Dodany: 2020-10-12 18:05|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Tak ruszyła antyszczepionkowa lawina


Recenzja oficjalna PWN

Recenzent: dot59

Jestem z pokolenia, które nie załapało się jeszcze na wszystkie dostępne dziś szczepionki, dlatego miało wątpliwą przyjemność przechorować ospę wietrzną, odrę, świnkę i różyczkę (niejednokrotnie z powikłaniami: ktoś przeleżał parę tygodni w szpitalu, na przemian mdlejąc i wymiotując, ktoś ogłuchł na jedno ucho, ktoś stracił możliwość posiadania potomstwa, ale bywało i gorzej, gdy zdrowy i sprawny nastolatek, którego rodzice już prawie zapomnieli, że jako małe dziecko miał odrę, zaczynał tracić pamięć, gorzej pisać, potykać się na równej drodze, a rok czy dwa potem leżał jak kłoda, reagując tylko na ból i, jak to wówczas mówiono, „robiąc pod siebie”, póki go nie zabiło zapalenie płuc, częste u osób w takim stanie). Roczniki tuż przede mną doświadczyły też grozy tak zwanego paraliżu dziecięcego, czyli choroby Heinego-Medina: przez cały okres mojego dzieciństwa na ulicach widywało się dzieci wsparte na kulach i z trudem stawiające nogi opięte ciężkimi skórzano-żelaznymi konstrukcjami, sięgającymi od stopy aż do biodra, a po tych, które miały mniej szczęścia, pozostały tylko tabliczki na cmentarzu. Tak jak po nigdy niepoznanych ciociach i wujkach, których w pierwszej połowie minionego stulecia zabił dyfteryt, koklusz lub zapalenie opon mózgowych. Wiedziałam to wszystko, ale nie zdawałam sobie sprawy z ogromu dobra, jaki ludzkości przyniosły szczepienia, póki gdzieś w połowie szkoły podstawowej nie przeczytałam „Mędrca szkiełka” Fedorowskiego, cieniutkiej książeczki traktującej o wielkich zdobyczach medycyny, a zaraz potem „Łowców mikrobów” de Kruifa. I od tej pory do dziś nikt i nic nie jest w stanie mnie przekonać, że szczepienia są bardziej szkodliwe, niż choroby, którym zapobiegają.

A jednak całe rzesze ludzi, coraz liczniejsze nawet w krajach o bardzo wysokim poziomie edukacji i świadomości społecznej, odmawiają zaszczepienia swoich dzieci – czasem tylko wybranymi szczepionkami, ale częściej jakąkolwiek z nich – i organizują demonstracje przeciw gwałceniu praw człowieka i obywatela ustawowym obowiązkiem uodpornienia najmłodszej generacji. Zdarzyło mi się nawet w jednym z ambitniejszych magazynów dla kobiet przeczytać wypowiedź lekarza (!!!), który zamiast szczepień zalecił własnym wnukom dietę makrobiotyczną. Szkoda, że dziennikarka, będąca najwyraźniej także pasjonatką medycyny alternatywnej, nie była na tyle dociekliwa, by go zapytać, czy poprzestałby na diecie również w razie ugryzienia któregoś z nieszczęsnych malców przez wściekłe zwierzę...

Skąd się wziął ten masowy obłęd, żeby nie powiedzieć: zidiocenie? No, cóż, mniej więcej stąd, skąd wszelkie inne zjawiska tego rodzaju: musi być jakiś guru, który wzorem legendarnego magika skutecznie tumani i przestrasza masowych odbiorców, nierozumiejących poszczególnych elementów jego pokazu, za to skwapliwie chłonących najbardziej absurdalną, a chwytliwie podaną tezę (na przykład, że Ziemia jest płaska, zaś woda napromieniowana wzrokiem cudotwórcy za pośrednictwem ekranu telewizyjnego uzdrawia z wszelkich niemocy). W zasadzie szerzenie podobnych bzdur powinno raczej śmieszyć, ale… o ile można się śmiać z piewcy płaskości naszej planety i jego wyznawców, którzy nikomu tym krzywdy nie zrobią, to szarlatana, którego bałamuctwa prędzej czy później kogoś wpędzą do grobu, raczej bać się należy…
Może szkoda, bo gdyby poważne gremia naukowe zaraz z samego początku spróbowały zabić śmiechem niejakiego doktora Andrew Wakefielda, a przynajmniej gdyby wnikliwiej wejrzały w jego sztandarowe dzieło, po Europie nie krążyłaby dziś odra, na razie w postaci małych lokalnych epidemii, ale jeszcze wszystko przed nami, bo i sam Wakefield, i rozpowszechniona przez niego teza (o której za chwilę) żyją i mają się dobrze.

Kariera tego, dziś już byłego, lekarza zmierzała początkowo w kierunku chirurgii; dość szybko jednak „odkrył, że nawet najbardziej bohaterskie cięcie i szycie nie dawało mu tego, czego potrzebował w życiu. Resekcja jelit robiła różnicę pacjentom. Ale jego marzenia wyrastały ponad to”[1]. Wakefield chciał światowej sławy, a – powiedzmy sobie szczerze – nawet w czasach pionierów medycyny zabiegowej niewielu chirurgom udawało się takową zyskać, cóż dopiero później, gdy wynalezienie nowej odkrywczej metody dowolnej operacji graniczyło z cudem, zaś sukces zabiegu począł zależeć w równym stopniu od ręki operatora, co materiałów i narzędzi, jakie mu dano do dyspozycji. Czy znamy chirurga-noblistę? Nie? No, właśnie, bo medyczne Noble idą do ludzi, którzy całe życie spędzają nad probówkami i mikroskopami. Taką też drogę obrał sobie doktor Wakefield, postanawiając udowodnić związek wirusa odry z chorobami zapalnymi jelit, później wiążąc owe choroby z autyzmem dziecięcym, a wreszcie decydując, że za jedne i drugie należy obwinić wirus szczepionkowy, nie naturalny (z naturalnym byłoby zresztą niełatwo, bo wówczas na skutek szczepień zachorowania na odrę niemal całkowicie wygasły). Dzięki paru szczęśliwym zbiegom okoliczności udało mu się doprowadzić do publikacji na łamach prestiżowego czasopisma „The Lancet” pewnej pracy, otwarcie sugerującej, „że może istnieć związek między szczepionką przeciw odrze, śwince i różyczce (…) a zapalną chorobą jelit i autyzmem”[2]. Cóż to była za woda na młyn mediów! A wiadomo, że ludzie znacznie mniej skłonni są wierzyć zaleceniom lekarskim, nawet otrzymanym od osoby, która zęby zjadła na codziennej praktyce, niż rozmaitym hipotezom, rzucanym przez żądnych sensacji dziennikarzy i innych celebrytów. No i poleciał kamyczek, wprawiający w ruch antyszczepionkową lawinę… (dodajmy, że siła pędu tej lawiny całkiem nieźle nakręcała maszynerię do napełniania kieszeni prawników, chcących od firm farmaceutycznych uzyskać odszkodowania dla rodziców autystycznych dzieci, i drugą podobną, przez którą na konto samego Wakefielda spływały pieniądze za wymyślną diagnostykę).

Po paru latach za analizowanie tego fenomenu zabrał się dziennikarz „Sunday Times”, Brian Deer, który miał już do czynienia z podobną sprawą, dotyczącą innej szczepionki i jej stosunkowo rzadkiego działania ubocznego. Zajęło mu to kilkanaście lat, a zakończyło się, jak już wiemy, wycofaniem z archiwum „Lancetu” niesławnej publikacji, przygotowanej z pogwałceniem praktycznie wszystkich zasad dobrej praktyki badań naukowych, i odebraniem Wakefieldowi prawa wykonywania zawodu lekarza na terenie Zjednoczonego Królestwa. I tylko histeria antyszczepionkowa ani trochę się nie cofnęła…

Owocem benedyktyńskiej pracy Deera jest niniejsza książka, licząca ponad czterysta stron dość drobnym drukiem. Z konieczności jest to opowieść cokolwiek monotonna, co nie znaczy, że nie bywa przy tym i ciut chaotyczna ze względu na niekoniecznie chronologiczny tok i pojawiające się w tekście coraz to nowe nazwiska; momentami trzeba się cofnąć o kilka lub kilkanaście stron, by się połapać, kto, co, gdzie i kiedy (ale gdy się już połapiemy, zauważymy nawet, że jedno z tych licznych nazwisk w pewnej chwili zostało przeinaczone: zaangażowana w sprawę narzeczona pewnego prawnika, nosząca nazwisko Limb, ni stąd, ni zowąd została „Kirsten Link”[3]). Na cytat z listu pewnej lekarki do Wakefielda – „dziękuję, że poprosił pan o możliwość zbadania tego chłopca”[4] natkniemy się w tekście aż trzykrotnie, dwa inne urywki z podobnych dokumentów pojawiają się po dwa razy.

Jest więc ta lektura ździebko męcząca, ale warto ten trud podjąć, by sobie uprzytomnić, że:
- po pierwsze, wielkich odkryć w medycynie dokonują niekoniecznie ci ludzie, których największym marzeniem jest sława; prawdziwy odkrywca dopuszcza myśl, że gdzieś mu się wkradł błąd, a zanim tego nie sprawdzi, nie będzie swojej hipotezy forsował. Zaś człowiek żądny sławy własnych błędów albo nie zauważa, albo zauważa… i nic z nimi nie robi, bo przecież dane uzyskane w wyniku ich popełnienia tak pięknie pasują do założeń!
- po drugie, jeśli w wątpliwą teorię angażuje się masa ludzi i gotowa jest jej bronić do upadłego, to nie zawsze chodzi o dobro nauki; częściej jednak o pieniądze, nawet gdy mają one spłynąć głównie do jednej kieszeni (tego większość broniących nie wie – wie tylko, że właściciela tej kieszeni ktoś zamierza pokrzywdzić, a to przecież taki charyzmatyczny, uroczy człowiek…);
- po trzecie, odpowiedzialność za szerzenie wszelkiego autoramentu bredni ponoszą w mniejszym stopniu ich twórcy, niż środki masowego przekazu. Jakże pięknie ewoluuje w doniesieniach telewizyjnych z zaledwie jednego wieczoru informacja o „odkryciu” Wakefielda: zaczyna się od „postawiono dziś pytanie o bezpieczeństwo szczepionki…”, by przejść do „nowe badania pokazują możliwy związek z zapaleniem jelit, które może prowadzić do autyzmu”, a wreszcie do „stwierdzono, że może istnieć związek między popularną szczepionką dla dzieci a autyzmem”[5]. Gdyby miało to miejsce w czasach przed wynalezieniem radia i telewizji, dyskusja toczyłaby się przez lata głównie w prasie lekarskiej, może co najwyżej jakieś krótkie doniesienie znalazłoby się w dziale naukowym poważniejszej gazety, opatrzone sugestią, by czytelnik, zanim w nie uwierzy bez zastrzeżeń, zasięgnął rady swojego lekarza;
- po czwarte, oprócz kiepskiego dziennikarstwa, żywiącego się sensacją i rozgłosem, istnieje na szczęście i dziennikarstwo rzetelne, pozostające w służbie nauki i wiedzy, którego pięknym przykładem jest niniejsza publikacja.

[1] Brian Deer, „Wojna o szczepionki: Jak doktor Wakefield oszukał świat”, przeł. Katarzyna Bażyńska- Chojnacka i Piotr Chojnacki, wyd. Wydawnictwo Poznańskie, 2020, s. 27.
[2] Tamże, s. 89.
[3] Tamże, s. 165.
[4] Tamże, s. 59, 160 i 261.
[5] Tamże, s. 89.

Ocena recenzenta: 4,5/6


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 1291
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 17
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2020-10-13 13:41 napisał(a):
Odpowiedź na: Recenzja oficjalna PWN ... | dot59Opiekun BiblioNETki
Ruchy antyszczepionkowe to jedno z największych przekleństw dzisiejszych czasów. Są jednakowoż tylko jedną z "chorób towarzyszących" swoistym wirusom informacyjnym, święcącym takie tryumfy od parudziesięciu już lat: uwielbieniu dla homeopatii, naturopatii, teoriom spiskowym o 5G, chipach i GMO. Ewoluują w kolejne postacie pseudonaukowych poglądów, w tym do ruchów "odwołujących pLandemię", zrywających "kagańce" w czerwonych strefach, naśmiewających się z osób umierających na Covid-19 (sic! vide casus piłkarza Piotra Zielińskiego, który "sprzedał się jak Małysz i inni celebryci"). Czy ta książka może się przyczynić do zmniejszenia błędnych przekonań w społeczeństwie? Czy można z niej wysnuć wnioski, jak owe infowirusy powstają i jak się szerzą? Obawiam się, że niepoślednią rolę odgrywa ludzka skłonność do pokładania w czymś wiary - a przy tryumfującej laicyzacji życia i obśmiewaniu teizmów, miejsce w części mózgu łaknącej transcendencji zajmują miejsce nie tylko astrologie i neopogaństwo, ale i takie wadliwe przekonania o tym, jak działa świat i nauka.
Użytkownik: wwwojtusOpiekun BiblioNETki 2020-10-13 14:01 napisał(a):
Odpowiedź na: Ruchy antyszczepionkowe t... | LouriOpiekun BiblioNETki
Zobacz sobie niby-gierkę: https://www.goviralgame.com/books/go-viral/

Oparta o jakieś tam badania socjologiczne, czy psychologiczne. Całkiem niezła nauka szerzenia pseudonauki.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2020-10-13 14:57 napisał(a):
Odpowiedź na: Zobacz sobie niby-gierkę:... | wwwojtusOpiekun BiblioNETki
Well
done!
Your
score:

21,965
Top 34%

You did better than 66% of Go Viral! Players!


Tiaa, niestety to gra dobra dla antypseudonaukowców albo osób zdolnych do autorefleksji, nie sądzę, by poprawiła sytuację w mediach społecznościowych :/
Użytkownik: wwwojtusOpiekun BiblioNETki 2020-10-13 15:15 napisał(a):
Odpowiedź na: Well done! Your sco... | LouriOpiekun BiblioNETki
Pewnie nie zmieni wiele, ale znając mechanizmy, można się z czasem uodpornić albo zobaczyć niby niewinne linki inaczej.
Użytkownik: Losice 2020-10-13 14:12 napisał(a):
Odpowiedź na: Ruchy antyszczepionkowe t... | LouriOpiekun BiblioNETki
"a przy tryumfującej LAICYZACJI życia i obśmiewaniu teizmów, miejsce w części mózgu łaknącej transcendencji zajmują miejsce nie tylko astrologie i neopogaństwo, ale i takie wadliwe przekonania o tym, jak działa świat i nauka."

Rzeczywiście uważasz, że laicyzm jest źródłem "zepsucia świata" ??

Dla przypomnienia :
"Laicyzm (z fr. laïcisme) – koncepcja związana z zasadą rozdziału państwa od Kościoła i braku wpływów religijnych na sprawy państwowe. Laickość (z fr. laïcité) gwarantuje prawo do swobodnego wyznawania religii i wszystkie wyznania traktuje jako równe."

Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2020-10-13 14:29 napisał(a):
Odpowiedź na: "a przy tryumfującej LAIC... | Losice
Nie jest to dokładna trawestacja mojej tezy, ale uważam, że potrzeba wiary w COKOLWIEK jest cechą głęboko ludzką i kiedy odbiera się człowiekowi obiekt wiary (ośmieszając go, czyniąc go "niemodnym", przekonując o jego powiązaniu z jakimiś negatywnymi zjawiskami społecznymi), to, próbując zapełnić sobie tę pustkę, przyjmuje często magiczne wyjaśnienia rzeczywistości, płynące z pseudonauk.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2020-10-13 17:12 napisał(a):
Odpowiedź na: Ruchy antyszczepionkowe t... | LouriOpiekun BiblioNETki
Wiesz, z tym przyczynianiem się do zmniejszenia błędnych przekonań, to na ogół nie jest takie proste - bo raz, że człowiek silnie do czegoś przekonany prawdopodobnie w ogóle nie sięgnie po literaturę przedstawiającą opcję przeciwną (tak jak ja nie sięgam po tematykę parapsychologiczną, astrologiczną etc.), a dwa, że gdyby nawet sięgnął, to z konieczności pozycja udowadniająca błędy naukowe nie jest napisana w sposób tak chwytliwy, jak nius w portalu dla tzw. ogółu (autor na przykład opisuje, na czym polegał błąd doboru próby, jak działa aparatura, której używano do udowadniania obecności wirusa, i w jaki sposób mogło dojść do zafałszowania wyników etc. etc.), gdzie walą w oczy sformułowaniami w rodzaju "za autyzm twojego dziecka może odpowiadać szczepionka" albo "jeśli źle sypiasz i cię strzyka w kościach, to najpewniej masz boreliozę, adres lekarza, który ci to pomoże udowodnić, jest taki a taki".
Natomiast co do obrazowania, jak się szerzą fałszywe wiadomości, to trochę wspomniałam w recenzji; w tym wypadku główną rolę odegrała prasa i telewizja, nie internet, bo on wtedy jeszcze nie był tak popularny (w wydawnictwie, w którym pracowałam, mieliśmy jeden komputer z modemem na trzy zespoły, w UK pewnie sytuacja była lepsza, ale na pewno nie było tak jak dziś, że 80% ludzi zaczyna dzień od przeglądania wiadomości w smartfonie).
Użytkownik: yyc_wanda 2020-10-13 21:17 napisał(a):
Odpowiedź na: Recenzja oficjalna PWN ... | dot59Opiekun BiblioNETki
Dla nas, laików, ogromny napływ medycznych informacji i często wzajemnie wykluczających się tez jest powodem wiecznej konsternacji. Może nie byłoby tak dużej opozycji, gdyby szczepionki ograniczały się do groźnych chorób zakaźnych. Ale kiedy liczba szczepionek zalecanych maluchom stale rośnie a jednocześnie rośnie na dużą skalę liczba chorób wcześniej rzadko spotykanych, ludzie zaczynają szukać powiązań.
Dla mnie ostrzeżeniem są szczepionki na grypę. Naprawdę potrzebne? Znam wiele osób, które zaraz po zaszczepieniu były chore i to nie na lekką grypę, ale taką z którą przyszło im się zmagać przez 2-3 tygodnie. Wiele z nich zadeklarowało – nigdy więcej żadnych szczepionek. Więc może to jest jedną z przyczyn ruchu antyszczepionkowego?
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2020-10-13 22:08 napisał(a):
Odpowiedź na: Dla nas, laików, ogromny ... | yyc_wanda
Nawet i lekarze nie są chronieni przed wprowadzającymi w konsternację sprzecznościami - bo są tak zwane różne szkoły, i potem absolwent akademii medycznej z miejscowości A na tym samym zdjęciu widzi takie a takie zmiany, a ten z miejscowości B inne albo żadne; albo idzie dziecko z krzywym kręgosłupem do dwóch ortopedów po kolei (nie, żeby pierwszego sprawdzać, tylko przypadkiem tak wychodzi) i na to samo ma zalecone zupełnie różne ćwiczenia rehabilitacyjne.
Ten artykuł Wakefielda też zresztą wielu lekarzy miał prawo omamić, bo przecież był podpisany przez wielu autorów, opublikowany w czasopiśmie z tradycją i cenzusem - no to jak oni mieli przypuszczać, że czasopismo puściło taki humbug?

Z tym wzrostem liczby chorób rzadko spotykanych to też niekoniecznie musi być obiektywna prawda, bo one po prostu wcześniej nie były rozpoznawane - autyzm na pewno istniał i wcale nie był rzadki, tylko go po prostu uważano za upośledzenie umysłowe. Czy na przykład te choroby zapalne jelit, o których w książce też mowa - zaczęto je rozpoznawać dopiero, jak można było wykonywać endoskopie i pobierać wycinki, a wcześniej wszystko wrzucali do jednego worka pt. "katar kiszek" (pamiętam jakieś takie rozpoznanie z literatury).

Jasne, że jeśli ktoś miał jakieś powikłania po szczepieniu, to będzie do szczepionek podchodził sceptycznie. Ale z drugiej strony, praktycznie każdy lek może wywołać powikłania - ja po banalnym biseptolu miałam dość paskudne, a po sterydzie do nosa to już nikomu nie życzę czegoś podobnego - a przecież mimo nich nie tracimy zaufania do wszelkich leków, co najwyżej do tego jednego czy dwóch...
Użytkownik: Kuba Grom 2020-10-13 23:21 napisał(a):
Odpowiedź na: Nawet i lekarze nie są ch... | dot59Opiekun BiblioNETki
To, że był to humbug było widać dopiero po dogrzebaniu się do utajnionych przez głównego autora danych oryginalnych. Potencjalny wpływ szczepionek na stany zapalne to nie jest temat nieznany nauce, więc Wakefield nie wypadał na tym tle jakoś wyjątkowo. W normalnej sytuacji po takiej publikacji zaczęłyby się dyskusje naukowe oraz próby replikacji wyników. Tutaj nie było na to czasu, bo Wakefield od razu zaczął ogłaszać w mediach daleko idące wnioski wynikające z jego badania, których akurat w artykule nie umieścił. Czytałem kiedyś kopię tej pracy i była napisana dosyć ostrożnościowo.

Inna sprawa, że te czołowe czasopisma czasem przepuszczają artykuły na kontrowersyjne tematy licząc na to, że skłoni to świat naukowy do poszukiwania odpowiedzi na pytania, którymi mało się zajmowano. Tak było z artykułem o arseno-organicznym życiu, który potem musiano wycofywać, albo z publikacją o nadświetlnych neutrinach.
Użytkownik: Anna125 2020-10-13 23:30 napisał(a):
Odpowiedź na: Recenzja oficjalna PWN ... | dot59Opiekun BiblioNETki
Dla mnie rozdział instytucjonalnego kościoła od państwa jest naturalny, kiedy jest inaczej, boję się - czytam teraz Kalwasa.
Wiele spraw obecnie mnie nurtujących, poruszasz dot59! I sławę, i biznes, i media.
I ja mam ciągle nadzieję!
Użytkownik: Krzysztof 2020-10-18 17:29 napisał(a):
Odpowiedź na: Recenzja oficjalna PWN ... | dot59Opiekun BiblioNETki
Świetnie napisana recenzja. Także dlatego, że zza słów widać Ciebie. Szczerze gratuluję, Doroto.
Z wymową tekstu zgadzam się bez zastrzeżeń. Tego rodzaju dziwnych, raczej dziwacznych, zachowań ludzkich można wskazać więcej. Ostatnio jakby więcej się ich pojawiało niż wcześniej.
Cóż, łatwiej zapoznać się z artykulikiem internetowym opatrzonym w nagłówku informacją „ten tekst przeczytasz w 2 minuty”, niż z poważną i niełatwą pracą. Łatwiej uwierzyć w krzykliwe, chwytliwe tytuły, niż zagłębiać się w tajniki sztuki medycznej.
A ludzie chcą, żeby było łatwiej i żeby wskazać im proste wyjaśnienia.
Użytkownik: benzman 2020-11-01 15:09 napisał(a):
Odpowiedź na: Recenzja oficjalna PWN ... | dot59Opiekun BiblioNETki
Droga Autorko tej recenzji!
Nie jestem żadnym "antyszczepionkowcem", ale jeśli by te szczepionki były rzeczywiście takie dobre (po prostu gdyby nie szczepienia to zwyczajnie byśmy wymarli) to czy nie naturalnym być powinno, że każdy człowiek szczepił by się bez mrugnięcia okiem? Nie odbieraj mi inteligencji proszę.... Wiem jak się rozwijały moje dzieci dopóki były szczepione, a jak odkąd nie szczepimy. Nie wspomnę o NOPach, o których się zorientowaliśmy dopiero później, jak zaczęliśmy analizować zdrowie naszych dzieci. Wspomniałaś na pewne choroby z przeszłości. A co powiesz o chorobach dzisiaj. O tych wszystkich nowotworach, cukrzycach, chorobach sercowych i tych wyszydzanych przez wszystkich doktorów neurologicznych?? Z tego naukowego tak coraz bardziej nam znanego kosmosu spadły chyba....To na pewno nie po szczepieniu....tego się właśnie można dowiedzieć od lekarza, kiedy idzie się do niego z problemem zdrowotnym dziecka zaraz po zaszczepieniu. Koniec basta! Ludzie, jak chcecie to się zaszczepcie 100tką różnych szczepionek w roku, nie mam nic przeciwko. Mnie nie ZMUSZAJCIE, ani innych, którzy tego nie chcą. Zadałaś sobie chociaż raz trud przeczytania CHPL którejkolwiek szczepionki? Z czego ona się składa, jakie są przeciwwskazania, zalecenia i przede wszystkim jak powinno być wykonane badanie kwalifikacyjne przed szczepieniem? A jak to wygląda w rzeczywistości? No właśnie.....Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia.

PS proszę rzetelnie poznać temat, książka (a w szczególności ta) nie jest wyrocznią naukową, żadnym autorytetem.

PS2 To nie tylko dr. Wakfield o tym pisze i to głosi. Prawda jest taka, że jest ich bardzo dużo odważnych (bo za takie głosy z miejsca jest odbierana możliwość wykonywania zawodu), prawdziwych lekarzy, którzy chcą wyleczyć swoich pacjentów. Temat bardzo skomplikowany i długi. Jednak pamiętajmy, że wszyscy jesteśmy ludźmi i równocześnie wszyscy jesteśmy inni (mam na myśli nasze organizmy). Muszę kończyć. Jeszcze raz pozdrawiam.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2020-11-01 15:43 napisał(a):
Odpowiedź na: Droga Autorko tej recenzj... | benzman
A czy Ty zapoznałeś się kiedyś ze składem chemicznym jabłka? Bo może też przestaniesz je jeść.

Wybacz, ale powyższe argumenty są już tak zgrane, że na forach dyskusyjnych czy fp o szczepieniach i pseudonauce post powyższy wywołałby jedynie reakcję "piąte okrążenie internetów" - zabrakło jeszcze pomysłów nt. epidemii nowotworów u dzieci i czegoś o szczepionkach skojarzonych. Słaby bait.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2020-11-01 16:37 napisał(a):
Odpowiedź na: Droga Autorko tej recenzj... | benzman
Cóż... ustosunkuję się tylko do wybranych kwestii, bo nie mam zamiaru polemizować z tezą, że wszystkie zło świata tego pochodzi ze szczepionek. Kto chce, to niechaj wierzy, kto nie chce, niech nie wierzy, czas pokaże, kto miał rację.
Zatem:
1. "Zadałaś sobie chociaż raz trud przeczytania CHPL którejkolwiek szczepionki? (...) Proszę rzetelnie poznać temat". Tu akurat trafiłeś jak kulą w płot, bo zadałam sobie. Niejeden raz. Od A do Z. Jak również rzetelnego poznania tematu. Wybacz, że się nie wylegitymuję na forum - musi Ci wystarczyć zapewnienie, że nie mam zwyczaju kłamać.
2. "książka (a w szczególności ta) nie jest wyrocznią naukową, żadnym autorytetem" - zgadzam się, nie jest. Jest dokumentem zbadania historii oszustwa, z którego chciano zrobić wyrocznię naukową.
3. "jest ich bardzo dużo odważnych (...), prawdziwych lekarzy, którzy chcą wyleczyć swoich pacjentów" - bez uciekania się do jakże szkodliwych szczepień, jak rozumiem. To ja tym prawdziwym lekarzom życzę sukcesów zwłaszcza w zapobieganiu wściekliźnie. Pierwszy, któremu się to uda, otrzyma bez wątpienia nagrodę Nobla.
Użytkownik: benzman 2020-11-03 21:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Cóż... ustosunkuję się ty... | dot59Opiekun BiblioNETki
Witam. Fajnie, że zechciałaś odpowiedzieć na mój jakże infantylny i płaskoziemski post. Szanuję Twoje zdanie. Mam nadzieję, że Ty również uszanujesz moje prawo do decydowania o sobie a także, które informacje są godne zaufania a które nie. Zwróć tylko uwagę, że moja postawa daje Ci swobodę wyboru, Twoja nie daje mi tej swobody. W imię czego? Tak jak wcześniej napisałem - nie jestem "antyszczepionkowcem". Ale chciałbym mieć wybór w decydowaniu o swoim życiu. Bo nie ma badań, a jeśli są to chętnie się z takimi badaniami zapoznam, że którakolwiek szczepionka na którąkolwiek chorobę wyeliminowała ją całkowicie. Naszej różnicy zdań myślę, że nie ma co przeciągać, bo przecież żadne swojego zdania nie zmieni. Pozdrawiam serdecznie
Mariusz
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2020-11-03 23:03 napisał(a):
Odpowiedź na: Witam. Fajnie, że zechcia... | benzman
Nie posądzam Cię o wiarę w płaski kształt Ziemi, zresztą moim zdaniem to tylko nieszkodliwe dziwactwo.
Szkoda, że nie masz ochoty na dalszą rozmowę, bo zaciekawił mnie fakt, że nie dotarły do Ciebie informacje o całkowitym wyeliminowaniu ospy prawdziwej (o ile się nie mylę, wirus jako taki być może jest jeszcze przechowywany dla celów naukowych w jakichś wybranych laboratoriach, natomiast zachorowania wygasły stopniowo, w miarę jak coraz większa liczba ludzi była szczepiona). Jeśli zaś chodzi o wzmiankowaną wściekliznę, to od kiedy istnieje szczepionka, czyli od dobrze ponad 100 lat, zachorowują na nią (i w konsekwencji umierają) wyłącznie osoby, które po pogryzieniu przez wściekłe zwierzę szczepionki nie dostały. W przypadku chorób przenoszonych drogą oddechową (jak odra, błonica) lub pokarmową (jak Heine-Medina) całkowite wygaśnięcie zachorowań można by uzyskać tylko przy odpowiednio dużym odsetku osób zaszczepionych w całej populacji, a to jest trudne do osiągnięcia - nie wszystkie kraje refundują swoim obywatelom nawet podstawowe świadczenia profilaktyczne. No i nie wszyscy obywatele chcą się im poddawać, choćby dlatego, że nie chcą, żeby im ktoś cokolwiek narzucał. Tylko, że jeśli ktoś decyduje się np. nie zmierzyć sobie nigdy ciśnienia, ryzykuje tylko własnym zdrowiem; natomiast osoba nieszczepiona, zachorowawszy, może stwarzać śmiertelne zagrożenie również dla innych (na przykład nieszczepionych jeszcze niemowląt, u których banalny krztusiec, czyli koklusz, bywa śmiertelny. Albo osób z nieprawidłową odpornością).
Co do badań w kwestii wspomnianych na początku ospy i wścieklizny, mogę poszukać, gdybyś był zainteresowany.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: