Dodany: 2020-06-09 08:47|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Wprost proporcjonalny obciach?


W ramach zgłębiania tematu mody wybrałam sobie książkę zupełnie współczesną, dzieło znanego z telewizji stylisty. Obejrzawszy parę odcinków różnych programów z jego udziałem, wiedziałam co prawda, że nie zawsze mi się podoba to, co on chwali i nie zawsze mi się nie podoba to, co on krytykuje, ale ponieważ tu się wypowiada nie na temat konkretnych „stylizacji”, lecz w kwestiach ogólnych, uznałam, że ciekawie będzie poznać jego zdanie.

W wielu względach trudno odmówić autorowi racji. Na przykład w tym, że nie pomogą najdroższe i najbardziej wysmakowane elementy ubioru, jeśli nosząca je osoba będzie miała tłuste lub źle ufarbowane włosy, niezadbane stopy albo niedobraną, deformującą bieliznę. Że pod przezroczystą lub półprzezroczystą białą bluzkę nie zakłada się białego biustonosza, tylko cielisty, a białe rajstopy nadają się tylko na „dwie okazje: pierwsza komunia i ślub”[1]. Że nawet oczywiste mankamenty sylwetki można zmniejszyć, odpowiednio dobierając ubranie, a paskudną krzywdę wyrządzić swojemu wizerunkowi, zakładając coś, co się nam spodobało na kimś o trzy rozmiary szczuplejszym i dziesięć centymetrów wyższym. Że lepiej nosić oryginalnie zestawione rzeczy z sieciówek, niż podróbki wielkich marek. I tak dalej, i tak dalej.

Ale są i stwierdzenia, z którymi się zgadzam nie do końca lub wcale.
Prawda, że to, co tanie, rzadko bywa dobrej jakości, ale już określenie, co tanie, a co drogie, jest sprawą mocno dyskusyjną: „przeciętna dziewczyna w Europie: Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Portugalii, będzie odkładała ze swojej pensji ekspedientki przez 3 miesiące, żeby kupić sobie na przecenie pasek Gucciego. I nie kupi sobie podróby, tylko oryginał. (…) najtańsza torebka Vuittona kosztuje w granicach 400 euro, czyli 1600 zł [2]”, a „buty – to jest rzecz straszna, co powiem – tak naprawdę zaczynają się od 250-300 euro”[3]; te ekonomiczne dywagacje pochodzą sprzed siedmiu lat, a jeszcze i dziś, choć zarobki statystycznie wzrosły, przeciętna polska ekspedientka, nauczycielka czy pielęgniarka nie kupi sobie ani takiego paska, ani takiej torebki, ani butów nawet za 100 euro – i nie z powodu, że woli wydawać na co innego, niż na siebie. Na ogół nie woli, ale kto sobie kupi torebkę za 1600 zł czy buty za 1000, zamiast za te pieniądze na przykład wysłać dziecko na dziesięciodniowe kolonie?

Prawda, że każda damska noga lepiej wygląda w czółenkach na ośmiocentymetrowym obcasie, a męska w wąskim sznurowanym półbucie na cienkiej podeszwie, ale czy to znaczy, że, jak podpowiada autor, „jeżeli wchodzimy w społeczeństwo i chcemy jakoś w tym społeczeństwie funkcjonować, to dobrze powściągnąć swoje wygodnictwo, poświęcić je na rzecz elegancji, stylowości”[4]? Jeśli sobie w tym eleganckim obuwiu zniekształcimy stopy (a w przypadku wysokich obcasów jeszcze nadwyrężymy kręgosłup), to na starość, kiedy się okaże, że nie jesteśmy w stanie chodzić bez bólu nawet w butach najwygodniejszych, nie pocieszy nas fakt, że trzydzieści lat wcześniej ktoś na widok naszych stylowo obutych kończyn doznawał estetycznego zadowolenia…

A zupełna nieprawda, że „cudowna moda chodzenia bez rajstop zimą po pięćdziesiątce mści się nietrzymaniem moczu (…). Non stop przeziębiany pęcherz, niedoleczany i znów podziębiony, mści się rozszczelnieniem zaworów. One w którymś momencie puszczają i leje się po nogach jak z kranu (…)”[5]. Nie będę wchodzić w szczegóły (które można sprawdzić w dowolnym serwisie medycznym) – w każdym razie z rajstopami lub ich brakiem nie ma to zupełnie nic wspólnego. Pomijam już fakt, że odkąd w sklepach są rajstopy i ładne damskie spodnie, nie udało mi się spotkać ani jednej kobiety nie tylko po pięćdziesiątce, ale w dowolnym wieku, która by z własnej woli chodziła na co dzień w pończochach...

Dobrą stroną tej publikacji jest jej naturalny styl i język; jeśli się zna głos autora, można odnieść wrażenie, że się go słucha na żywo. Niedobrą – że spisując gawędę z dyktafonu, nie wyeliminował powtarzających się po kilka razy myśli i bon motów, które czasem (choć nie zawsze, o czym za chwilę) za pierwszym razem wydają się trafne i dowcipne, ale za szóstym doprawdy nie – i że tego języka, jak sam przyznaje, „nie zawsze grzecznego”[6], powściągnąć w żaden sposób nie potrafi, używając słów ordynarnych: „walić spod skrzydła”[7], „wywala nam Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu”[8], „jakiś młody studencik, co ma ch… jak pręcik”[9], lub sformułowań nie tyle krytycznych, co obraźliwych. Szczególnie dostaje się osobom z nadwagą, porównywanym do „orek, waleni i innych stworów morskich”[10], a wyjątkowy mój niesmak i bunt wzbudziła opowiedziana dwukrotnie, raz z detalami, a raz w skrócie, historyjka, jak to „nieszczęsna brombka spod Piły… [która] ma co prawda 167 cm, ale i waży 67 kg”[11], „jako dziewica szła na imprezę i nie doszła, bo została wprost proporcjonalnie do wyglądu, a na przekór swej woli zgwałcona, ponieważ koledzy myśleli, że jest taka chętna, a ona się tylko chciała ubrać jak artystka”[12]. Hola! Nic i nigdy nie usprawiedliwia gwałtu, tym bardziej zbiorowego, żadne „wprost proporcjonalnie”, żaden wiek, żadne kształty, żaden fason butów czy spódnicy! Powiedzieć coś takiego… to jest dopiero obciach! Znacznie trudniej go będzie zapomnieć, niż fakt, że się ktoś nieelegancko ubrał!

Niedostatki wiedzy z tematów zdrowotnych i niepełną orientację w realiach ekonomicznych da się wybaczyć, ale za te ekscesy słowne ocena definitywnie spadła w dół. Wprost proporcjonalnie zwłaszcza do wagi wypowiedzi cytowanej jako ostatnia.

[1] Tomasz Jacyków, „O elegancji i obciachu Polek i Polaków”, wyd. JS&Co., 2013, s. 34.
[2] Tamże, s. 68-69.
[3] Tamże, s. 86-87.
[4] Tamże, s. 33.
[5] Tamże, s. 259.
[6] Tamże, s. 5.
[7] Tamże, s. 27.
[8] Tamże, s. 54.
[9] Tamże, s. 232.
[10] Tamże, s. 252.
[11] Tamże, s. 84-85.
[12] Tamże, s. 98-99.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 1555
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 32
Użytkownik: Pingwinek 2020-06-09 11:27 napisał(a):
Odpowiedź na: W ramach zgłębiania temat... | dot59Opiekun BiblioNETki
Mnie jedna książka współczesnego homoseksualnego "znawcy mody" już wystarczy (Jak dobrze wyglądać nago (Wan Gok) - może sprawdzisz? umiarkowanie polecam, choćby dla "walorów poznawczych"). A Tomasz Jacyków nie jest dla mnie żadnym autorytetem (w tym modowym - nie widziałam go dotychczas ubranego, wg moich standardów, z klasą), więc tym bardziej nie zamierzam próbować. Już nieznajomość realiów ekonomicznych mocno mi podpadła, tymczasem - jak piszesz - to jeszcze nic w porównaniu z ekscesami słownymi autora... Znamienne doprawdy, jak historia o gwałcie zbiorowym mogła przejść bez echa w polskim światku medialnym... Chyba że o czymś nie wiem? Wulgaryzmy w publikacji, obraźliwy stosunek piszącego do innych - takiego stylisty nie zaszczycę ani jednym spojrzeniem. Chciałabym również zwrócić uwagę na to, jak wielką krzywdę ten pseudoekspert wyrządzić może kobietom z zaniżonym poczuciem własnej wartości. 167 cm i 67 kg to tylko liczby - i to zaledwie dwie, pozostałe wymiary nieznane. Kobieta, która tyle mierzy i waży, może w istocie wyglądać rozmaicie, zależnie od budowy (mięśnie... no i kości!!!), proporcji sylwetki, doboru stroju itd. Na swoim przykładzie: gdy ważyłam 78 kg przy 174 cm wzrostu, dawano mi nawet do kilkunastu kilogramów mniej i wiem, że potrafiłam wyglądać pięknie (dziś wiele bym dała za tamtą wagę...).

Do aspektów zdrowotnych nie odniosę się, nie umiałabym jednoznacznie. Muszę jednak napisać, że ja znam kobietę, która całe życie, o każdej porze roku, nosi pończochy. To moja ciocia, rocznik 1934, bardzo elegancka osoba. Nigdy też, o ile wiem, nie zhańbiła się (określenie moje) włożeniem spodni. Moja śp. Babcia, siostra bliźniaczka cioci, też, o ile mi wiadomo, nie. Co zresztą mogło jakoś wpłynąć i na mnie, mój gust i styl, rzadko kiedy podobają mi się "outfity" kobiet w spodniach, sama miałam je na sobie ostatnio grubo ponad dziesięć lat temu, najchętniej chodzę w sukienkach, czasami w zestawach typu bluzka+spódnica, getry z tuniką noszę sporadycznie. Dobrze dobrana pod względem rozmiaru, fasonu, kolorystyki i tkaniny sukienka odejmuje lat, dodaje kobiecości/dziewczęcości, wzmacnia pewność siebie, podkreśla urodę :)
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2020-06-09 12:32 napisał(a):
Odpowiedź na: Mnie jedna książka współc... | Pingwinek
Goka widziałam kiedyś jeden czy dwa programy, na książkę nie trafiłam, ale skoro zgłębiam tę tematykę, to pewnie i po nią sięgnę.

Tak, może w tej najstarszej generacji rzeczywiście są osoby przyzwyczajone do pończoch. Mnie obrzydł ten element garderoby doszczętnie w wieku nastoletnim, były to bowiem czasy, gdy, chcąc chodzić w spódnicy - krótkiej, bo takie były w modzie - miało się wybór: albo pończochy z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli tymi koszmarnymi gumami i sprzączkami, albo brzydkie, grube rajstopy. Wskoczyłam wtedy w spodnie z uczuciem nieopisanej ulgi, a do sukienek i spódnic wróciłam dopiero, gdy stały się dostępne cienkie rajstopy (ale też tylko częściowo).

Właśnie o jednym jeszcze nie napisałam: autor uważa, że kobieta powinna nosić maksymalnie rozmiar 42 (większy, jego zdaniem, wynika wyłącznie z zapuszczenia lub choroby), a osobom, które są bardziej rozłożyste, niż ta norma przewiduje, doradza własną strategię: przytyjesz, dociskaj śrubę, aż nie zrzucisz 10 czy 20 kilo. Poluzujesz i przytyjesz - dawaj od nowa! A to jest bardzo szkodliwa strategia z punktu widzenia zdrowotnego - takie naprzemienne chudnięcie i tycie może zakłócić równowagę metaboliczną - a na dłuższą metę także i estetycznego. Jeśli się ma, powiedzmy, tak do 30-35 lat, to pół biedy. Ale im człowiek starszy, tym większe ryzyko, że jak za którymś razem zrzuci te niepotrzebne kilogramy, to już nie odzyska uprzedniej elastyczności tkanek i cóż z tego, że wejdzie w bluzkę rozmiar mniejszą, skoro mu będzie w różnych miejscach obwisała sflaczała skóra i wątłe mięśnie... A kobieta nawet i w rozmiarze 48 może wyglądać pięknie, byle nie próbowała udawać, że tej nadwagi nie ma, wciskać się w rzeczy kuse i obcisłe, tylko grała swoimi atutami, czego przykładem pani Anna Dymna -pełna uroku tak samo, jak 40 lat i cztery rozmiary wcześniej.
Użytkownik: Pingwinek 2020-06-09 14:10 napisał(a):
Odpowiedź na: Goka widziałam kiedyś jed... | dot59Opiekun BiblioNETki
Co do pończoch - ja ciocię podziwiam, trudno mi wyobrazić sobie, by to "całe dobrodziejstwo inwentarza" było wygodne... Ale przyzwyczajenie drugą naturą, więc może weterance te wszystkie elementy uciskowe nie przeszkadzają? Sama przetestowałam kiedyś pończochy samonośne - niestety, test oblały. Rajstopy nosiłam już najróżniejsze, w tym przez wiele lat grube, "babcine", które z biegiem dnia paskudnie się rolowały... Kiepsko się kiedyś ubierałam. Dopiero właściwie 1-2 lata temu przerzuciłam się na cienkie (również zimą, mnie jest na ogół bardzo, bardzo ciepło), na co dzień zwykłe, a gdy chcę wyglądać lepiej - modelujące.

A jeśli chodzi o "mądrości" Jacykowa... Na to, że domorosły krytyk mody ma słabość do jakichś zestawień ciuchów, można (choć niekoniecznie) przymknąć oko, ale jego poglądy ws. "normy" rozmiarów i dyscypliny w utrzymywaniu właściwego są naprawdę wyjątkowo szkodliwe. Osoby "zapuszczone" (może z lenistwa, a może wskutek depresji, ale co to go obchodzi...) mogą wpędzić w zaburzenia odżywania, osoby już chore (na co, można by wymieniać i wymieniać) mogą zupełnie zniszczyć. A jest jeszcze przecież aspekt psychologiczny... Ktoś, kto najwidoczniej nie ma wiedzy nt. procesów metabolicznych oraz ludzkiej psychiki, nie powinien udzielać rad. O wiele bardziej przydatna i motywująca wydaje mi się opinia, by grać swoimi atutami (ładne określenie!).
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2020-06-09 15:12 napisał(a):
Odpowiedź na: Co do pończoch - ja cioci... | Pingwinek
Tę ostatnią strategię on też tam gdzieś między wierszami doradza, i gdyby tylko, spisując te swoje gawędy z taśmy, trochę się zastanowił, powycinał rzeczy zbędne, powtórzenia, niegrzeczne określenia, byłby to poradnik o wiele bardziej sensowny.

W następnym rzucie mam zamiar sięgnąć po Jak się nie ubierać: Zasady (Woodall Trinny, Constantine Susannah)
lub Paryski szyk: Podręcznik stylu (La Fressange Inès de, Gachet Sophie), aczkolwiek podejrzewam, że i tu, i tu autorki będą przekonywać, że nie można się dobrze ubrać, nie wkładając szpilek :-).
Użytkownik: Pingwinek 2020-06-09 16:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Tę ostatnią strategię on ... | dot59Opiekun BiblioNETki
Mnie się wydaje, że w przypadku ubierania się lepiej sprawdzić na sobie różne opcje, ewentualnie skonsultować się z dobrym, przekonującym stylistą. Książki podsuwają pomysły (jednak czytelnik bywa już w nich zorientowany), nie zapewniają natomiast interakcji. Mamy do czynienia z żywą materią, jaką jest człowiek ;). No ale zobaczymy, co napiszesz po lekturze kolejnych tytułów z tej dziedziny.

A szpilki byłyby wspaniałe, gdybym była w stanie w nich chodzić... Tymczasem mam nawet wątpliwości, czy w butach na wyższym słupku nie poruszam się niezdarnie. Obuwie oczywiście ma dla całości ogromne znaczenie, obcas może optycznie wyszczuplić stopę i wysmuklić łydkę - noszę więc jak najczęściej, mimo braku pewności co do zgrabnego poruszania się, bo przynajmniej fajnie się czuję :-). Polubiłam też zwężające się koturny :). Zaś na przykład w butach sportowych jedynie ćwiczę i o ile luzak ubrany na sportowo ma teoretycznie większe szanse wpaść mi w oko niż sztywniak w garniturku (stosuję, rzecz jasna, pewne uproszczenia), o tyle nie rozumiem chłopięcego zachwytu nad dziewczynami w różnego rodzaju stylizacjach z adidasami czy trampkami :(
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2020-06-09 21:38 napisał(a):
Odpowiedź na: Mnie się wydaje, że w prz... | Pingwinek
Ja to głównie ze względów poznawczych czytam, bo przez lata już sobie swój styl (cokolwiek o nim ktoś powie, to inna sprawa) wypracowałam, i raczej nie sądzę, żebym nagle zechciała coś zmienić. Chyba jestem ciut bardziej tolerancyjna niż styliści, bo wybieg czy scena to co innego, a życie - co innego i raczej wolę w pracy, w sklepie, w urzędzie itd. patrzeć na ludzi ubranych bardziej sportowo, niż przesadnie wyelegantowanych. Wcale by mi nie przeszkadzało, gdyby pan obsługujący mnie w banku nie miał garnituru i białej koszuli z długim rękawem, tylko na przykład koszulę w kolorową kratę, jednokolorowy pulower i dobrane barwą spodnie, nawet sztruksy, byle nie workowate.

Na obcasach to ja się czuję gorzej niż tresowana niedźwiedzica w cyrku na szczudłach. Kupiłam sobie w życiu kilka par, na różne okazje od studniówki poczynając, po wesela młodszego pokolenia rodziny, i każda z nich kończy tak samo: leży w pudłach w piwnicy, aż wyjdzie z mody. A ja z rozkoszą łażę w sportowych sandałach na rzepy albo w glanach...
Użytkownik: Pingwinek 2020-06-10 09:13 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja to głównie ze względów... | dot59Opiekun BiblioNETki
Z wypracowanym stylem nadal jest miło (tak myślę) trafiać w książkach traktujących o modzie na inspiracje albo chociaż pożyteczne wskazówki (ogólne i w ramach tego wypracowanego stylu). O to niełatwo, jeśli autor ma czytelnika za byle co, za istotę nierówną sobie i pozbawioną własnego zdania.

Kiedyś też nie byłam przekonana do obcasów (zwłaszcza przy moim wzroście, z racji którego długie lata miałam kompleks) i nosiłam płaskie baleriny, także niewygodne i niezdrowe. Ale gdy nabrałam świadomości, jak moja noga prezentuje się na podwyższeniu, zmieniłam podejście. Wysoki obcas (koturn również, lecz w mniejszym stopniu) dodaje mi pewności siebie, co okazało się pomocne i w pracy w szkole, i w kontaktach damsko-męskich. Nie ukrywam jednak, że doceniam też przyjemne uczucie... po uwolnieniu się z wymagających butów :D. Dlatego mogę zrozumieć, iż wolisz po prostu komfort (zastanawiam się jedynie, czy dałaś obcasom i sobie prawdziwą szansę ;) - czy pozwoliłaś im "się rozchodzić"... a sobie się przyzwyczaić). Jeżeli wybieram się w dłuższą trasę, decyduję się na stabilne sandały z grubszą podeszwą albo, w chłodniejszych okresach, buty na niskim obcasie.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2020-06-10 12:47 napisał(a):
Odpowiedź na: Z wypracowanym stylem nad... | Pingwinek
A pewnie, że dałam szansę! Moja mama daremnie chciała ze mnie zrobić elegancką kobietę i póki finansowała zakupy mojego przyodziewku, to w zasadzie oprócz pionierek, w które z ulgą wskakiwałam w dni wolne od nauki, nie miałam butów na obcasach niższych niż 3-4 cm (a było i 10...). Tyle, że mama miała zupełnie inną budowę i nawet w momencie, gdy nosiłyśmy teoretycznie ten sam rozmiar, w wąskiej spódnicy, elastycznej bluzeczce pod szyję, szpileczkach i kapeluszu wyglądała jak spikerka z telewizji (w latach 60-70 to była swego rodzaju ikona mody), a ja jak pokraka, bo czułam się tym ubiorem skrępowana i ruszałam się jak wzmiankowana niedźwiedzica w cyrku.

A w dżinsach (dokładnie: polskich teksasach marki Elpo), powiewnej bluzce uszytej z byle jakiej etaminy, ale wyhaftowanej przez ciocię w takie kwiecie, że mucha nie siada, chodakach i z włosami przewiązanymi krajką - ach... jak wcielenie wolności! I to mi zostało...
Użytkownik: Pingwinek 2020-06-10 14:18 napisał(a):
Odpowiedź na: A pewnie, że dałam szansę... | dot59Opiekun BiblioNETki
Rozumiem. To znaczy... nie, właściwie to nie rozumiem, ale, jak to się mówi, szanuję ;-). I zgadzam się z tym, że to, jak jesteśmy zbudowane i jak się w danej kreacji czujemy, powinno determinować nasze wybory.
Użytkownik: Losice 2020-06-19 22:17 napisał(a):
Odpowiedź na: Mnie jedna książka współc... | Pingwinek
"Mnie jedna książka współczesnego homoseksualnego "znawcy mody"".

Zastanawiam się, dlaczego uwypuklasz orientację seksualną autora przytoczonej książki - ponieważ książki nie czytałem, nie wiem czy sam autor w książce nie podkreśla swojej orientacji seksualnej i nie stwierdza, że ma to wpływ na jego prezentowane poglądy. Wtedy zdanie jest OK.

Ale, jeśli tak nie jest, to wtedy zdanie Twoje pachnie STYGMATYZACJĄ osób o orientacji homoseksualnej.
Czy mają one przed każdą swoją wypowiedzią ostrzegać czytelnika (uwaga jestem takiej to a takiej orientacji seksualnej).
Dlaczego ma mnie to obchodzić ???
Użytkownik: Pingwinek 2020-06-19 23:01 napisał(a):
Odpowiedź na: "Mnie jedna książka współ... | Losice
Ależ czyjakolwiek orientacja seksualna nie musi Cię obchodzić - i ja też nie węszę, gdzie by tu wytropić kolejnego homoseksualistę. Nie uważam ludzi o takich czy innych skłonnościach za gorszych. I nigdzie nie napisałam, że homoseksualni autorzy powinni ostrzegać (?!) o tej cesze czytelników, tak jak nie informują o wielu innych. Natomiast tak się składa, że i Gok Wan, i Tomasz Jacyków, sami publicznie zwrócili uwagę na swój homoseksualizm. Na nasze poglądy w różnych obszarach życia wpływ mają pochodzenie, wykształcenie, wiek, płeć, również orientacja - i wiele, wiele innych, często indywidualnych czynników. Wiesz o tym doskonale, więc nie próbuj mnie prowokować, a przede wszystkim: nie manipuluj moją wypowiedzią. Dla mnie, kobiety chcącej być atrakcyjną seksualnie dla potencjalnie zainteresowanych mną heteroseksualnych mężczyzn, ocena homoseksualisty (ocena mojego wyglądu, ciała, ubioru itp.), którego kobiety nie pociągają, nie jest zbyt pomocna. Ale jeśli homoseksualny autor stworzy ciekawą książkę z przepisami kulinarnymi, chętnie ją przeczytam, tak jak czytam mnóstwo różnych rzeczy napisanych przez najróżniejszych ludzi.
Użytkownik: Losice 2020-06-20 00:24 napisał(a):
Odpowiedź na: Ależ czyjakolwiek orienta... | Pingwinek
Nie obawiasz się, że HOMOSEKSUALNI AUTORZY KSIĄŻEK KULINARNYCH mogą podświadomie proponować diety i przepisy potraw, które wpływają na zmniejszenie stymulacji ośrodków nerwowych w mózgach heteroseksualnych mężczyzn, które (ośrodki nerwowe) odpowiadają za "zainteresowanie" heteroseksualnymi kobietami.
A idąc dalej, czy nie prowadzi to do zjawiska frustracji dużej grupy heteroseksualnych kobiet, odczuwających znaczny brak zainteresowania ze strony heteroseksualnych mężczyzn.
Oczywiście paradoksalnym ubocznym efektem tego procesu, może być znaczny rozwój badań psychologicznych tego zjawisko. Stajemy jednak znowu przed pytaniem, czy HOMOSEKSUALNY PSYCHOLOG prowadzący takie badania będzie wiarygodny dla - cytując Twoją wypowiedź, "kobiety chcącej być atrakcyjną seksualnie dla potencjalnie zainteresowanych nią heteroseksualnych mężczyzn".
Użytkownik: Pingwinek 2020-06-20 01:14 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie obawiasz się, że HOMO... | Losice
Nie obawiam się.
Użytkownik: janmamut 2020-06-20 03:03 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie obawiasz się, że HOMO... | Losice
[ciach - złamanie regulaminu]
Użytkownik: ka.ja 2020-06-10 11:28 napisał(a):
Odpowiedź na: W ramach zgłębiania temat... | dot59Opiekun BiblioNETki
Mnie nie tyle interesuje moda, co ludzka skłonność do słuchania porad takich postaci jak Jacyków. Moda ma to do siebie, że w pewien sposób odbiera nam krytyczność, a skutki tego widzimy dopiero, kiedy już przeminie. Pamiętacie wielkie poduchy na ramionach damskich bluzek, przez co elegancko wystrojona dziewczyna wyglądała, jakby szła na mecz footballu amerykańskiego? A fryzury na "mokrą włoszkę"? A koszmarne spodnie z wielkim tyłkiem i wąskimi łydkami? Jeszcze trochę, a będziemy się śmiać z tego, co się nosi dziś (niektórzy śmieją się już teraz).

Jakkolwiek porady dotyczące tego JAK SIĘ UBRAĆ wydają mi się konstruktywne i często cenne, tak dostaję szczękościsku, kiedy słyszę komentarze negatywne. A już zwłaszcza, kiedy nie dotyczą samej odzieży (odpowiednia, nieodpowiednia, ładna, nieładna), tylko osoby (gruba, stary, niekobieca, niemęski, nieprofesjonalna, brzydki). A jeszcze bardziej się złoszczę, kiedy ktoś się nieproszony czepia pierdół. Naprawdę świat byłby znacznie lepszym miejscem, gdybyśmy przestali oczekiwać od innych, że mają zaspokajać nasze własne potrzeby estetyczne. Że o potrzebach pana Jacykowa nie wspomnę.
Użytkownik: Pingwinek 2020-06-10 12:09 napisał(a):
Odpowiedź na: Mnie nie tyle interesuje ... | ka.ja
Wyrażasz i mój pogląd na modę. Zawsze mnie zdumiewało ślepe podążanie za nią i słuchanie wątpliwej jakości speców. Wymieniasz zaledwie trzy dziwaczne trendy, a przecież z każdym rokiem ich przybywa, kreatorzy zaś w poszukiwaniu nowych projektów sięgają po coraz śmieszniejsze pomysły. Ludzie natomiast (głównie kobiety), jakby w ogóle nie miały własnego zdania, kopiują to, co widzą na fotkach i filmikach w sieci - zamiast porządnie przemyśleć, czy warto inwestować w ciuch jednego sezonu, wyglądać identycznie jak pół miasta i oszpecać się nieodpowiednim ubiorem, uczesaniem czy makijażem. A jeszcze gorzej, kiedy "mija moda" na coś, co akurat służyło podkreślaniu urody, kiedy guru od siedmiu boleści oznajmia, że coś jest już passé... Moda to dla mnie żerowanie na ludzkiej bezrefleksyjności, próżności i podatności na wpływy. I dlatego też nawet dla eleganckiej lecz świadomej lub niepewnej swego piękna dziewczyny strojenie się na przekór modzie stanowi duże wyzwanie :(
Użytkownik: ka.ja 2020-06-10 16:57 napisał(a):
Odpowiedź na: Wyrażasz i mój pogląd na ... | Pingwinek
W tym, co napisałam powyżej, miałam na myśli między innymi to, że z różnych powodów ludzie potrzebują instrukcji, jak się ubierać - jedni śledzą trendy w modzie, inni czytają książki stylistów, jednym to wychodzi na korzyść, innym nie, a z jakiegoś powodu wszyscy i tak są poddawani ostrej krytyce - jak nie teraz, to po latach.

Póki mnie ktoś nie pyta o moje zdanie na temat jego wyglądu, nie mam powodu tego zdania wyrażać. A jeśli już mnie najdzie taka ochota, to się ograniczam wyłącznie do informacji pozytywnych, bo nijak nie umiem wydedukować, jaką korzyść można odnieść z niechcianej informacji, że "się nie ma własnego zdania" albo "się nosi oszpecający makijaż".

Rozumiem też, że dla wielu osób ubiór nie stanowi sposobu na podkreślenie swojej urody, tylko na dopasowanie się do jakiejś grupy społecznej. Można też świadomie ukrywać jakieś swoje cechy fizyczne. Można celowo tak dobierać odzież, żeby coś zamanifestować.

Moda to jest bardzo ciekawa dziedzina aktywności społecznej, niesłusznie sprowadzana tylko do tego, co ładne albo nieładne, atrakcyjne albo nieatrakcyjne. Moim zdaniem lepiej się skupić na tym, dlaczego się nosi to, a nie tamto; co to mówi o człowieku i o ludziach jako zbiorowości.

Bardzo ciekawe są też dyskusje wokół tego, co zdaniem różnych ludzi powinni nosić mężczyźni/powinny nosić kobiety, chociaż kompletnie nie rozumiem ich zasadności, bo pojęcia nie mam, dlaczego ktoś, kogo nie znam, miałby sobie rościć prawo do grzebania mi w szafie tylko dlatego, że umie określić, jakiej płci jestem.

A poza tym "mokra Włoszka" jednak z wielkim W, zrobiłam błąd, plus pominęłam parę przecinków, tracę czujność.
Użytkownik: Pingwinek 2020-06-10 17:42 napisał(a):
Odpowiedź na: W tym, co napisałam powyż... | ka.ja
Chyba zatem jednak nie wyrażasz. Co do ostrej krytyki teraz czy po latach - chodzi właśnie o to (mnie w każdym razie), że elegancja nigdy nie wychodzi z mody, dlatego jest najbezpieczniejszym wyborem (nie dla wszystkich, rzecz jasna, ma to znaczenie). Ale Ty też chyba w tej chwili nadinterpretujesz moje stanowisko. Nie zwykłam - niepytana - zajmować się wyglądem każdej napotkanej osoby. Co nie zmienia faktu, że swoje zdanie na temat czy to niektórych ogólnych tendencji, czy też prezencji konkretnych osób publicznych, mam. Na ulicy również obserwuję ludzi i zdarza mi się krytyczna refleksja - bo ja nie widzę powodu, dla którego miałabym całkiem nie zastanawiać się nad poczuciem estetyki. Kiedy bliższa osoba prosi mnie o opinię, mówię to, co myślę - oczywiście staram się, by ewentualna uwaga negatywna coś wniosła. Ja ludziom, którzy wytykają mi moje błędy w ubieraniu się, jestem zazwyczaj wdzięczna (nie zawsze od razu!). Najlepiej, gdy stosują konstruktywną krytykę (obrażanie boli). Korzyści? Największą jest możliwość ponownego rozważenia, czy aby na pewno dany element garderoby, dana fryzura, dany make-up wydobywają moje naturalne piękno. Inne korzyści to na przykład nabywanie umiejętności argumentacji (w obronie swojego stanowiska) albo odporności na krytykę (uzasadnioną czy nie)... Na koniec dla porządku jeszcze mały dopisek: jeśli coś mi się w czyjejś stylizacji podoba, to także potrafię zauważyć i chwalę sama od siebie.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2020-06-10 12:51 napisał(a):
Odpowiedź na: Mnie nie tyle interesuje ... | ka.ja
Autor tam co prawda przemyca tezę, że mody nie powinno się interpretować niewolniczo, że nie każdy wygląda w tym samym tak samo, że lepsza np. chusta oryginalnie ufarbowana własnym przemysłem niż podróbka markowego detalu, ale to wszystko ginie w uszczypliwych uwagach, niestety.
Użytkownik: ka.ja 2020-06-10 17:08 napisał(a):
Odpowiedź na: Autor tam co prawda przem... | dot59Opiekun BiblioNETki
Ostatnio z rozczuleniem oglądam amerykański program Queer Eye, Fab Five, w którym właśnie, co zaskakuje, nie ma tej uszczypliwości, nie ma wrednych uwag, żadnego wyzywania od grubasów czy wytykania zaniedbania. Pomysł jest taki, że niektórym osobom po prostu trzeba pokazać ich własne piękno, ale przy tym zadać pytanie, co takiego się stało, że go sami nie widzą. Jest też ważne pytanie o to jakiego siebie chce się pokazać innym i co tym osiągnąć. Ubrania i fryzura w tym wszystkim to tylko narzędzia.
Użytkownik: Monika.W 2020-06-11 07:46 napisał(a):
Odpowiedź na: Mnie nie tyle interesuje ... | ka.ja
Pamiętam doskonale okropne lata 90. Miałam takie żakiety "footballowe". Pewnie byłam za młoda na większy krytycyzm. No i zachłyśnięcie się tym, że po latach szarości w ogóle jest jakiś wybór - mogę wybrać, co chcę nosić, a nie - muszę nosić, co jest w PRLowskim sklepie. Teraz z dużym krytycyzmem i dystansem patrzę na wiele okropieństw modnych w danym momencie (za rok znika z ulic dane okropieństwo). I dorosłam do tego, że już wiem, w czym się dobrze czuję, ale też - w czym dobrze wyglądam, co pasuje do mojej sylwetki. Bo chyba o tym ostatnim - pasowaniu do sylwetki - większość stylistów zapomina. W pierwszej kolejności. Gdyby na tym skupił się Jacyków, byłaby dobra książka. Z recenzji Dot nie wynika jednak, aby tak było.
Użytkownik: Marylek 2020-06-11 01:18 napisał(a):
Odpowiedź na: W ramach zgłębiania temat... | dot59Opiekun BiblioNETki
" nie udało mi się spotkać ani jednej kobiety nie tylko po pięćdziesiątce, ale w dowolnym wieku, która by z własnej woli chodziła na co dzień w pończochach..."

Mnie się udało i nawet nie musiałam specjalnie szukać. Mam koleżanki z pracy, młodsze ode mnie o ponad dekadę, które bardzo zachwalają pończochy samonośne na lato - bo rajstopy za bardzo grzeją, a takie pończochy zapewniają przewiew i elegancki wygląd.

Nie sprawdzałam i sprawdzać nie zamierzam ;)
Użytkownik: Pingwinek 2020-06-11 01:46 napisał(a):
Odpowiedź na: " nie udało mi się spotka... | Marylek
Gdybyś dowiedziała się przypadkiem (lub nie całkiem) od koleżanek, jakim cudem te samonośne pończochy nie zsuwają im się z nóg, daj znać, serdecznie proszę :-). Mam w szafie jeszcze kilka ślicznych par z Gatty, nóg nie smaruję przedtem balsamami itp. - no i klapa totalna, zjeżdżają po zrobieniu paru kroków :-(
Użytkownik: Monika.W 2020-06-11 07:37 napisał(a):
Odpowiedź na: Gdybyś dowiedziała się pr... | Pingwinek
Po prostu się trzymają. I już. Noszę od lat.
Może kupiłaś za duże? A może indywidualnie Twoje nogi/skóra nie tolerują takich pończoch?
Użytkownik: Pingwinek 2020-06-11 10:29 napisał(a):
Odpowiedź na: Po prostu się trzymają. I... | Monika.W
Wg rozmiarówki za duże na pewno nie. Teraz prędzej za małe - no ale testowałam parę, kiedy rozmiar miałam taki, jak na opakowaniu. Indywidualna nietolerancja - zastanawiam się, na czym miałaby polegać... Dziękuję, że dzielisz się swoim doświadczeniem - wyciągam z niego wniosek, by jeszcze pończoch nie skreślać ;)
Użytkownik: rafalb93 2020-06-11 17:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Wg rozmiarówki za duże na... | Pingwinek
Ja tam lubię, gdy kobieta nosi pończochy, chociaż nie wiem jak to jest z wygodą 😋
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2020-06-11 12:03 napisał(a):
Odpowiedź na: " nie udało mi się spotka... | Marylek
Zdałam sobie sprawę, że moje obserwacje faktycznie nie muszą się odnosić do ogółu populacji, bo przecież ja ostatnie 25 lat przemieszkałam na wsi w górach, gdzie pojęcie elegancji jest dość umowne - jak ktoś musi dojść 2 km wertepami na przystanek, w deszczu, po błocie itd., to jednak raczej ma w garderobie rzeczy praktyczne, i nawet od nauczycielek czy urzędniczek z gminy nikt nie wymaga stosowania się do zasad miejskiej elegancji. A z młodszej generacji znam raczej takie towarzystwo harcersko-sportowe, które też w obcasach i pończochach rzadko chadza...
Użytkownik: Krzysztof 2020-06-16 22:08 napisał(a):
Odpowiedź na: W ramach zgłębiania temat... | dot59Opiekun BiblioNETki
Zaciekawił mnie Twój wybór lektury, Doroto. Taki… egzotyczny.
O zasadach ubierania się, mody, czytam (o ile czytam) trochę tak, jakbym czytał instrukcję uruchomienia Boeinga. Równie nowe to dla mnie, niewiadome, umowne i trudne.
Za bardzo dziwne, właściwie za dziwaczne mam decydowanie kogoś o tym, jak inni mają się ubierać, a jeszcze dziwniejsze jest słuchanie się tych ludzi. W efekcie widzę śmiesznie wyglądających facetów ubranych w zbyt małe marynarki.
Doroto, po raz kolejny gratuluję lekkiego pióra. Wierz mi, długo drapałbym się w czoło zastanawiając, co mam napisać o takiej książce.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2020-06-17 13:08 napisał(a):
Odpowiedź na: Zaciekawił mnie Twój wybó... | Krzysztof
Mnie moda fascynuje jako zjawisko, którego mechanizm wciąż pozostaje nie całkiem jasny. Bo dziś faktycznie, można jeszcze wskazać kogoś, kto pierwszy wyraża opinię, że marynarka ma być za mała (albo za duża), buty na szpilce albo na platformie, krawat wąski jak tasiemka albo szeroki jak łopata. Ale przecież moda istnieje właściwie tak długo, jak sam ubiór, i chyba tylko w epoce kamiennej (a później w społeczeństwach, które pozostały na niższym stopniu rozwoju technologicznego) liczyła się wyłącznie funkcjonalność tegoż ubioru. A potem pojawiły się na przykład ciżmy z nosami tak długimi, że je trzeba było łańcuszkiem przypinać do przyszwy, żeby móc w nich chodzić. Albo kapelusze tak wysokie, że nie sposób w nich było przejść przez żadne drzwi. Albo gorsety, niemalże miażdżące wnętrzności dziewiętnastowiecznych elegantek. Albo, hm, majtki, które zamiast chronić delikatne części ciała, jeszcze je drażnią, zmuszając do chodzenia ze sznurkiem wciśniętym między pośladki. Ktoś to wymyślał, choć nie pisał o tym książek i nie mówił w telewizji. Ktoś to zaczynał nosić i powodował, że nosili wszyscy. Dziwny z nas gatunek...
Użytkownik: ka.ja 2020-06-17 14:26 napisał(a):
Odpowiedź na: Mnie moda fascynuje jako ... | dot59Opiekun BiblioNETki
No właśnie, bo od tego, co się obecnie nosi, znacznie ciekawsze jest DLACZEGO się nosi. Co się strojem komunikuje światu. Ciekawe jest powracanie już raz wyśmianych mód. Przecież te szerokie ramiona w damskich żakietach czy bluzkach już kiedyś były modne. Obcisłe spodnie, dzisiejszy obiekt zaciekłych sporów ideologicznych, nie pojawiły się jako nowinka, wystarczy pójść do pierwszego lepszego muzeum malarstwa i popatrzeć, w co oblekali swe pośladki i nogi mężczyźni w ubiegłych stuleciach. A jakie pończochy fikuśne nosili! A jakie do nich ozdobne podwiązki!

Moda poza tym dotyczy każdego, bo niezależnie od osobistych preferencji wybieramy z tego, co aktualnie jest w sklepach. Nawet jeśli kluczowe elementy odzieży uprzemy się zamawiać u krawca lub dziedziczyć po przodkach, to wciąż zostają nam te wszystkie drobiazgi, które w sklepach będą takie, jaka jest moda. I już. Kolorystyka, materiały, dodatki krawieckie, to wszystko wynika z aktualnej mody, a moda z ogólnych trendów (dominacja zachwytu nowoczesnością w kulturze i przemyśle zaowocowała modą na tworzywa sztuczne, bistory, nonajrony, skaje i plastiki, dzisiejszy trend ekologiczny podsuwa nam bawełnę, len, włókna konopne, ubrania z recyclingu i upcyclingu, a zniechęca do futer etc.). To jest naprawdę bogate źródło wiedzy o społeczeństwie. A pan Jacyków jest po prostu czymś w rodzaju szalki Petriego z próbką, przyglądanie się mu może być fascynujące, jeśli zrezygnujemy z traktowania jego głosu jako instrukcji zachowania, a zamiast tego zobaczymy w nim eksponat.
Użytkownik: Krzysztof 2020-06-19 21:23 napisał(a):
Odpowiedź na: No właśnie, bo od tego, c... | ka.ja
Pończochy i podwiązki na męskich nogach?! Hmm, jak to się wszystko zmienia, jak odwraca.
Spodobało mi się Twoje widzenie zaleceń czy instruktarzu specjalistów od mody, mianowicie jako li tylko źródła wiedzy o społeczeństwie.
Użytkownik: Krzysztof 2020-06-19 21:20 napisał(a):
Odpowiedź na: Mnie moda fascynuje jako ... | dot59Opiekun BiblioNETki
Właśnie, mechanizm powstawanie mody i łatwość jej ulegania.
Moda kojarzy mi się z bilbordami, na których ktoś (z reguły mi nieznany) mówi „polecam”. Może przez pewne podobieństwo tego naszego poddaństwa modzie, oraz skłonności dania wiary ipowi czy nawet vipowi z reklamy.
Jeśli skojarzenie jest zasadne, mielibyśmy powód, czy raczej jeden z powodów istnienia mody.
Dziwie się istnieniu tych sznurkowych majtek. Nader niewiele seksapilu w widoku tak ubranej pupy damskiej, a wiele odruchowych myśli o stanie tego sznurka wciśniętego w… w kąt ciała.
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: