Dodany: 2020-09-13 20:32|Autor: porcelanka

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Co się stało w Jonestown?: Sekta Jima Jonesa i największe zbiorowe samobójstwo
Guinn Jeff

1 osoba poleca ten tekst.

„Dopilnuj, żeby byli bardzo biedni i bardzo zmęczeni, a oni nigdy nie odejdą” [1].


Recenzja oficjalna PWN
Recenzent: Natalia M (porcelanka)

18 listopada 1978 r. w dżungli w Gujanie doszło do popełnienia zbiorowego samobójstwa przez ponad 900 osób. Wszyscy byli członkami sekty o nazwie Świątynia Ludu, na czele której stał Jim Jones. „Co się stało w Jonestown” to reportaż badający nie tylko przyczyny tragedii, ale i proces powstawania samej sekty, oraz próba prześledzenia życia jej guru.

Jones, urodzony na początku lat trzydziestych XX wieku w amerykańskim miasteczku, już od dzieciństwa przejawiał zainteresowanie religią, duchowością i kaznodziejstwem. Jednocześnie inspirował go nazizm i socjalizm. „Podczas gdy inni chłopcy udawali amerykańskich bohaterów wojennych, Jimmy chciał naśladować Hitlera”[2]. Jeff Guinn nakreśla tło społeczne i przybliża realia życia w miejscu, gdzie dorastał Jones. Przedstawia także początki tworzenia przez dwudziestopięciolatka, aspirującego do bycia pastorem, pierwszej wspólnoty religijnej, która zrzeszała wykluczonych społecznie i walczących z rasizmem. Jones od początku aktywnie walczył z dyskryminacją rasową i starał się rozwiązywać problemy swoich sympatyków. Spotkania modlitewne poświęcane były nie tylko celom religijnym, ale także pisaniu listów do władz i instytucji w konkretnych sprawach, z którymi przychodzili ubodzy mieszkańcy. Guinn opisuje krok po kroku zaangażowanie przyszłego guru i jego żony Marceline (która często stała za sukcesami organizacji) w życie społeczności, zwalczanie rasizmu i integrację. „Pod koniec 1961 roku Indianapolis było zdecydowanie bardziej zintegrowanym miastem niż dwanaście miesięcy wcześniej. Stało się tak niemal wyłącznie dzięki Jimowi Jonesowi”[3].

„Co się stało w Jonestown” to rzetelna analiza procesu tworzenia imperium Świątyni Ludu i przemiany Jonesa z charyzmatycznego kaznodziei, znanego z uzdrowień i obdarzonego niezwykłą empatią, w niebezpiecznego przywódcę uzależnionego od leków i narkotyków, który ogłosił się bogiem. Guinn zauważa, że „chociaż był człowiekiem obdarzonym ogromnym darem, miał niemal równie wielkie wady”[4], a wraz z rozwojem sekty „stracił zdolność wyciągania nauki z błędów, ponieważ nie wierzył, że jako istota wyższa może jakiekolwiek popełniać”[5].

Rekrutacja członków Świątyni Ludu odbywała się na otwartych nabożeństwach i podczas gościnnych występów w innych kościołach. Jones dokonywał widowiskowych uzdrowień podstawionych osób, potrafił dostosować tematykę kazań i sposób ich poprowadzenia do oczekiwań słuchaczy, wsławiał się umiejętnością czytania w myślach – która polegała na wcześniejszym podsłuchiwaniu rozmów w tłumie. Świątynia chętnie przyjmowała hojne datki, nakłaniała nowych wyznawców do przekazywania majątków i oszczędności, przejmowała nieruchomości swoich członków, którzy oddawali jej także nierzadko całość swoich zarobków. Jednocześnie Jones prowadził szeroko zakrojoną działalność charytatywną, jego organizacja zakładała domy pomocy, tworzyła własny system opieki społecznej i pomagała narkomanom i najbiedniejszym, opłacała nawet studia dzieci swoich członków. Życie w sekcie wiązało się jednak z wieloma ograniczeniami, takimi, jak zakaz picia alkoholu, wychodzenia do kina i spotkań z osobami spoza wspólnoty. Najbiedniejsi i niewykształceni wyznawcy pracowali bezpośrednio na rzecz Świątyni Ludu w myśl zasady „nie damy pensji, ale zaspokoimy wszystkie twoje potrzeby finansowe”[6]. Jednocześnie „człowiek był akceptowany takim jakim był, nikt nie osądzał go po wyglądzie, po wykształceniu ani po tym, ile kto miał pieniędzy” [7].

Guinn szczegółowo przedstawia kolejne etapy rozwoju sekty, przenosiny z miejsca na miejsce, kolejne akcje społeczne w nowych siedzibach i coraz bardziej opresyjne metody utrzymywania dyscypliny. Wierni podpisywali czyste kartki, które miały być gwarancją ich lojalności – można było dopisać na nich dowolne wyznanie lub oświadczenie,skutkujące nawet odpowiedzialnością karną. Początkowo królowały kary cielesne, które zmieniły się po migracji do Gujany w kary izolacyjne i ciągłą inwigilację, polegającą nawet na cenzurze korespondencji i nakazywaniu dopisywania do listów treści sławiących idylliczne życie w Jonestown.

„Co się stało w Jonestown” to wreszcie relacja początku końca sekty i rozwoju paranoi Jonesa, która doprowadziła do przeprowadzki do Ziemi Obiecanej – wioski założonej w gujańskiej dżungli, która miała stać się socjalistyczną utopią. Guinn przedstawia możliwie najdokładniej ostatnie tygodnie przed tragedią i tło wydarzeń z życia sekty, które do niej doprowadziły. Ostatnie rozdziały to przerażający opis dokonywania zbiorowego samobójstwa, które w wielu przypadkach nosiło już znamiona zabójstwa – podano cyjanek dzieciom i starszym, schorowanym członkom. Guinn zauważa, że „nie ma nic humanitarnego w śmierci od cyjanku. Jego jedyną zaletą jako metody samobójstwa jest absolutna śmiertelność przy zażyciu dostatecznej dawki”[8]. Rodzice patrzyli na umierające w konwulsjach dzieci, aby za chwilę do nich dołączyć.

„Co się stało w Jonestown” to rzeczowy, oparty na wielu źródłach i ich drobiazgowej analizie, wyczerpujący i obszerny reportaż. Guinn przedstawia fakty w wyważony i obiektywny sposób. Odwołuje się do ogólnodostępnych materiałów, unika plotek i szukania sensacji. Wyciąga logiczne wnioski, opisuje zdarzenia w ciągu przyczynowo – skutkowym, a podawane przez niego informacje posiadają odwołania do źródeł w przypisach. Jednocześnie reportaż przyjmuje łatwo przyswajalną formę, Guinn posługuje się prostym językiem i klarownym stylem. Stara się nie przytłaczać czytelnika faktami, a kolejne rozdziały są często ujęte w sposób problemowy.

„Co się stało w Jonestown” czyta się z rosnącym zainteresowaniem, tekst pozbawiony jest teorii spiskowych i sensacyjnego stylu, przykuwa uwagę rzeczowością i dążeniem autora do jak najszerszego przedstawienia faktów. To nie jest tendencyjny dokument o sekcie i jej naiwnych członkach, Guinn podkreśla, że „nikt nie przystępował do Świątyni Ludu z zamiarem krzywdzenia lub zniewolenia kogokolwiek”[9], a Jones „przyciągał wiernych przez odwoływanie się do najlepszej strony ich natury”[10]. Warto sięgnąć po ten reportaż, aby przekonać się, że nic nie jest czarne albo białe, a ocenia działalności Świątyni Ludu może nie być wcale prosta.

Ocena recenzenta: 5,5/6

[1] Jeff Guinn, „Co się stało w Jonestown?”, tłum. Katarzyna Bażyńska – Chojnacka, Wydawnictwo Poznańskie 2020, str. 291.
[2] Tamże, str. 55.
[3] Tamże, str. 159.
[4] Tamże, str. 160.
[5] Tamże. str. 188.
[6] Tamże, str. 282.
[7] Tamże, str. 143.
[8] Tamże, str. 652.
[9] Tamże, str. 255.
[10] Tamże, str. 686.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 712
Dodaj komentarz
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: