodzi zawsze chwila, kiedy my mamy go unieść. Żyjemy przyszłością: «jutro», «później», «kiedy się urządzisz», «z wiekiem zrozumiesz». Godne podziwu niekonsekwencje, skoro w końcu idzie przecież o śmierć. Nadchodzi jednak taki dzień, kiedy człowiek stwierdza albo mówi, że ma trzydzieści lat. Umacnia w ten sposób swoją młodość. Ale jednocześnie sytuuje się w stosunku do czasu. Zajmuje w nim miejsce. Orzeka, że jest w pewnym punkcie krzywej, którą ma do przebycia. Należy do czasu i po przerażeniu, które go ogarnia, rozpoznaje w nim swego najgorszego wroga." ("Rozumowanie absurdalne": "Absurdalne mury")

"Człowiek zwraca się ku Bogu tylko po to, by osiągnąć niemożliwe. Jeśli idzie o to, co możliwe, wystarczą ludzie." ("Rozumowanie absurdalne": "Samobójstwo filozoficzne", cytat z Szestowa)

"W pewnym punkcie swojej drogi człowiek absurdalny staje się przedmiotem zabiegów. Historii nie zbywa ani na religiach, ani na prorokach, nawet bez bogów. Żądają od niego skoku. Może tylko odpowiedzieć, że nie całkiem rozumie, że nie jest to oczywiste. Chce robić jedynie to, co rozumie dobrze. Zapewniają go, że to grzech pychy, ale nie rozumie pojęcia grzechu; że może piekło jest u końca, ale nie ma dość wyobraźni, by ujrzeć tę osobliwą przyszłość; że traci życie nieśmiertelne, ale to wydaje mu się błahe. Miałby uznać swoją winę; ale on czuje się niewinny. Prawdę mówiąc, tylko to czuje: swoją nieodwracalną niewinność. To ona pozwala mu na wszystko." ("Rozumowanie absurdalne": "Wolność absurdalna")

"Bunt nie jest dążeniem, nie zna nadziei. To pewność druzgocącego losu, ale bez rezygnacji." ("Rozumowanie absurdalne": "Wolność absurdalna")

"Można uważać, że samobójstwo jest następstwem buntu. Ale niesłusznie. Nie stanowi ono bowiem jego zakończenia logicznego. Jest jego przeciwieństwem, ponieważ zakłada zgodę. Samobójstwo, podobnie jak skok, to akceptacja skrajna." ("Rozumowanie absurdalne": "Wolność absurdalna")

"Świadomość i bunt to odmowa i przeciwieństwo rezygnacji. (...) Chodzi o to, by umrzeć niepogodzonym." ("Rozumowanie absurdalne": "Wolność absurdalna")

"(...) muszę odrzucić problem wolności metafizycznej. Nie interesuje mnie, czy człowiek jest wolny. Mogę doświadczać tylko własnej wolności. Nie mogę o niej mieć pojęć ogólnych; rozporządzam jedynie kilku jasnymi spostrzeżeniami. Problem «wolności w sobie» nie ma sensu. Wiąże się bowiem na zupełnie inny sposób z problemem Boga. Wiedzieć, czy człowiek jest wolny, to wiedzieć, czy może mieć pana. Szczególna absurdalność tego problemu płynie stąd, że samo pojęcie, które czyni problem wolności możliwym, odbiera mu zarazem cały jego sens. Bo też wobec Boga mniej wchodzi w grę problem wolności niż problem zła. Alternatywa jest znana: albo nie jesteśmy wolni, a wtedy Bóg wszechmocny jest odpowiedzialny za zło; albo jesteśmy wolni i odpowiedzialni, ale Bóg nie jest wszechmocny. Wszystkie subtelności szkół nie dodały nic do tego paradoksu ani nie potrafiły mu odjąć ostrości.
Dlatego nie mogę się zagubić w wychwalaniu pojęcia albo w jego prostej definicji, skoro to pojęcie wymyka mi się i traci sens z chwilą, kiedy przekracza ramy mego doświadczenia indywidualnego. Nie mogę zrozumieć, co to jest wolność dana mi przez wyższą istotę." ("Rozumowanie absurdalne": "Wolność absurdalna")

"Jeśli sobie wytłumaczę, że życie ma tylko twarz absurdu, (...) jeśli przyjmuję, że moja wolność ma sens jedynie w stosunku do jej ograniczonego losu, wówczas powinienem sobie powiedzieć, że nie to się liczy, by żyć najlepiej, ale by żyć najwięcej." ("Rozumowanie absurdalne": "Wolność absurdalna")

"«Dziedziną moją jest czas», mówi Goethe. Oto zdanie absurdalne. Bo któż to jest człowiek absurdalny? Ten, który nie negując wieczności nie czyni nic dla niej. Nie dlatego, żeby nostalgia była mu obca. Ale woli od niej odwagę i rozumowanie. Odwaga uczy go, aby żył bez odwołań i zadowalał się tym, co ma; rozumowanie pozwala mu znać własne granice. Pewien wolności, która ma swój kres, buntu bez przyszłości i świadomości, która nie przetrwa, zamyka swoją przygodę w czasie życia. Oto jego dziedzina i jego działalność, która wyłącza go spod każdego sądu prócz własnego." ("Człowiek absurdalny", z wprowadzenia)

"To właśnie jest geniusz: inteligencja, która zna swoje granice." ("Człowiek absurdalny": "Don Juan")

"«Burlador» de Moliny, kiedy grożą mu piekłem, odpowiada niezmiennie: «Aż tyle dajesz mi czasu!». To, co przyjdzie po śmierci, nie ma znaczenia; ktoś, kto potrafi być żywy, tak wiele dni ma jeszcze przed sobą! Faust żądał dóbr tego świata: nieszczęsny, wystarczyło mu wyciągnąć rękę." ("Człowiek absurdalny": "Don Juan")

"(...) dla kogoś, kto szuka radości w ilości, tylko skuteczność się liczy." ("Człowiek absurdalny": "Don Juan")

"Don Juan urzeczywistnia etykę ilości, gdy święty, przeciwnie, zmierza ku jakości. Człowieka absurdalnego cechuje niewiara w głęboki sens rzeczy. Biegnie od twarzy do twarzy - płomiennej, zachwyconej - gromadzi je i spopiela. Czas biegnie z nim razem. Człowiek absurdalny nie oddziela siebie od czasu. Don Juan nie chce «kolekcjonować» kobiet. Ich ilość pozwala mu wyczerpać wszystkie szanse życia. Ten, kto kolekcjonuje, potrafi żyć przeszłością. Ale on odrzuca żal, który jest innym kształtem nadziei. Nie umie patrzeć na portrety.

Czy dlatego jest egoistą? Na pewno na swój sposób. Ale tu znów trzeba się porozumieć. Są ludzie stworzeni do życia i ludzie stworzeni do kochania. Don Juan przynajmniej powiedziałby to chętnie. Dokonać wyboru może tylko w skrócie. Bo miłość, o której tu się mówi, jest przybrana w złudzenia wieczności. Wszyscy specjaliści od uczuć pouczają nas, że miłość wieczna to taka, która natrafia na przeszkody. Nie ma namiętności bez walki. I taką miłość zakończyć może tylko sprzeczność ostateczna, to znaczy śmierć. Być Werterem albo nikim. Tu także można się zabić na różne sposoby; jednym z nich jest oddanie się bez reszty i zapomnienie o sobie. Don Juan wie jak każdy, że to może być wzruszające. Ale jest jednym z nielicznych, którzy wiedzą, że nie to jest ważne. Wie również, że ci, którzy dla wielkiej miłości rezygnują z całego życia osobistego, wzbogacają się może, ale zubożają na pewno tych, których wybrali. Matka, kobieta która kocha, z konieczności mają oschłe serce, bo to serce odwróciło się od świata. Jedno uczucie, jedna istota, jedna twarz - i nic nie zostaje. Don Juan zna inne uczucie i jest ono wyzwolicielskie. Ta miłość przynosi ze sobą wszystkie twarze świata; jest pełna niepokoju, bo wie, że przemija. Don Juan dokonał wyboru: być niczym." ("Człowiek absurdalny": "Don Juan")

"Los to nie kara." ("Człowiek absurdalny": "Don Juan")

"Człowiek przeciętny nie lubi się zatrzymywać. Przeciwnie, wszystko skłania go do pośpiechu. Ale zarazem nic go bardziej nie interesuje niż on sam, a zwłaszcza to, czym mógłby być." ("Człowiek absurdalny": "Komedia")

"Nadchodzi zawsze chwila, kiedy trzeba wybierać pomiędzy kontemplacją a działaniem. Ma to swoją nazwę: zostać człowiekiem. Te rozdarcia są straszliwe. Ale dla dumnego serca nie ma drogi pośredniej. Jest Bóg albo czas, krzyż albo miecz. Albo świat ma sens wyższy i te sens jest ponad wszelkim ziemskim niepokojem; albo prawdą jest tylko ten niepokój. Trzeba żyć swoim czasem i umrzeć razem z nim albo ujść czasowi wybierając życie większe. Wiem, że można się układać, żyć epoką i wierzyć w wieczność. To nazywa się akceptacją. Ale słowo budzi we mnie wstręt, chcę wszystkiego albo niczego." ("Człowiek absurdalny": "Podbój")

"Tak, człowiek jest swoim własnym celem. I celem jedynym. Jeśli chce być czymś, to tylko w tym życiu. Teraz już to wiem. Zdobywcy mówią czasem o zwycięstwie i przezwyciężaniu. Ale rozumieją przez to «przezwyciężanie siebie»." ("Człowiek absurdalny": "Podbój")

"Być pozbawionym nadziei to nie znaczy rozpaczać. Płomienie ziemi warte są zapachów niebiańskich." ("Człowiek absurdalny", z podsumowania)

"Warto się nad tym zastanowić: jest tu wyjaśnienie najgorszych powieści. Niemal wszyscy uważają się za zdolnych do myślenia i myślą w istocie, dobrze albo źle. Na odwrót, nieliczni potrafią sobie wyobrazić, że są poetami czy twórcami zdań. Od chwili, kiedy myśl wzięła górę nad stylem, powieści piszą wszyscy." ("Twórczość absurdalna": "Filozofia i powieść", przypis autora)

"Człowiek chce zarobić pieniądze, aby być szczęśliwym: cały jego wysiłek, całe życie zmierzają do tych pieniędzy. Szczęście zostało zapomniane, środek stał się celem. Podobnie wysiłek zdobywcy może zboczyć ku ambicji, która była tylko drogą wiodącą do pełniejszego życia." ("Twórczość absurdalna": "Filozofia i powieść")

"Tak uparta jest nadzieja w sercu człowieka! Ludzie najbardziej wyzuci ze złudzeń potrafią zgodzić się na nie." ("Twórczość absurdalna": "Filozofia i powieść")

"Wszyscy bohaterowie Dostojewskiego zapytują się o sens życia. Przez to są nowocześni: nie boją się śmieszności. Różnica między wrażliwością nowoczesną a wrażliwością klasyczną polega na tym, że pierwsza żywi się problemami metafizycznymi, druga zaś moralnymi. W powieściach Dostojewskiego problem postawiony jest z taką siłą, że może prowadzić tylko do skrajnych rozwiązań. Albo życie jest kłamliwe, a l b o jest wieczne. Gdyby Dostojewski poprzestał na badaniu zagadnienia, byłby filozofem. Ale ukazuje skutki, jakie ta gra umysłu wywiera na życie człowieka, i tu jest artystą." ("Twórczość absurdalna": "Kiriłow")

"Przekonany, że egzystencja ludzka jest całkowicie absurdalna dla kogoś, kto nie wierzy w nieśmiertelność (...)." ("Twórczość absurdalna": "Kiriłow")

"Kiriłow (...) wyobraża sobie w pewnej chwili, że Jezus n i e z n a l a z ł się w raju. Wtedy Jezus zrozumiał, że męka była bezużyteczna: «Jeśli prawa przyrody zmusiły i Jego, by żył wśród kłamstwa i umarł z powodu kłamstwa». Tylko w tym sensie Jezus wciela cały dramat ludzki. Jest człowiekiem doskonałym, ponieważ w nim spełnił się los najbardziej absurdalny. To nie bóg-człowiek, ale człowiek-bóg. Każdy z nas może być jak on ukrzyżowany i oszukany - i jest w pewnej mierze." ("Twórczość absurdalna": "Kiriłow")

"«Bracia Karamazow» są odpowiedzią na «Biesy»." ("Twórczość absurdalna": "Kiriłow")

"O «Braciach Karamazow» Dostojewski pisał: «Zasadniczy problem we wszystkich częściach tej książki to ten sam, który był świadomym czy nieświadomym cierpieniem całego mojego życia: istnienie Boga». Trudno uwierzyć, że jedna powieść wystarczyła, aby przekształcić w radosną pewność cierpienie całego życia. Pewien komentator słusznie to podkreśla: Dostojewski częścią swojej osoby związany jest z Iwanem - i rozdziały afirmatywne w «Braciach» kosztowały go trzy miesiące wysiłku, podczas gdy to, co nazywał «bluźnierstwami», napisał w trzy tygodnie, w natchnieniu." ("Twórczość absurdalna": "Kiriłow")

"(...) twórczości nie kończy zwycięski i złudny okrzyk zaślepionego artysty: «Powiedziałem wszystko», ale śmierć, którego zamyka doświadczenie twórcy i dzieło jego geniuszu." ("Twórczość absurdalna": "Twórczość bez jutra")

"(...) poglądy są przeciwieństwem myśli." ("Twórczość absurdalna": "Twórczość bez jutra")

"Jeśli ten mit jest tragiczny, to dlatego, że bohater jest świadomy. Bo też na czym polegałaby jego kara, jeśli przy każdym kroku podtrzymywałaby go nadzieja zwycięstwa?" ("Mit Syzyfa")

"(...) naturalność jest kategorią trudną do zrozumienia. Są dzieła, gdzie wypadki wydają się czytelnikowi naturalne. Są jednak inne (rzadsze co prawda), gdzie bohater uważa za naturalne to, co jemu się zdarza. Wskutek paradoksu szczególnego, ale oczywistego, im bardziej niezwykłe są przygody bohatera, tym większa naturalność opowiadania: jest ona proporcjonalna do rozpiętości pomiędzy dziwnością życia człowieka i prostotą, z jaką ów człowiek ją przyjmuje. Tego rodzaju jest naturalność Kafki. I dzięki niej sens «Procesu» staje się jasny. Mówiono, że to obraz życia ludzkiego. Niewątpliwie. Ale sprawa jest i prostsza, i bardziej złożona. To znaczy, że sens powieści jest bardziej osobisty, bardziej określa samego Kafkę. W pewnej mierze mówi on sam, skoro on jest tym, który nas spowiada. Żyje i jest skazany." ("Nadzieja i absurd w dziele Franza Kafki")

"«Proces» i «Zamek» nie zmierzają w tym samym kierunku. Dopełniają się wzajemnie. Dzielący je niedostrzegalny postęp oznacza, w porządku ucieczki, niebywałe zwycięstwo. «Proces» stawia problem, który «Zamek» w pewnej mierze rozwiązuje. «Proces» opisuje metodą niemal naukową i nie daje konkluzji. «Zamek» w pewnej mierze wyjaśnia. Pierwsza z tych powieści stawia diagnozę, druga prezentuje terapię. Ale proponowany środek nie leczy. Sprawia tylko, że choroba może się zmieścić w ramach normalnego życia. Dopomaga w akceptacji. (...) To wyrafinowane lekarstwo, które sprawia, że kochamy to, co nas miażdży (...), oto cały sekret rewolucji egzystencjalnej i samego «Zamku»." ("Nadzieja i absurd w dziele Franza Kafki")

"Każdy rozdział jest porażką. Każdy rozpoczęciem wszystkiego od nowa. To już nie logika, ale nieubłagane następstwo. Miara tego uporu stanowi o tragiczności dzieła. Kiedy K. telefonuje do zamku, słyszy niejasne i pomieszane głosy, nieokreślone śmiechy, dalekie wołania. To wystarczy, aby podtrzymać jego nadzieję, jak kilka znaków na letnim niebie albo obietnice wieczora wystarczają, by przydać racji naszemu życiu. Kryje się tu sekret osobliwej melancholii Kafki. Tej samej w istocie, którą tchnie dzieło Prousta albo krajobraz Plotyna: to tęsknota za utraconym rajem. «Robi mi się smutno, mówi Olga, kiedy Barnabas oznajmia mi rano, że idzie do Zamku. Ta prawdopodobnie całkiem daremna droga, ten prawdopodobnie stracony dzień, ta prawdopodobnie płonna nadzieja». «Prawdopodobnie»: cała gra Kafki jest w tej subtelności." ("Nadzieja i absurd w dziele Franza Kafki")

"O dziele Kafki mówiono najczęściej, że to krzyk rozpaczy: żadnego ratunku dla człowieka. Ten pogląd wymaga jednak rewizji. Jest nadzieja i nadzieja." ("Nadzieja i absurd w dziele Franza Kafki")

"(...) dziełem tragicznym może być takie, które nie dając żadnej nadziei wieczności, opisuje życie człowieka szczęśliwego. Im bardziej porywające jest życie, tym bardziej absurdalna jest myśl o jego utracie." ("Nadzieja i absurd w dziele Franza Kafki")

"Listy do przyjaciela Niemca" - humanistyczne przesłanie, aczkolwiek wynoszenie Francji pod niebiosa niezbyt mi się podoba.

"Śmiem powiedzieć, że dla ludzi, którzy mają być zabici, rozmowa o przyszłym życiu nic nie załatwia." ("List drugi")

"Człowiek jest przemijający.
Zapewne; ale przemijajmy
stawiając opór i jeśli nicość
jest nam przeznaczona, nie
mówmy, że to sprawiedliwość!" (Obermann, List 90 - ?)

"Publicystyka" - miejscami ekscytująca, mimo iż politycznie nie mój rejon.

"Papież skierował do świata posłanie, w którym otwarcie opowiada się za demokracją. [Mowa Piusa XII na Boże Narodzenie 1944.] Możemy się z tego tylko cieszyć. Ale uważamy także, że ten subtelnie zróżnicowany tekst wymaga komentarza równie zróżnicowanego. Nie mamy pewności, czy taki komentarz wyrazi opinie wszystkich naszych towarzyszy chrześcijan z «Combat». Ale jesteśmy pewni, że będzie wyrazem uczuć wielu spośród nas.
Skoro nastręczyła się już okazja, powiedzmy, że nasza radość nie jest zupełnie wolna od żalu. Od lat czekaliśmy, aby największy autorytet duchowy naszych czasów zechciał w jasnych słowach potępić poczynania dyktatur. Podkreślam: w jasnych słowach. To potępienie bowiem może wynikać z pewnych encyklik pod warunkiem, że się je zinterpretuje. Lecz sformułowano je w języku tradycyjnym, który nigdy nie był jasny dla większości.
Większość właśnie oczekiwała przez te wszystkie lata na głos, który powie wyraźnie, jak dzisiaj, gdzie jest zło. Naszym utajonym pragnieniem było, aby nastąpiło to w chwili, kiedy zło triumfowało, a siły dobra miały zamknięte usta. Uważamy oczywiście, że powinniśmy się cieszyć, iż doszło do tego dziś, kiedy dyktatury są bliskie upadku. Ale nie tylko chcieliśmy się cieszyć, chcieliśmy wierzyć i podziwiać. Chcieliśmy, żeby duch złożył dowody, zanim siła umocni go i przyzna mu rację.
(...)
Powiedzmy jasno: chcieliśmy, aby papież zajął stanowisko podczas tych haniebnych lat i oskarżył to, co należało oskarżyć. Ciężko jest pomyśleć, że Kościół pozostawił tę troskę innym, niżej postawionym i nie mającym tego autorytetu, wśród których znaleźli się też ludzie pozbawieni niezwyciężonej nadziei, jaką Kościół żyje. Kościół nie musiał myśleć o tym, by ustrzec się i przetrwać. Przetrwałby nawet w kajdanach. I wówczas odnalazłby siłę, której dzisiaj nie jesteśmy skłonni mu przyznać.
Lecz jest przynajmniej to posłanie. I katolicy, którzy we wspólnej walce dali z siebie najlepsze, wiedzą teraz, że mieli rację i byli po dobrej stronie. Papież uznał cnoty demokracji. Ale tu właśnie zaczynają się odcienie. Bo demokracja jest rozumiana w tym tekście szeroko. Papież powiada, że dotyczyć może tak samo republiki, jak monarchii. Ta demokracja ma się na baczności przed masami, które Pius XII subtelnie odróżnia od ludu; aprobuje też nierówności warunków społecznych, które miarkować mógłby tylko duch braterstwa.
Określona tu więc demokracja nabiera paradoksalnie odcieni radykalno-socjalistycznych, co nas zdumiewa. Zresztą wielkie słowo zostało powiedziane, skoro Papież oświadcza, że pragnąłby ustroju umiarkowanego.
Rozumiemy oczywiście to pragnienie. Jest pewien umiar ducha pomocny w zrozumieniu spraw społecznych, a nawet szczęścia człowieka. Ale tyle odcieni i zastrzeżeń uprawnia umiar najbardziej nienawistny ze wszystkich, mianowicie serca. On właśnie zgadza się na nierówności i trwającą nadal niesprawiedliwość. Zalecenia umiaru mają swoje podwójne ostrze. Mogą posłużyć tym, którzy chcą wszystko zachować i którzy nie zrozumieli, że jakieś zmiany muszą nastąpić. Nasz świat nie potrzebuje dusz letnich. Trzeba mu serc gorących, a znajdą one dla umiaru właściwe miejsce. Kościół zaś powinien zadbać dziś o to, aby nie mylono go z siłami wstecznymi.
Tyle przynajmniej chcieliśmy powiedzieć, ponieważ pragniemy, by wszystko, co na tym świecie ma imię i honor, służyło sprawie wolności i sprawiedliwości. W tej walce nigdy nie będzie nas za dużo. Oto jedyny powód naszych zastrzeżeń. Kim bowiem jesteśmy, by ośmielić się krytykować najwyższy autorytet duchowy wieku? Nikim doprawdy, zwykłymi obrońcami ducha, stawiającymi przecież najwyższe wymagania tym, którzy są powołani, by ducha reprezentować." ("Moralność i polityka": "VII - «Combat», 26 grudnia 1944")

"Świat jest tym, czym jest; znaczy niewiele. (...) Wśród niezliczonych i zachwyconych komentarzy zostaliśmy poinformowani, że każde miasto średniej wielkości może być całkowicie starte z powierzchni ziemi przy pomocy bomby rozmiarów piłki futbolowej. (...) My ograniczymy się do jednego zdania: cywilizacja mechaniczna osiągnęła ostatni stopień zdziczenia. W przyszłości mniej lub bardziej bliskiej trzeba będzie wybierać pomiędzy samobójstwem kolektywnym i inteligentnym zastosowaniem zdobyczy naukowych.
Na razie wolno pomyśleć, że jest jakaś nieprzyzwoitość w świętowaniu odkrycia służącego przede wszystkim najstraszliwszej żądzy niszczenia, jaką w historii wykazał się człowiek. Temu zaś, że w świecie wydanym gwałtowi, niezdolnym do jakiejkolwiek kontroli, obojętnym na sprawiedliwość i zwykłe szczęście ludzi nauka poświęca się zorganizowanemu mordowi, nikt zapewne, prócz zapamiętałych idealistów, nie będzie się dziwił.
(...)
W obliczu przerażających perspektyw otwierających się przed ludzkością widzimy jaśniej jeszcze, że walka o pokój jest jedyną, którą warto prowadzić. Nie prośbę już, ale rozkaz winny ludy skierować do rządów: niechaj dokonają ostatecznego wyboru między piekłem i rozsądkiem." ("Moralność i polityka": "XI - «Combat», 8 sierpnia 1945")

"Od pewnego czasu pojawiają się artykuły dotyczące dzieł uważanych za pesymistyczne; w konsekwencji chodzi o wykazanie, że dzieła takie prowadzą niechybnie do najnikczemniejszych uzależnień. Rozumowanie jest proste. Filozofia pesymistyczna jest se swojej esencji filozofią rozpaczy; ci więc, którzy nie wierzą, że świat jest dobry, muszą przystać na służbę u tyranii. (...)
W jeden tylko sposób można odpowiedzieć na tę kampanię, to znaczy w sposób szczery. Chociaż problem mnie przerasta, choć godzi w Malraux, Sartre'a i kilku innych, ważniejszych ode mnie, nie sądzę, aby nie wolno mi było zabrać głosu. Nie dotknę jednak istoty dyskusji. Że myśl pesymistyczna jest siłą rzeczy myślą zrozpaczoną - to idea dziecinna, ale trzeba zbijać ją długo." ("Pesymizm i tyrania": "Pesymizm i odwaga - «Combat», wrzesień 1945")

"Nie mam zbyt wielkiego nabożeństwa do nazbyt sławnej filozofii egzystencjalnej i jeśli mam powiedzieć prawdę, uważam jej konkluzje za fałszywe. Ale jest ona przynajmniej wielką przygodą myśli i trudno znieść, by uznano ją za zwykły konformizm (...)." ("Pesymizm i tyrania": "Pesymizm i odwaga - «Combat», wrzesień 1945")

"(...) wydaje mi się, że człowiek niewierzący, bardziej jeszcze niż ktokolwiek inny, powinien dać wyraz swemu oburzeniu wobec niedopuszczalnej postawy pewnego odłamu naszej prasy.
Nie mam ochoty czegokolwiek usprawiedliwiać. Jeśli jest prawdą, że zakonnicy spiskowali przeciw państwu [udzielając schronienia milicji okupacyjnej, w związku z czym wszczęto przeciw zakonnikom śledztwo], podlegają prawom obowiązującym w państwie. O ile mi jednak wiadomo, Francja nie doszła jeszcze do uznania odpowiedzialności zbiorowej. I byłoby dobrze, gdyby dziennikarze i przedstawiciele partii określający klasztory jako gniazda morderców i zdrajców, cały zaś Kościół oskarżający, że jest ośrodkiem ogromnego i ponurego spisku, dokonali pewnego wysiłku pamięci.
(...)
Najbardziej formalna sprawiedliwość żąda, żeby w generalnym oskarżeniu nie mieszać garstki podejrzanych z tłumem niewinnych, z lekkim sercem zapominając o tych wszystkich, którzy dali się zabić. Nie, nic tego nie usprawiedliwia.
(...) Słyszę już szyderstwa. Jak to, «Combat» jest teraz z Kościołem? Ale to przynajmniej nie ma znaczenia. My, niewierzący, czujemy nienawiść tylko do nienawiści i jak długo choć tchnienie wolności ostanie się we Francji, nie sprzymierzymy się z tymi, co krzyczą i obrażają; pozostaniemy z tymi, którzy, kimkolwiek są, dają świadectwo prawdzie." ("W dwa lata później": "Nic tego nie usprawiedliwia - «Combat», 22 marca 1947")

"Wiek XVII był wiekiem matematyki, wiek XVIII nauk fizycznych, XIX biologii. Nasz wiek XX jest wiekiem strachu." ("Ani ofiara, ani kat": "Wiek strachu - «Combat», listopad 1948")

"Święcimy dziś nowe i krzepiące zwycięstwo demokracji. Ale jest to zwycięstwo, które demokracja odniosła nad sobą samą i własnymi zasadami. Hiszpania generała Franco została pośpiesznie wprowadzona do przytulnej świątyni kultury i oświaty, podczas gdy Hiszpanię Cervantesa i Unamuna raz jeszcze wyrzucono na ulicę. Kiedy się jednak wie, że obecny minister informacji w Madrycie, dziś współpracownik UNESCO, to ten sam, co zajmował się propagandą nazistowską za panowania Hitlera, kiedy się wie, że rząd, który odznaczył chrześcijańskiego poetę Paula Claudela, to ten sam, co orderem Czerwonych Strzał udekorował Himmlera, twórcę krematoriów, wolno powiedzieć, że demokracje wprowadziły do swej oświeconej społeczności nie Calderona ani Lope de Vegę, ale Józefa Goebbelsa. To niebywałe zaprzaństwo, w siedem lato po zakończeniu wojny, powinno nas skłonić do złożenia gratulacji rządowi pana Pinay. Bo też nie można mu zarzucić, że ma skrupuły, jeśli idzie o wielką politykę. Ludzie sądzili dotąd, że los historii zależy w pewnym stopniu od walki wychowawców przeciw katom. Nikt jednak nie pomyślał o tym, że wystarczy nazwać katów oficjalnie wychowawcami. Rząd pana Pinay zadał sobie ten trud.
Oczywiście zabieg jest nieco żenujący i trzeba go było przeprowadzić w największym pośpiechu. Ale w końcu szkoła to jedno, a targ to drugie. Co prawda jest to po trosze targ niewolnikami: za ofiary Falangi - poddani z kolonii. Na kulturę zaś czas przyjdzie później. Zresztą kultura nie jest sprawą rządzących. Artyści tworzą kulturę, rządy kontrolują ją potem, przy okazji likwidując artystów, żeby ją lepiej kontrolować. I w końcu nadchodzi dzień, kiedy garstka wojskowych i przemysłowców może powiedzieć «my», mówiąc: Molière i Voltaire, albo wydrukować zniekształcone dzieło poety, którego wpierw rozstrzelała. W takim dniu - to znaczy dziś właśnie - powinniśmy pomyśleć z odrobiną przynajmniej współczucia o biednym Hitlerze. Zamiast się zabić z nadmiaru romantyzmu, wystarczyłoby mu pójść w ślady swego przyjaciela Franco i okazać cierpliwość. Byłby dziś delegatem UNESCO do spraw oświaty w Nigerze, Mussolini zaś dokładałby starań, by podnieść poziom kulturalny tych kochanych Abisyńczyków, których ojców zmasakrował nieco, nie tak bardzo znów dawno. Wówczas w pojednanej wreszcie Europie nastąpiłby ostateczny triumf kultury: generałowie i marszałkowie przy wspaniałym bankiecie obsługiwani przez zastępy demokratycznych ministrów, odznaczających się zdecydowanym poczuciem realizmu.
(...)
Tak, od chwili gdy Franco wszedł do UNESCO, UNESCO znalazła się poza kulturą powszechną, oto co winniśmy oświadczyć. Mówią nam, że UNESCO jest instytucją użyteczną. Wiele dałoby się powiedzieć o stosunkach wzajemnych biur i kultury, ale bądźmy pewni jednego przynajmniej: nie może być użyteczne to, co wspiera kłamstwo, w jakim żyjemy. Jeśli UNESCO nie potrafiła zachować niezależności, lepiej jest, żeby nie istniała. Wiadomo, że organizmy kulturalne mijają, a kultura pozostaje. W każdym razie możemy być pewni, że kultura nie upadnie, jeśli instytucję uprawiającą wielką politykę uzna się za to, czym jest ona w istocie. Prawdziwa kultura żyje prawdą i umiera od kłamstwa." ("Twórczość i wielkość": "Hiszpania i kultura - 30 listopada 1952")

"Człowiek zbuntowany" - kawał wyrafinowanej prozy (która nie wyczerpuje bynajmniej tematu buntu; chociaż solidnie przytłacza!). Camus wiedzie czytelnika przez epoki, filozofie, perspektywy...

"Żeby móc powiedzieć, że życie jest absurdalne, trzeba żyjącej świadomości." ("Wprowadzenie")

"(...) życie samo w sobie jest sądem wartościującym. Oddychać to sądzić." ("Wprowadzenie")

"(...) absurd, jak i wątpienie, może skierować ku nowym poszukiwaniom. (...) Krzyczę, że w nic nie wierzę i że wszystko jest absurdalne, ale nie mogę wątpić w mój krzyk i muszę wierzyć przynajmniej w mój protest. Pierwszą więc i jedyną pewnością, daną mi przez doświadczenie absurdu, jest bunt. (...) Bunt rodzi się w obliczu niedorzeczności, wobec losu niesprawiedliwego i niepojętego. Ale jego ślepy poryw domaga się porządku wśród chaosu i jedności w samym sercu tego, co ulotne i uciekające. Bunt krzyczy, żąda, chce, by zgorszenie ustało i żeby przyszło wreszcie to, co dotąd wciąż było pisane na wodzie. Szuka przemiany."

"Kto to jest człowiek zbuntowany? Jest to człowiek, który mówi: nie." ("Człowiek zbuntowany")

"Niewolnik znosił każdy przymus poprzedzający chwilę buntu. Często nawet zgadzał się bez szemrania na rozkazy budzące większy sprzeciw niż ten, który wywołał w nim odmowę. Choć może odrzucał je w sobie, był cierpliwy (...). Z utratą cierpliwości, z pojawieniem się niecierpliwości, zaczyna się natomiast ruch mogący objąć to wszystko, co wpierw akceptował. Ten ruch niemal zawsze działa wstecz. Niewolnik, który odrzuca upokarzający rozkaz przełożonego, odrzuca jednocześnie sam stan niewolnictwa. Ruch buntu niesie go dalej, niż mogłaby to uczynić zwykła odmowa. (...) Świadomość rodzi się wraz z buntem." ("Człowiek zbuntowany")

"Raczej umrzeć, stojąc, niż żyć na kolanach." ("Człowiek zbuntowany")

"Buntować się przeciw naturze to tyle, co buntować się przeciw samemu sobie. Walić głową w mur. Jedynym buntem spójnym jest wówczas samobójstwo." ("Bunt metafizyczny": "Synowie Kaina")

"Buntu niepodobna sobie wyobrazić inaczej niż przeciw komuś. Tylko pojęcie boga jako osoby, twórcy, a więc kogoś odpowiedzialnego za wszystko, nadaje sens protestowi ludzkiemu. Można więc powiedzieć bez paradoksu, że historia buntu w świecie zachodnim jest nieodłączna od historii chrześcijaństwa. I trzeba czekać na ostatnie chwile myśli antycznej, żeby bunt mógł odnaleźć swój język u filozofów okresu przejściowego, przede wszystkim i najgłębiej u Epikura i Lukrecjusza.
W straszliwym smutku Epikura pobrzmiewa już nowy ton. Ten smutek rodzi się z lęku przed śmiercią, który nieobcy jest umysłowi greckiemu. Ale patos tego lęku to element nowy: «Można zabezpieczyć się przeciwko wszystkiemu; ale wobec śmierci jesteśmy jak mieszkańcy rozbrojonej twierdzy». Lukrecjusz zaś precyzuje: «Substancja tego ogromnego świata wydana jest śmierci i zniszczeniu». Dlaczego więc odkładać radość na później? «Czekając, zużywamy życie, a umrzemy wszyscy w cierpieniu», mówi Epikur. Trzeba więc używać rozkoszy. (...) Całe nieszczęście ludzi płynie z nadziei, która wydziera ich z ciszy twierdzy i rzuca na mury w oczekiwaniu zbawienia. Te bezsensowne odruchy otwierają tylko rany troskliwie zabandażowane. Dlatego Epikur nie neguje bogów, ale ich oddala (...). Lukrecjusz zaś dodaje: «Bogowie z samej swojej natury cieszą się nieśmiertelnością w najgłębszym spokoju, obcym sprawom naszym, od których są całkowicie oderwani». Zapomnijmy więc o bogach, nie myślmy o nich nigdy, a «ni twoje myśli w dzień, ni sny nocne nie przyniosą ci niepokoju».
Odnajdziemy później ten wieczny temat buntu, ale przekształcony w sposób istotny. Bóg nie dający ani nagrody, ani kary, bóg głuchy, jest jedynym religijnym wyobrażeniem zbuntowanych." ("Bunt metafizyczny": "Synowie Kaina")

"(...) Sade jest urodzonym literatem. Zbudował fikcję, by stworzyć sobie złudzenie egzystencji." ("Bunt metafizyczny": "Negacja absolutna": "Literat")

"Szaleństwo to odwrotna strona nudy (...)." ("Bunt metafizyczny": "Negacja absolutna": "Bunt dandysów")

"Bohater byronowski, niezdolny do miłości albo zdolny jedynie do miłości niemożliwej, cierpi na spleen. Jest sam, omdlały, wyczerpany. Tylko w uniesieniu czynu nagłego i spalającego może poczuć, że żyje." ("Bunt metafizyczny": "Negacja absolutna": "Bunt dandysów")

"(...) przychodzi szaleństwo inkarnacji, które coraz bardziej pustoszy świat, w miarę jak socjalizm, spadkobierca Chrystusa, poszerza swoje panowanie." ("Bunt metafizyczny": "Afirmacja absolutna": "Jedyny")

"Wiadomo, że Nietzsche publicznie zazdrościł Stendhalowi jego formuły: «Jedynym usprawiedliwieniem Boga jest to, że nie istnieje»." ("Bunt metafizyczny": "Afirmacja absolutna": "Nietzsche i nihilizm")

"Moralność tradycyjna to dla niego szczególny przypadek niemoralności. (...) «Dla racji moralnych poniecha się kiedyś czynienia dobra»." ("Bunt metafizyczny": "Afirmacja absolutna": "Nietzsche i nihilizm")

"Socjalizm to skarlały chrystianizm." ("Bunt metafizyczny": "Afirmacja absolutna": "Nietzsche i nihilizm")

"Napisano o nim już wszystko, a nawet więcej niż wszystko, niestety. (...) Rimbaud był poetą buntu tylko w swoim dziele. Jego życie, nie potwierdzając mitu, który wokół niego powstał, mówi o zgodzie na nihilizm najgorszego rodzaju: żeby tego dowieść, wystarczy obiektywna lektura listów z Hararu. Rimbauda deifikowano, ponieważ wyrzekł się swego geniuszu, jak gdyby takie wyrzeczenie wymagało nadludzkiej cnoty. Trzeba jednak powiedzieć, choć podważa to racje, do których odwołują się nasi współcześni, że tylko w geniuszu jest cnota, nie zaś w zaparciu się geniuszu." ("Bunt metafizyczny": "Poezja zbuntowana": "Surrealizm i rewolucja")

"Milczenie Rimbauda to nie jest nowa forma jego buntu. W każdym razie niepodobna tak twierdzić, odkąd zostały ogłoszone listy z Hararu." ("Bunt metafizyczny": "Poezja zbuntowana": "Surrealizm i rewolucja")

"Czy Abisynia jest przynajmniej klasztorem, czy to Chrystus zamknął Rimbaudowi usta? Jeśli sądzić z listów, byłby to ów Chrystus, który w naszych czasach zasiada przy okienku bankowym. Z listów, gdzie poeta wyklęty mówi tylko o swoich pieniądzach, które chciałby «dobrze ulokować» i które miałyby mu «przynosić regularny dochód». Ten, co śpiewał w męce, znieważał Boga i piękno, zbroił się przeciwko sprawiedliwości i nadziei, którego owiewał wiatr zbrodni, chce teraz żony «z widokami na przyszłość». Mag, jasnowidz, hardy złoczyńca, którego zawsze czeka katorga, człowiek-król na ziemi bez bogów dźwiga nieustannie osiem kilogramów złota wszyte w pas, który uciska mu brzuch; Rimbaud skarży się, że ten ciężar przyprawia go o dyzenterię. Więc to jest ten bohater mityczny, przykład dla młodych ludzi, którzy nie opluwają świata i umarliby ze wstydu na samą myśl o tym pasie? Żeby podtrzymać mit, trzeba nie znać tych rozstrzygających listów. Dlatego były tak mało komentowane. To listy świętokradcze, jak czasem świętokradcza jest prawda. Wielki i cudowny poeta, największy w swojej epoce, wyrocznia ciskająca błyskawice: oto Rimbaud. Ale nie człowiek-bóg, wzór bezlitosny, mnich poezji, którego chciano nam zaprezentować. Wielkość odnalazł dopiero na szpitalnym łóżku, w godzinie trudnej śmierci, kiedy nawet banalność wzrusza: «Jaki jestem nieszczęśliwy... i mam przy sobie pieniądze, których nie mogę nawet ustrzec!». W wielkich krzyku tych nieszczęsnych godzin Rimbaud powraca do tej wspólnej miary bezwiednie graniczącej z wielkością: «Nie, nie, teraz buntuję się przeciwko śmierci!». Młody Rimbaud zmartwychwstaje u przepaści i wraz z nim bunt owych czasów, kiedy przekleństwo rzucone życiu było tylko rozpaczą wobec śmierci. I wówczas mieszczański handlarz jednoczy się z rozdartym chłopcem, którego tak bardzo kochaliśmy. Jednoczy się w przerażeniu i gorzkim cierpieniu, które znają ci wszyscy, co nie potrafili uznać szczęścia. Tu jest pasja Rimbauda i jego prawda.
Harar zostało zresztą zapowiedziane przez jego dzieło, lecz jako rezygnacja ostateczna: «Najlepszy jest pijany sen na piaszczystym brzegu». Furia unicestwienia, zawsze towarzysząca buntowi, przybiera tu formę najbardziej pospolitą. (...) nihilistyczna rozpacz wzięła górę; walka i zbrodnia wyczerpały spustoszoną duszę. Jasnowidz, który, jeśli wolno tak powiedzieć, pił, żeby nie zapomnieć, w końcu odnajduje w pijaństwie ciężki sen, dobrze znany naszym współczesnym. (...) już nie aktywnie, ale biernie wyraża się zgodę na porządek świata, nawet jeśli ten porządek poniża. (...) Nie być niczym to krzyk myśli zmęczonej własnymi buntami. Chodzi więc o samobójstwo ducha (...)." ("Bunt metafizyczny": "Poezja zbuntowana": "Surrealizm i rewolucja")

"Można być nihilistą na dwa sposoby, w każdym przez niepomiarkowane żądanie absolutu. Z pozoru zbuntowani dzielą się na tych, co chcą umrzeć, i na tych, co chcą uśmiercić innych. Lecz są to ci sami, spalani pragnieniem prawdziwego życia, zawiedzeni bytem (...)." ("Bunt metafizyczny": "Nihilizm i historia")

"Człowiek porzuca (...) świat łaski i postanawia żyć bez niczyjej pomocy." ("Bunt metafizyczny": "Nihilizm i historia")

"Misją króla, daną mu od Boga, jest troska o sprawy ziemskie, a więc i o sprawiedliwość. Jak sam Bóg, stanowi ostatnie odwołanie cierpiących nędzę i krzywdy. Lud może zwrócić się do króla o pomoc przeciw tym, co go uciskają. «Gdyby król wiedział, gdyby car wiedział...» - tak mówi lud francuski i lud rosyjski, kiedy przychodzi bieda. To prawda, że przynajmniej we Francji monarchia często usiłowała bronić gminy ludowe przed uciskiem wielkich panów i mieszczan. Ale czy była to sprawiedliwość? Nie, z absolutnego punktu widzenia, a więc z punktu widzenia pisarzy epoki. I jeżeli można odwołać się do króla, nie można odwołać się przeciwko niemu. Król udziela pomocy i okazuje względy, jeśli chce i kiedy chce. «Jeśli taka jest wola króla» to jeden z atrybutów łaski. Monarchia w swej formie teokratycznej jest ustrojem ponad sprawiedliwością stawiającym łaskę, która ma zawsze ostatnie słowo." ("Bunt historyczny": "Królobójcy")

"(...) Hegel (...) dał przecież na poziomie dialektyki pan-niewolnik decydujące uzasadnienie woli potęgi XX wieku. Zwycięzca zawsze ma rację, oto jedna z lekcji największego systemu niemieckiego XIX wieku." ("Bunt historyczny": "Bogobójcy")

"Z dwuznacznej formuły Hegla: «Bóg bez człowieka to nie więcej niż człowiek bez Boga» jego sukcesorzy wyciągną rozstrzygające wnioski. (...) Feuerbach (...) teologię zastępuje religią człowieka i gatunku, zjednując wiele inteligencji ówczesnych. Dowodzi, że różnica między tym, co ludzie, i tym, co boskie, jest złudna; istnieje tylko różnica między esencją człowieczeństwa, to znaczy naturą ludzką a jednostką. (...) Słychać teraz akcenty nowego i prawdziwego proroctwa: «Indywidualność zajęła miejsce wiary, rozum - Biblii, polityka - religii i Kościoła, ziemia - nieba, praca - modlitwy, nędza - piekła, a człowiek - Chrystusa». Jest więc tylko piekło i jest ono na ziemi: z nim trzeba walczyć. Polityka jest religią, chrześcijaństwo transcendentne umacnia ziemskich panów, skoro porzuca niewolnika i ustanawia jeszcze jednego pana - w niebiosach. Dlatego ateizm i ruch rewolucyjny to tylko dwie twarze tego samego ruchu wyzwolenia. Oto odpowiedź na wieczne pytanie: dlaczego ruch rewolucyjny złączył się z materializmem raczej niż z idealizmem? Ponieważ ujarzmić i podporządkować to zabić transcendencję, która podtrzymuje dawnych panów, i przygotować czasy człowieka-króla." ("Bunt historyczny": "Bogobójcy")

"Feuerbach zapoczątkowuje ów straszny optymizm, który działa dziś jeszcze i zdaje się przeciwieństwem nihilistycznej rozpaczy. Ale to tylko pozór. (...) Wbrew samemu Heglowi Feuerbach twierdzi bowiem, że człowiek jest tym tylko, co zjada; i tak streszcza swoją myśl wybiegającą w przyszłość: «Prawdziwa filozofia jest negacją filozofii. Nic jest moją religią. Nic jest moją filozofią»." ("Bunt historyczny": "Bogobójcy")

"Pisariew, teoretyk nihilizmu rosyjskiego, powiada, że największymi fanatykami są dzieci i ludzie młodzi." ("Bunt historyczny": "Bogobójcy": "Terroryzm indywidualny")

"Wszystkie rewolucje czasów nowszych kończyły się umocnieniem państwa. 1789 sprowadza Napoleona. 1848 Napoleona III, 1917 Stalina, niepokoje włoskie lat dwudziestych Mussoliniego, Republika Weimarska Hitlera. Rewolucje, zwłaszcza odkąd pierwsza wojna światowa zniszczyła resztki prawa boskiego, z wciąż większym zuchwalstwem stawiały sobie za cel przebudowę społeczeństwa i prawdziwą wolność. Rosnąca potęga państwa za każdym razem karała te ambicje." ("Bunt historyczny": "Terroryzm państwa i terror irracjonalny")

"W Niemczech, wstrząśniętych do głębi niebywałą wojną, klęską i upadkiem ekonomicznym, nie ostała się żadna wartość. (...) epidemia samobójstw, którą pomiędzy dwiema wojnami dotknięty był cały kraj, wiele mówi o zamęcie w umysłach. Ty, co zwątpili we wszystko, wiary nie przywróci rozumowanie, ale pasja, a tym bardziej pasja rozpaczy, a więc upokorzenie i nienawiść. Zabrakło wartości wysokiej i wszystkim wspólnej, w imię której ludzie mogliby się nawzajem oceniać. Niemcy w 1933 zgodziły się zatem na przyjęcie zdegradowanych wartości garstki i narzucenie ich całej cywilizacji." ("Bunt historyczny": "Terroryzm państwa i terror irracjonalny")

"(...) Hitler był tylko siłą w ruchu, którą podtrzymywały i której przydawały skuteczności chytre obliczenia i bezlitosna jasność taktyczna. Nawet wygląd fizyczny, przeciętny i banalny, nie stanowił dla niego przeszkody, przeciwnie, włączał go do masy ludzkiej. Tylko działanie trzymało go na nogach. Być znaczyło dla niego działać. Dlatego i on, i jego ustrój nie mogli obejść się bez wrogów. (...) Żydzi, masoni, plutokracja, Anglosasi, słowiańskie bydło następowali po sobie w propagandzie i w historii, aby utwierdzić za każdym razem bardziej ślepą i nie zatrzymującą się przed niczym siłę. Ciągła walka żądała ciągłych podniet." ("Bunt historyczny": "Terroryzm państwa i terror irracjonalny")

"Faszyzm to pogarda. I na odwrót, każda forma pogardy w polityce przygotowuje albo ustanawia faszyzm (...)." ("Bunt historyczny": "Terroryzm państwa i terror irracjonalny")

"Mussolini, prawnik łaciński, poprzestawał na racji stanu, tyle tylko, że z retoryczną emfazą przekształcał ją w absolut. «Nic poza państwem, ponad państwem, przeciw państwu. Wszystko dla państwa, w imię państwa, w państwie». Niemcy hitlerowskie ze swej strony użyczyły tej fałszywej racji swego języka, to znaczy języka religii. «(...) Zaiste jest to służba Bogu», pisał hitlerowski dziennik podczas jednego ze zjazdów partii. (...) o jakiego boga tu chodzi? Objaśnia nas oficjalne oświadczenie partii: «My wszyscy wierzymy w Adolfa Hitlera, naszego Führera... i wyznajemy, że narodowy socjalizm jest jedyną wiarą, która wiedzie nasz naród do zbawienia». Rozkazy wodza w ognistym krzaku reflektorów na Synaju z desek i sztandarów są prawem i cnotą. Jeśli potężne mikrofony raz tylko nakażą zbrodnię, zbrodnia, idąc od wodzów do ich zastępców, schodzi aż do niewolnika, który otrzymując rozkazy, nie przekazuje już ich nikomu. Kat z Dachau płacze potem w więzieniu: «Wykonywałem tylko rozkazy. Führer i Reichsführer doprowadzili do tego wszystkiego i potem sobie poszli. Glücks dostawał rozkazy od Kaltenbrunnera, a na końcu dostawałem rozkazy ja i musiałem rozstrzeliwać. Zwalili wszystko na mnie, bo byłem tylko małym Hauptscharführerem i nie mogłem przekazywać rozkazów niżej. Teraz mówią, że to ja jestem mordercą». Goering powoływał się na procesie na swoją wierność Führerowi: «W tym przeklętym życiu istnieje jeszcze kwestia honoru». Honor był w posłuszeństwie, które zbiegało się ze zbrodnią. Prawo wojskowe karze śmiercią za nieposłuszeństwo. Kiedy wszyscy są żołnierzami, a rozkaz zabicia wydany, zbrodnią jest nie zabić." ("Bunt historyczny": "Terroryzm państwa i terror irracjonalny")

"Zbrodnie niemieckie, a wśród nich mord Żydów, nie mają sobie równych w historii, ponieważ historia nie zna przypadku, aby doktryna tak totalnej zagłady użyła do swych celów cywilizowanego narodu. Co więcej, władcy po raz pierwszy w dziejach użyli całej swej potęgi, aby uwolnić mistykę od wszelkiej moralności. Zapłatą za próbę zbudowania kościoła na nicości była nicość." ("Bunt historyczny": "Terroryzm państwa i terror irracjonalny")

"Kiedy jest się pewnym, że w porządku świata jutro będzie lepsze od dzisiaj, można zabawiać się w spokoju." ("Bunt historyczny": "Terroryzm państwa i terror racjonalny": "Proroctwo mieszczańskie")

"Przyszłość to jedyny rodzaj własności, którą panowie chętnie odstępują niewolnikom." ("Bunt historyczny": "Terroryzm państwa i terror racjonalny": "Proroctwo mieszczańskie")

"(...) religia bez transcendencji nazywa się polityką." ("Bunt historyczny": "Terroryzm państwa i terror racjonalny": "Proroctwo mieszczańskie")

"Na każdym poziomie produkcji ekonomia wywołuje antagonizmy, które niszczą daną społeczność z korzyścią dla nowego poziomu produkcji. Kapitalizm jest ostatnim stadium w tym ciągu, tworzy bowiem warunki, w których wszelki antagonizm zostanie zniesiony i nie będzie już ekonomii. Nasza historia stanie się prehistorią." ("Bunt historyczny": "Terroryzm państwa i terror racjonalny": "Proroctwo rewolucyjne")

"(...) dla przyznania marksizmowi naukowości i utrzymania tej fikcji, pożytecznej w wieku nauki, należało wpierw naukę nawrócić na marksizm terrorem. Postęp wiedzy od czasów Marksa sprowadza się, najogólniej biorąc, do zastąpienia determinizmu i prymitywnego systemu mechanistycznego probabilizmem. Marks pisał do Engelsa, że teoria Darwina jest podstawą ich teorii. Żeby więc marksizm mógł się ostać, należałoby zaprzeczyć odkryciom biologicznym po Darwinie. Ponieważ te odkrycia, wbrew determinizmowi, polegały na wprowadzeniu pojęcia przypadku do biologii, trzeba było polecić Łysence, by zdyscyplinował chromosomy i dowiódł wartości elementarnego determinizmu. Jest to śmieszne. Ale wystarczy dać p. Homais policję, a przestanie być śmieszny: oto wiek XX. Wiek XX musiał ponadto zaprzeczyć zasadzie indeterminizmu w fizyce, względności, teorii kwantów, wreszcie generalnym tendencjom nauki współczesnej. Marksizm jest dziś naukowy przeciwko Heisenbergowi, Bohrowi, Einsteinowi i największym uczonym naszych czasów. Zasada, która oddaje naukę w służbę proroctwa, nie jest czymś nieznanym. Nazywa się zasadą autorytetu; to ona kieruje Kościołami, kiedy chcą podporządkować rozum martwej wierze, a wolną inteligencję władzy świeckiej.
I wreszcie: z proroctwa Marksa, które ma przeciw sobie dwie swoje zasady, ekonomię i naukę, pozostała tylko zapowiedź bardzo odległego wydarzenia. Marksiści mogą powoływać się jedynie na przydługie etapy i zapewniać, że w dniu jeszcze niewidocznym cel wszystko usprawiedliwi. Inaczej mówiąc, jesteśmy w czyśćcu i przyrzeka się nam, że nie będziemy w piekle. Problem, który pojawia się teraz, jest jeszcze innego porządku. Jeśli przy sprzyjającym rozwoju ekonomicznym walka jednej czy dwóch generacji wystarczy, aby powstało społeczeństwo bezklasowe, człowiek rozumie swoją ofiarę: przyszłość ma dla niego konkretną twarz, na przykład jego wnuka. Ale jeśli nie dość ofiar kilku pokoleń i walki bez końca, tysiąc razy bardziej niszczycielskie, są nieuniknione, trzeba pewności wiary, żeby zgodzić się na śmierć i zadawanie śmierci." ("Bunt historyczny": "Terroryzm państwa i terror racjonalny": "Klęska proroctwa")

"Głosząc nienawiść do bogów i umiłowanie człowieka, Prometeusz odwraca się z pogardą od Zeusa i idzie ku śmiertelnym, aby poprowadzić ich do ataku na niebo. Ale ludzie są słabi albo tchórzliwi; trzeba ich zorganizować. Chcą przyjemności i szczęścia natychmiast; dla ich własnej wielkości trzeba ich nauczyć wyrzeczenia się takich słodyczy. Tak więc Prometeusz staje się z kolei panem, który naucza wpierw, rozkazuje potem. Walka się przedłuża, coraz bardziej wyczerpująca. Ludzie wątpią, czy dotrą do państwa słońca i czy to państwo istnieje. Trzeba ich ratować przed nimi samymi. Heros powiada im wtedy, że zna państwo słońca i że zna je tylko on jeden. Ci, którzy wątpią, zostaną rzuceni na pustynię, przykuci do skały, wydani na pastwę okrutnym ptakom. Inni będą szli w ciemnościach za zamyślonym i samotnym władcą. Prometeusz, odtąd jedyny bóg, sam rządzi osamotnionymi ludźmi. Od Zeusa wziął tylko samotność i okrucieństwo; nie jest już Prometeuszem, jest Cezarem. Prawdziwy, wieczny Prometeusz ma teraz twarz jednej ze swoich ofiar. Ten sam krzyk, idący z głębi wieków, rozbrzmiewa wciąż na pustyni scytyjskiej." ("Bunt historyczny": "Terroryzm państwa i terror racjonalny": "Totalność i proces")

"Rewolucja XX wieku zabija to, co w zasadzie z Boga zostało, i uświęca nihilizm historyczny. (...) Wybrać historię i tylko historię, to wybrać nihilizm wbrew naukom buntu. Ci, co w imię irracjonalności rzucają się w historię, wołając, że nie ma ona żadnego sensu, rozwiązanie znajdują w niewoli, terrorze i w świecie koncentracyjnym; ci, co głoszą absolutną racjonalność historii, rozwiązanie znajdują w niewoli, terrorze i w świecie koncentracyjnym. Faszyzm pragnie przyjścia nietzscheańskiego nadczłowieka. Natychmiast odkrywa, że Bóg, jeśli istnieje, może być taki lub inny, ale przede wszystkim jest panem śmierci. Człowiek, żeby stać się Bogiem, przywłaszcza sobie prawo do życia i śmierci innych ludzi. Producent trupów i podludzi sam jest podczłowiekiem i nie Bogiem, ale nikczemnym sługą śmierci. Rewolucja racjonalna ze swej strony chce marksowskiego pełnego człowieka. Logika historii, akceptowana całkowicie, prowadzi rewolucję, wbrew jej wyniosłemu pragnieniu, do coraz większego okaleczenia człowieka, a sama przemienia się w zbrodnię obiektywną. Nie byłoby słuszne utożsamiać cele faszyzmu i komunizmu rosyjskiego. W faszyzmie kat sławi kata; w komunizmie, bardziej dramatycznym, kata sławią ofiary. Faszyzm nigdy nie myślał o wyzwoleniu każdego człowieka, lecz tylko nielicznych, którym oddawał we władanie pozostałych; komunizm, przeciwnie, chce wyzwolić wszystkich, na razie wszystkich zniewalając. Trzeba mu przyznać wielkość intencji. Jednakże środki i faszyzmu, i komunizmu łączą się z cynizmem politycznym, który oba czerpały z tego samego źródła, to znaczy z nihilizmu moralnego." ("Bunt historyczny": "Bunt i rewolucja")

"Sprzeczność jest taka: człowiek nie zgadza się na świat, jaki jest, ale też nie chce go porzucić. Ludziom zależy na świecie i zależy im na życiu. Ci osobliwi wygnańcy we własnej ojczyźnie nie tylko nie pragną zapomnieć o świecie, ale przeciwnie, cierpią, że nie dość go posiadają. Prócz nagłych chwil pełni wszelka realność zdaje się im okaleczała. (...) Znać ujście, opanować brzeg rzeki, pochwycić życie jako los: oto ich wielka nostalgia, której doświadczają w najgłębszym poczuciu przynależności do ziemskiej ojczyzny. Lecz to poznanie, które pojednałoby ich z samymi sobą, jeśli zjawia się w ogóle, to w ulotnej chwili śmierci: wówczas wszystko się kończy. Żeby móc jeden raz zaznać istnienia, trzeba nie zaznać go już nigdy więcej.
Stąd nieszczęsna zawiść, którą tylu ludzi czuje wobec życia innych ludzi. Widząc te egzystencje od zewnątrz, przydajemy im spójności i jedności, których nie mogą posiadać, a które nam wydają się oczywiste. Dostrzegamy tylko linię główną, nieświadomi niszczycielskich szczegółów. Wówczas istnienia innych stają się dla nas materią sztuki. W sensie elementarnym tworzymy z nich narrację powieściową. W tym rozumieniu każdy chce ze swego życia zrobić dzieło sztuki. Pragniemy, żeby miłość trwała, a wiemy, że nie trwa; choćby cudem miała trwać przez całe nasze życie i tak ustanie w jakiejś chwili. Być może w tej nienasyconej potrzebie trwania rozumielibyśmy lepiej cierpienie ziemskie, gdybyśmy wiedzieli, że jest wieczne. Wydaje się, że wielkie dusze są niekiedy mniej przerażone samym bólem niż faktem, że on nie trwa. W braku niestrudzonego szczęścia losem byłoby przynajmniej długie cierpienie. Ale nie, nasze najgorsze męczarnie kiedyś się skończą. Pewnego ranka, po tylu rozpaczach, nieodparte pragnienie życia oznajmi nam, że wszystko się skończyło i że cierpienie nie więcej ma sensu niż szczęście.
Pragnienie posiadania jest tylko pewną formą pragnienia przetrwania; z niego bezsilne szaleństwo miłości. Żadna istota, nawet najbardziej kochana i która odpłaca nam tym samym, nigdy do nas nie należy. Na okrutnej ziemi, gdzie kochankowie umierają nieraz rozłączeni, a rodzą się zawsze z dala od siebie, całkowite posiadanie drugiej istoty, komunia absolutna w całym czasie życia jest niemożliwa. Pragnienie posiadania jest tu tak nienasycone, że może przetrwać nawet samą miłość. Kochać wówczas to uczynić jałowym przedmiot miłości. Haniebne cierpienie samotnego kochanka polega nie tyle na tym, że nie jest już kochany, ile na świadomości, że kochana osoba może i musi kochać na nowo. Traktując rzecz skrajnie, każdy człowiek w swoim obłędnym pragnieniu trwania i posiadania życzy istotom, które kocha, jałowości albo śmierci. Oto prawdziwy bunt. Ci, co nie żądali, choćby raz jeden, absolutnego dziewictwa istot i świata, a widząc, że to niemożliwe, nie cierpieli trawieni nostalgią i poczuciem niemocy, którzy wciąż odnajdując to pragnienie absolutu, nie zaznali spustoszeń, gdy usiłowali kochać miłością niepełną, nie pojmą realności buntu i jego niszczycielskiej furii. Lecz ludzie wymykają się zawsze i my im wymykamy się również; nie mają stałych konturów. Z tego punktu widzenia życie jest pozbawione stylu. To tylko ruch ścigający formę, której nie znajduje nigdy." ("Bunt i sztuka": "Powieść i bunt")

"Co do Prousta, to jego wysiłek polega na stworzeniu niewzruszonego i niezastąpionego świata, dla którego punktem wyjścia była ciągła kontemplacja rzeczywistości; świat ten jest wyłączną własnością Prousta i świadectwem jego zwycięstwa nad przemijaniem i śmiercią. Ale środki są tu całkowicie odmienne. Sprowadzają się one przede wszystkim do skoncentrowanego wyboru, do drobiazgowego gromadzenia momentów uprzywilejowanych, które powieściopisarz znajduje w swojej sekretnej przeszłości. Tak więc zostają przekreślone ogromne martwe połacie życia, ponieważ nie pozostawiły wspomnienia. Jeśli świat powieści amerykańskiej jest światem ludzi pozbawionych pamięci, świat Prousta to sama pamięć." ("Bunt i sztuka": "Powieść i bunt")

"Realizm to wyliczenie, któremu nie ma końca. (...) Jak okazało się, wierność tej estetyce jest niemożliwa. Powieść realistyczna mimo wszystko dokonuje wyboru, ponieważ wybór i przekroczenie tego, co realne, stanowią warunek myśli i wyrazu. [Przypis autora: Delacroix mówi o tym z wielką słusznością: «Aby realizm nie był słowem pozbawionym sensu, wszyscy ludzie musieliby mieć jednaki umysł i jednaki sposób pojmowania».] Już samo pisanie jest wyborem." ("Bunt i sztuka": "Bunt i styl")

"Sztuka uczy tyle przynajmniej, że człowiek nie sprowadza się tylko do historii i racje istnienia znajduje również w porządku natury. (...) sztuka, utwierdzając wartość i wspólną wszystkim godność, domaga się uparcie tego, co nazywa się pięknem. Można wyrzec się historii, nie wyrzekając się gwiazd i morza. Zbuntowani, którzy odrzucają przyrodę i piękno, kaleczą historię. Wszyscy wielcy reformatorzy usiłowali przydać jej tego, co Szekspir, Cervantes, Molier, Tołstoj potrafili stworzyć, budując świat zawsze gotów do zaspokojenia głodu wolności i godności, który jest w sercu każdego człowieka. Piękno na pewno nie rodzi rewolucji; ale przychodzi dzień, kiedy rewolucji trzeba piękna." ("Bunt i sztuka": "Twórczość i rewolucja")

"Bunt nie jest żądaniem totalnej wolności; na odwrót, występuje przeciw niej. Neguje nieograniczoną władzę, która zezwala władcy na naruszenie nieprzekraczalnej granicy. Zbuntowany, nie domagając się całkowitej niezawisłości, chce, aby uznano wolność w jej granicach wszędzie, gdzie żyje istota ludzka, ponieważ granica właśnie określa jej bunt. Im bardziej bunt jest świadom właściwej granicy, tym bardziej jest niezachwiany. Zbuntowany żąda oczywiście pewnej wolności dla siebie samego; ale nigdy, jeśli jest konsekwentny, nie domaga się prawa do zniszczenia innej istoty i jej wolności. Nie upokarza nikogo, wolności chce dla wszystkich; gdy czegoś w niej odmawia, to wszystkim. Jest nie tylko niewolnikiem, który powstał przeciw panu, ale i przeciw światu pana i niewolnika. Bunt zatem wnosi do historii coś więcej niż tylko relację panowanie-niewola. Nieograniczona potęga nie jest tu prawem i nie w jej imię zbuntowany odrzuca wolność totalną, żądając dla siebie względnej wolności, koniecznej, aby móc tamtą odrzucić. Wszelka wolność ludzka w swej najgłębszej istocie jest więc względna. Tylko wolność absolutna, to znaczy wolność zabijania, nie domaga się dla siebie ograniczeń; odcina się wówczas od swoich korzeni, błąka się, cień abstrakcyjny i złowieszczy, aby w końcu znaleźć ucieleśnienie w ideologii.
Można więc powiedzieć, że bunt, jeśli jest niszczycielski, porzuca logikę. Kiedy żąda jedności losu ludzkiego, jest siłą życia, nie siłą śmierci; jego logika jest w tworzeniu, nie w niszczeniu. Jeśli ma być prawdziwy, nie może przekreślić żadnego z członów sprzeczności, na której się wspiera: musi być wierny swojemu «tak» i swojemu «nie», gdy interpretacje nihilistyczne tylko to «nie» widzą. Logika buntu nakazuje służyć sprawiedliwości, żeby nie rosła niesprawiedliwość kondycji ludzkiej, mówić jasnym językiem, żeby nie rosło kłamstwo powszechne, i opowiadać się za szczęściem w obliczu cierpienia ludzi. Nihilistyczna pasja, dopełniając niesprawiedliwość i kłamstwo, przekreśla najstarsze roszczenie buntu i odbiera mu jego najbardziej oczywiste racje: zabija w szaleńczym poczuciu, że świat wydany jest śmierci. Przeciwnie bunt: odmawia uprawnień zabójstwu, ponieważ ze swej istoty jest protestem przeciw śmierci.
Gdyby człowiek potrafił nadać jedność światu, wprowadzić w nim rządy szczerości, niewinności i sprawiedliwości, byłby samym Panem Bogiem i bunt utraciłby wszelkie racje. Jeśli bunt istnieje, znaczy to, że kłamstwo, niesprawiedliwość i gwałt wpisane są w los zbuntowanego. Nie może więc, nie wyrzekając się buntu, całkowicie odrzucić zabójstwa i kłamstwa; ani raz na zawsze przystać na nie, skoro ich akceptacja przekreśliłaby racje buntu. Toteż nie zna odpoczynku. Wie, co to dobro i wbrew sobie czyni zło. Wartość, która go podtrzymuje nie jest mu dana na zawsze: nieustannie musi ją umacniać. Zdobyte istnienie ginie, gdy bunt go stale nie wspiera. W każdym razie, jeśli zbuntowany nie może uniknąć zabójstwa, bezpośrednio czy pośrednio, może użyć całej swej pasji, by zmniejszyć szanse zabójstwa wokół siebie. W ciemnościach jego cnotą będzie niepoddawanie się mrokom; złączony ze złem, będzie uparcie zmierzał ku dobru. A jeśli sam w końcu zabije, przystanie na własną śmierć. Wierny swoim początkom, dowiedzie tym samym, że prawdziwa wolność nie jest w zabójstwie, lecz w ofierze z życia: pozna wtedy, co to honor metafizyczny." ("Myśl południa": "Bunt i zabójstwo": "Zabójstwo nihilistyczne")

"Bunt istnieje również w historii, która żąda nie tylko przykładnych opcji, ale i skutecznych postaw. (...) historią, pozbawioną kształtującej ją wartości, włada skuteczność; następstwem czystej filozofii historii jest więc materializm historyczny, determinizm, gwałt, negacja wszelkiej wolności, dla której cele nie jest skuteczność, świat milczenia. Odrzucenie gwałtu uzasadnia dziś tylko filozofia wieczności: historyczności absolutnej przeciwstawi historię stworzoną, sytuację historyczną zapyta o jej początki. Uświęca jednak niesprawiedliwość, Bogu oddając troskę o sprawiedliwość. Zarzut, jaki można postawić tej filozofii żądającej wiary, sprowadza się zresztą do paradoksu: albo Bóg jest wszechpotężny i czyni zło, albo czyni dobro i jest nieskuteczny. Wybór między łaską i historią, Bogiem i mieczem pozostaje otwarty." ("Myśl południa": "Bunt i zabójstwo": "Zabójstwo historyczne")

"Wolność absolutna to prawo panowania dla silniejszego: zachowuje więc konflikty sprzyjające niesprawiedliwości; sprawiedliwość absolutna znosi wszelką sprzeczność: zabija więc wolność. [Przypis autora: Jean Grenier w «Entretiens sur le bon usage de la liberté» przeprowadza wywód, który można tak streścić: wolność absolutna to przekreślenie każdej wartości; wartość absolutna to przekreślenie każdej wolności. Podobnie Palante: «Jeśli istnieje jedna i uniwersalna prawda, wolność nie ma racji bytu».]" ("Myśl południa": "Bunt i zabójstwo": "Zabójstwo historyczne")

"Absolut historyczny to (...) pojęcie niedostępne rozumieniu. Jaspers podkreśla, że człowiek nie może ogarnąć całości, bo sam w niej jest. Historia jako całość może jawić się tylko komuś, kto jest na zewnątrz: skrajnie rzecz biorąc, istnieje jedynie w oczach Pana Boga. Niepodobna więc działać według planów obejmujących całą historię; każde przedsięwzięcie historyczne byłoby wówczas tylko mniej czy bardziej rozsądną awanturą, a zawsze ryzykiem; ryzyko to kiepskie uzasadnienie dla bezwzględności i braku miary." ("Myśl południa": "Bunt i zabójstwo": "Zabójstwo historyczne")

"Zbuntowany, daleki od absolutyzowania historii, nie uważa jej za autorytet i podaje w wątpliwość w imię wyobrażenia, jakie ma o własnej naturze. Nie zgadza się bowiem na swój los, który w znacznej mierze jest historyczny. Niesprawiedliwość, przemijanie, śmierć przejawiają się w historii. Odrzucając je, odrzuca historię. Nie neguje oczywiście otaczającej go historii, skoro chce w niej znaleźć potwierdzenie dla siebie. Jest wobec historii jak artysta wobec realności: nie zgadza się na nią i w niej istnieje. Ani przez chwilę nie uważa jej za absolut. Jeśli siłą rzeczy przychodzi mu uczestniczyć w zbrodniach historii, nigdy ich nie usprawiedliwia." ("Myśl południa": "Bunt i zabójstwo": "Zabójstwo historyczne")

"Nie ma sprawiedliwości bez naturalnego czy obywatelskiego prawa. Niechaj prawo wypowie się nie zwlekając, a prędzej czy później pojawi się na świecie sprawiedliwość. Kazać milczeć sprawiedliwości do chwili, kiedy będzie doskonała, to kazać jej zamilknąć na zawsze: nie będzie już o czym mówić, gdy nastąpi wieczna sprawiedliwość. Na razie jednak powierza się sprawiedliwość tym, do których zawsze należy słowo, to znaczy możnym tego świata. Od wieków ich sprawiedliwość nazywa się łaską. Zabić wolność, żeby zapanowała sprawiedliwość, to przywrócić pojęcie łaski bez udziału Boga i reaktywować ciało mistyczne na najniższym z możliwych poziomów. Nawet gdy braknie sprawiedliwości, wolność broni prawa do protestu i ratuje porozumienie. Sprawiedliwość w milczącym świecie, zniewolona i niema, zabija wspólnotę i w końcu przestaje być sprawiedliwością. Rewolucja XX wieku, której celem jest nieograniczony podbój, rozdzieliła arbitralnie te dwa nierozłączne pojęcia. Wolność absolutna szydzi ze sprawiedliwości; sprawiedliwość absolutna przekreśla wolność. Jeśli nie mają stać się daremne, muszą ograniczać się wzajem." ("Myśl południa": "Bunt i zabójstwo": "Zabójstwo historyczne")

"Człowiek (...) nie ponosi całkowitej winy, nie on rozpoczął historię; i nie jest całkiem niewinny, skoro ją kontynuuje. Ci, którzy przekraczają granicę i mówią, że są absolutnie niewinni, kończą w furii winy ostatecznej. Bunt, na odwrót, stawia nas na drodze winy wziętej w rachubę." ("Myśl południa": "Miara i brak miary")

"(...) prawdziwe życie jest właśnie w rozdarciu; samo jest rozdarciem: duch nad wulkanami, opętanie sprawiedliwością, nieustępliwe szukanie miary. Bunt nie przyniesie nam formuł optymizmu, z którymi w naszym nieszczęściu nie mielibyśmy co robić, ale słowa odwagi i inteligencji, śródziemnomorskich cnót.
Żadna mądrość dzisiejsza nie może dać więcej. Niestrudzony bunt wiecznie ściera się ze złem i z tego starcia musi czerpać nowe siły. Choćby człowiek opanował w sobie wszystko, co może być opanowane, naprawił w świecie wszystko, co może być naprawione, dzieci nadal będą niesprawiedliwie umierać, nawet w doskonałym społeczeństwie; przy największym wysiłku może tylko umniejszyć sumę cierpień świata. Niesprawiedliwość i cierpienie, nawet ograniczone, nie przestaną być zgorszeniem. «Dlaczego?» Karamazowa nie ucichnie; sztuka i bunt umrą dopiero z ostatnim człowiekiem.
W obliczu zła i śmierci człowiek całą swoją istotą woła o sprawiedliwość. Chrystianizm historyczny odpowiedział na to wołanie ogłoszeniem królestwa i życia wiecznego, w które trzeba uwierzyć. Cierpienie zużywa nadzieję i wiarę; po czym trwa dalej, bez żadnych już wytłumaczeń. (...) Chrystianizm historyczny uleczy od zła i zbrodni poza historią; ale zła i zbrodni doświadcza się w historii. Materializm współczesny ze swej strony wyobraża sobie, że daje odpowiedź na wszystkie pytania; ale służąc historii powiększa zbrodnię, wszelkie usprawiedliwienie pozostawiając przyszłości, co także wymaga wiary. W obu wypadkach trzeba czekać, gdy niewinny wciąż umiera. Od dwudziestu wieków suma zła nie zmniejszyła się na świecie. Nie nastąpiła żadna paruzja, ani boska, ani rewolucyjna. Niesprawiedliwość nadal łączy się z cierpieniem, nawet najbardziej zasłużonym w oczach ludzi. I wciąż Prometeusz krzyczy swoim milczeniem w obliczu prześladujących go sił." ("Myśl południa": "Poza nihilizmem")

"(...) prawdziwa wielkoduszność wobec przyszłości polega na oddaniu wszystkiego teraźniejszości." ("Myśl południa": "Poza nihilizmem")

"Bunt nie rozstrzyga wszystkiego; ale przynajmniej stawia opór. Kiedy to czyni, światło południa spływa na historię. Dokoła światła cienie walczą przez chwilę, potem nikną; ślepcy dotykając powiek mówią, że to jest właśnie historia. Cienie nie pozwalają ludziom Europy dojrzeć świetlistego punktu. I ludzie zapominają o teraźniejszości dla przyszłości, o istnieniu dla mglistej potęgi, o nędzy przedmieść dla promiennego Miasta, o sprawiedliwości codziennej dla jałowej ziemi obiecanej. Zwątpili w wolność osoby i śnią o dziwnej wolności gatunku; nie chcą samotnej śmierci i nieśmiertelnością nazywają agonię zbiorową. Nie wierzą w świat i żywego człowieka: Europa przestała kochać życie, oto jej tajemnica. Ślepcy uwierzyli, że wystarczy pokochać daleki dzień, aby usprawiedliwić wieki ucisku; dlatego radość trzeba odłożyć na później." ("Myśl południa": "Poza nihilizmem")

"Artysta i jego epoka" (odczyt wygłoszony na uniwersytecie w Uppsali 14 grudnia 1957 z okazji otrzymania nagrody Nobla) - ciekawe doświadczenie czytelnicze.

"Pewien mędrzec wschodni w swoich modlitwach prosił niezmiennie Boga, by oszczędził mu życia w interesującej epoce. Ponieważ nie jesteśmy mędrcami, Bóg nas nie oszczędził i żyjemy w interesującej epoce. W każdym razie epoka nie pozwala, abyśmy się nią nie interesowali. Pisarze wiedzą dziś o tym. Jeśli mówią, są krytykowani i atakowani. Jeśli milczą, nauczywszy się skromności, głośno wytyka się im milczenie.
Wśród tego zgiełku pisarz nie może mieć nadziei, że pozostanie z boku, oddając się myślom i obrazom, które są mu drogie. Dotychczas taka powściągliwość w ten czy inny sposób była możliwa. Ktoś, kto się nie zgadzał, często mógł milczeć albo mówić o czym innym. Dziś wszystko się zmieniło i nawet milczenie nabiera niebezpiecznych znaczeń. Odkąd powściągliwość uważana jest także za rodzaj wyboru i karana lub chwalona jako wybór, artysta, czy chce tego, czy nie chce, jest powołany. «Powołany» wydaje mi się tu właściwszym słowem niż «zaangażowany». Nie chodzi bowiem o zobowiązanie dobrowolne, lecz raczej o przymusową służbę wojskową. Każdy artysta znajduje się dziś na galerze epoki. Musi się na to zgodzić, nawet jeśli sądzi, że galera pachnie śledziem, że nadzorców jest naprawdę zbyt wielu i, co gorsza, że źle wyznaczono kierunek. Jesteśmy na pełnym morzu. Artysta, podobnie jak inni, musi wiosłować, jeśli to możliwe nie umierając, to znaczy tworząc nadal."

"Z wolna artysta, nawet najbardziej fetowany, zostaje sam; jeśli go zna jego naród, to tylko za pośrednictwem wielonakładowej prasy czy radia, które dają o nim wyobrażenie dogodne i uproszczone. Im bardziej bowiem sztuka się specjalizuje, tym konieczniejsza staje się jej popularyzacja. Miliony ludzi zdobywają w ten sposób poczucie, że znają tego czy innego wielkiego artystę epoki, ponieważ dowiedzieli się z gazet, że hoduje kanarki albo że jego małżeństwa nie trwają nigdy dłużej niż pół roku. Największa sława polega dziś na tym, by być podziwianym lub znienawidzonym, nie będąc czytanym. Artysta, który w naszym społeczeństwie pragnie sławy, powinien wiedzieć, że rozgłos pozyska nie on, ale ktoś inny pod jego nazwiskiem, kto w końcu uniezależni się od niego, a może nawet zabije w nim kiedyś prawdziwego artystę."

"Sztuka może więc być oszukańczym luksusem. Nic dziwnego zatem, że ludzie czy artyści zechcieli cofnąć się i powrócić do prawdy. Zaprzeczyli prawu artysty do samotności i jako temat zaproponowali mu nie marzenie, lecz rzeczywistość, którą żyją i której doświadczają wszyscy. Pewni, że sztuka dla sztuki, tak przez swoje tematy jak i styl wymyka się rozumieniu mas albo też nie wyraża nic z ich prawdy, zażądali, aby artysta mówił o większości i dla niej. Niech wyrazi cierpienia i szczęście wszystkich w języku wszystkich, a będzie rozumiany powszechnie. W nagrodę za absolutną wierność prawdzie osiągnie całkowitą komunikatywność.
Ten ideał komunikatywności powszechnej jest ideałem każdego wielkiego artysty. Wbrew rozpowszechnionemu przesądowi, jeśli już ktoś nie ma prawa do samotności, to właśnie artysta. Sztuka nie może być monologiem. Artysta nieznany i samotny, zwracając się do potomności, potwierdza jedynie swoje najgłębsze powołanie. Przekonany, że dialog ze współczesnością głuchą albo zajętą czym innym jest niemożliwy, woła o dialog z przyszłymi generacjami."

"Zapytajmy wpierw, czy czysty realizm istnieje w sztuce. Jeśli wierzyć deklaracjom naturalistów z ubiegłego wieku, realizm to dokładne odtworzenie rzeczywistości. Byłby więc w stosunku do sztuki tym, czym fotografia w stosunku do malarstwa: pierwsza odtwarza, gdy drugie wybiera. Ale co odtwarza i czym jest realność? Nawet najlepsza fotografia nie odtwarza dość wiernie ani nie jest dość realistyczna. Cóż na przykład bardziej realnego w naszym świecie niż życie człowieka i co ukaże je realniej niż film realistyczny? Lecz przy spełnieniu jakich warunków taki film mógłby powstać? Całkowicie wyimaginowanych. Należałoby sobie wyobrazić idealną kamerę, dzień i noc skierowaną na tego człowieka i rejestrującą bez przerwy jego najdrobniejsze ruchy. Rezultatem byłby film, którego sama projekcja trwałaby tyle, co życie człowieka i który mogliby oglądać jedynie ludzie rezygnujący z własnej egzystencji, by poświęcić się wyłącznie szczegółom egzystencji cudzej. I nawet przy spełnieniu tych warunków ów niewyobrażalny film nie byłby realistyczny. Z tej prostej przyczyny, że realność życia człowieka nie mieści się tylko w nim samym. Jest ona w innych życiach, które nadają formę jego życiu (...). Jedyny więc możliwy film realistyczny to ten, który niewidzialny aparat ukazuje nam na ekranie świata. Jedynym artystą realistycznym byłby Bóg, gdyby istniał. Inni artyści siłą rzeczy nie mogą być wierni realności."

"Podobnie jest ze stosunkiem artysty do jego epoki: ani nie może się od niej odwrócić, ani w niej zagubić. Jeśli odwróci się, mówi w próżnię. Jeśli jednak traktuje epokę jako swój przedmiot, utwierdza własną egzystencję jako podmiotu i nie będzie podporządkowany epoce całkowicie. Inaczej mówiąc artysta, zgadzając się dzielić los wszystkich, utwierdza własną indywidualność. Nie może porzucić tej dwoistości. Z historii bierze to, co może w niej sam dostrzec albo co sam z niej przeżył pośrednio albo bezpośrednio, to znaczy aktualność w ścisłym rozumieniu słowa, nie zaś stosunek tej aktualności do przyszłości nieznanej, skoro artysta żyje tu i teraz. Sądzić człowieka współczesnego w imieniu człowieka, który nie istnieje jeszcze, to zadanie proroka. Artysta ocenia tylko proponowane mu mity w stosunku do ich oddziaływania na człowieka żyjącego. Prorok religijny czy polityczny może głosić sądy absolutne i, jak wiadomo, nie odmawia sobie tej przyjemności. Ale artysta nie może. Jeśliby głosił takie sądy, dzieliłby realność na złą i dobrą bez żadnych odcieni i zostałby twórcą melodramatów. Cel sztuki nie jest w ustanawianiu praw ani w rządzeniu, ale przede wszystkim w rozumieniu. Sztuka rządzi czasem dzięki sile rozumienia. Żadne jednak dzieło genialne nie zostało nigdy zbudowane na nienawiści i pogardzie. Dlatego artysta, u końca swej drogi, rozgrzesza zamiast potępiać. Nie jest sędzią, ale tym, który usprawiedliwia. To wieczny adwokat żywej istoty - dlatego że ona żyje. Opowiada się za miłością człowieka, lecz tego, który jest, nie tego, który będzie, skoro tę drugą miłość humanizm współczesny sprowadził do katechizmu na użytek trybunałów. Wielkim dziełem artysta składa hołd najwznioślejszemu wyobrażeniu człowieka i pochyla głowę przed ostatnim z przestępców."

"(...) nie zrobimy nic bez wolności: za jednym zamachem utracimy przyszłą sprawiedliwość i dawne piękno. Tylko wolność wyzwala ludzi z samotności, gdy niewola rządzi samotnością zbiorową. Sztuka, ze swej esencji wolna, którą próbowałem zdefiniować, jest tą, która jednoczy; tyrania dzieli. Cóż dziwnego tedy, że sztuka jest wroga wszelkiej przemocy? Cóż dziwnego, że artyści i intelektualiści byli pierwszymi ofiarami nowoczesnych tyranii, wszystko jedno po prawicy czy po lewicy? Tyrani wiedzą, że w dziele sztuki kryje się siła wyzwalająca, tajemnicza dla tych tylko, którzy jej nie respektują. Każde wielkie dzieło uświetnia i wzbogaca człowieka, oto cała tajemnica. Tysiąca obozów i cel więziennych nie wystarczy, by przekreślić to świadectwo godności. Dlatego nie jest prawdą, że można na czas jakiś zrezygnować z nieustającego świadectwa człowieka o jego cierpieniach i wielkości: nie można zrezygnować z oddechu. Nie ma kultury bez dziedzictwa, i dlatego nie możemy i nie powinniśmy odrzucać niczego w naszej kulturze. Jakiekolwiek będą dzieła przyszłości, przetrwa w nich ta sama tajemnica wywodząca się z odwagi i wolności, podtrzymywana przez tysiące artystów wszystkich czasów i wszystkich narodów. Tak, tyrania nowoczesna ma rację, kiedy dowodzi, że artysta - nawet ten, który zajmuje się tylko swoim zawodem - jest wrogiem publicznym. Ale poprzez niego składa hołd człowiekowi: temu, którego nic dotąd nie zdołało zwyciężyć."

"(...) właśnie wówczas, gdy za słowa i zdania, nawet najprostsze, płaci się wolnością i krwią, artysta zaczyna przykładać do nich miarę. Niebezpieczeństwo uczy klasycyzmu; korzenie każdej wielkości są w ryzyku."

Wszystko przełożyła Joanna Guze. Nota, którą zdecydowałam się przyznać każdej z pozycji, to 3+, bo gdybym korzystała z systemu polecanek (może kiedyś...), chciałabym więcej rekomendacji, najogólniej mówiąc, "prostych i nie zanadto męczących". Ale to właśnie dowód na to, ile znaczy wyrażona liczbowo ocena (prawie nic?). Opinię o publikacjach Camusa mam dużo lepszą - jednak, nie ukrywam, to dzieła wymagające poświęcenia im sporo czasu, trudne w odbiorze, dopraszające się skupienia. Zawiłe miejscami wywody, do zrozumienia których konieczna jest niebywała erudycja. Mimo przeszkód podróż przez eseje Camusa uważam za udaną - nie tylko stanowią wartość edukacyjną, lecz również zaspokajają literacko.

Tymczasem - edycja czytatki (11.11.2020). Bo oto za mną "Zaślubiny; Lato" - przekład Marii Leśniewskiej. I tylko 3 (w porywach)... Albo pozycja po prostu gorsza, albo teraz "nie czuję" Camusa, albo wskutek wydarzeń tego roku zaczynam rozumieć, jak złe, jak błędne politycznie poglądy prezentował. Tym razem pozwolę sobie na komentarze.

"Czy to wstyd być szczęśliwym? Ale dziś królem jest głupiec, a ja głupcem nazywam tego, kto boi się cieszyć życiem." ("Zaślubiny": "Zaślubiny w Tipasie")
-> Być szczęśliwym, cieszyć się życiem - tak! Tylko czy mamy na myśli to samo?

"Z puszki Pandory, gdzie mrowiły się plagi ludzkości, wypuścili Grecy na ostatku nadzieję, jako najstraszniejszą ze wszystkich. Nie znam bardziej wzruszającego symbolu. Gdyż nadzieja, wbrew ogólnemu przekonaniu, jest równoznaczna z rezygnacją. A żyć to znaczy nie rezygnować." ("Zaślubiny": "Lato w Algierze")
-> Nadzieja równoznaczna z rezygnacją?

"(...) pora roku już się waha, lato się przechyla. Pierwsze deszcze wrześniowe po tylu dniach twardych, gwałtownych są jak pierwsze łzy wyzwolonej ziemi, jakby przez kilka dni kraj się zajmował czułością. A jednak właśnie teraz drzewa świętojańskie sieją zapach miłości po całej Algierii. Wieczorami po deszczu cała ziemia z brzuchem mokrym od nasienia o zapachu gorzkich migdałów odpoczywa po całoletnim oddawaniu się słońcu." ("Zaślubiny": "Lato w Algierze")
-> Piękny obraz.

"(...) czymże jest szczęście, jeśli nie zwykłą zgodą między istotą a istnieniem?" ("Zaślubiny": "Pustynia")
-> Może?

"Pisarz pisze w znacznej mierze po to, by go czytano (gdy ktoś twierdzi inaczej, podziwiajmy go, ale nie wierzmy)." ("Lato": "Zagadka")
-> Też tak mi się zdaje.

"Ach, zapewne jest to szaleństwo - i prawie zawsze bywa ukarane - powracać w miejsce młodości, by znów przeżyć mając czterdzieści lat to, co się kochało i co dawało nam taką radość w wieku lat dwudziestu." ("Lato": "Powrót do Tipasy")
-> Jak zwyciężyć pokusę?

"(...) jeśli nieszczęściem jest nie być kochanym, znacznie gorszym jest nie kochać." ("Lato": "Powrót do Tipasy")
-> Niepotrzebnie Albert dopisuje zaraz komunistyczne "Wszyscy dziś na to umieramy".

"W środku zimy zrozumiałem wreszcie, że mam w sobie niezniszczalne lato." ("Lato": "Powrót do Tipasy")
-> W sieci cytat funkcjonuje w formie: "Dopiero w samym środku zimy przekonałem się, że noszę w sobie niepokonane lato". Dlaczego? À propos cytatów - w wieku nastoletnim do mojej teczki trafił także ten (nie mogę ustalić pochodzenia): "Gdy się zobaczyło tylko raz piękno szczęścia na twarzy ukochanej osoby, wiadomo już, że dla człowieka nie może być innego powołania, jak wzbudzanie tego światła na twarzach otaczających nas ludzi".

"Nagła miłość, wielkie dzieło, decydujący czyn, myśl, która przeobraża, wywołują w pewnych chwilach właśnie taki nieznośny niepokój, podszyty nieodpartym urokiem. Rozkoszna trwoga istnienia, upajająca bliskość niebezpieczeństwa o nieznanym imieniu - a więc żyć to dążyć do własnej zguby? Dalej i dalej, bez wytchnienia, dążymy do własnej zguby.

Miałem zawsze wrażenie, że żyję na wysokiej fali, zagrożony, wypełniony potężnym szczęściem." ("Lato": "Morze z bliska" - dziennik pokładowy)
-> Co aktualnie wypełnia mnie?

Mit Syzyfa (Camus Albert)
Mit Syzyfa i inne eseje (Camus Albert)
Dwa eseje (Camus Albert)
Człowiek zbuntowany (Camus Albert)
Zaślubiny; Lato (Camus Albert)

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 511
Dodaj komentarz
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: