Dodany: 2014-06-04 16:12|Autor: misiak297

Książka: Nutria i Nerwus
Musierowicz Małgorzata

2 osoby polecają ten tekst.

Love story Nutrii


[w recenzji odwołuję się do szczegółów fabuły i zakończenia]


Rok 1994. Trzy siostry Borejko są już szczęśliwie zamężne. Gabriela ma swojego Grzegorza i po raz trzeci zaznaje uroków macierzyństwa, Ida - żona Marka - spodziewa się dziecka, Patrycja to świeżo upieczona mężatka, dzieląca skromny kąt z Florianem, który odtąd z każdym swoim jeżycjadowym wystąpieniem będzie tracił na "Baltonowatości". Pora ułożyć życie trzeciej w kolejności Borejkównie - introwertycznej, niepewnej Natalii, zwanej Nutrią.

Natalia jest może najciekawszą - a na pewno najbardziej złożoną - z córek Ignacego i Mili. Można powiedzieć, że od początku nieco odstaje od swej rodziny. Jako dziecko mówiła o sobie w rodzaju męskim, chcąc zrekompensować Ignacemu Borejce brak syna. Znacznie później porzuciła ten wizerunek. Bardziej romantyczna niż praktyczna (inaczej niż większość Borejków), nie odznacza się też tak żywym usposobieniem, jak jej siostry, jest raczej introwertyczna, wycofana, tajemnicza. Ma skłonność do nieudanych związków i kłopotliwych zauroczeń (żonaty adiunkt, despotyczny Tunio, a później m.in. wybuchowy Filip). Zresztą ta różnica między nią a siostrami jest wyraźnie zaznaczona. Oto jak sama Nutria charakteryzuje Gabę, Idę i Patrycję:

"Jak dotąd radziły sobie świetnie (...) - odważne, energiczne każda na swój sposób, pełne temperamentu i siły, takie zdecydowane! (...) Zupełnie wspaniałe (...) Szkoda, że nie jestem do nich podobna"[1].

"Nutria i Nerwus" rozpoczyna się wybuchem bohaterki niczym hitchcockowskim trzęsieniem ziemi. Spokojna do tej pory dziewczyna gwałtownie odrzuca oświadczyny Tunia znanego z powieści "Małomówny i rodzina". Długo tłumione emocje wreszcie dają o sobie znać. Natalia, pragnąc przemyśleć własne sprawy, wyjeżdża na wakacje z nastoletnimi siostrzenicami - Pyzą i Tygryskiem. Nie ma co ukrywać - jest to rodzaj ucieczki przed rzeczywistością. Biedna Nutria nie wie, że jej tropem podąża rozwścieczony Filip Bratek, przyrodni brat jej niedoszłego męża. Nerwus - jak zostaje ochrzczony - chce pomścić odrzuconego Tunia. Tak zaczyna się smakowita komedia omyłek z obowiązkowo pomyślnym i łatwym do przewidzenia finałem. Tylko czy Nutria i Nerwus będą żyli długo i szczęśliwie? Fani Jeżycjady znają odpowiedź na to pytanie - i pewnie, tak samo jak ja, wściekają się niczym tytułowy bohater.

Nie jest żadną tajemnicą, że Małgorzata Musierowicz zanurza większość tomów swego słynnego cyklu w literackim sosie. Niemal we wszystkich trawestuje baśń o Kopciuszku, ale sporo też bardziej wyrafinowanych odniesień. Oto kilka przykładów: "Ida sierpniowa" jest częściowo powiązana z "Dziwnymi losami Jane Eyre" Charlotte Brontë, "Brulion Bebe B." to wariacja na temat Mickiewiczowskich "Dziadów", w "Dziecku piątku" nie brak nawiązań do "Balladyny" Słowackiego, a "Córka Robrojka" stanowi właściwie polską wersję "Pięknej i bestii". Nie inaczej jest w przypadku "Nutrii i Nerwusa", powieści wpisanej całkiem otwarcie w Szekspirowski "Sen nocy letniej". Panuje tu magiczna aura, zasypianie jest ważnym elementem fabuły, pierwowzory przewrotnie sportretowanych postaci możemy odnaleźć u Szekspira (Laura wciela się w rolę figlarza Puka). Jednak nie jest to jedyny dramat słynnego stratfordczyka, do którego odwołuje się tu Musierowicz. Nie brak również odniesień do "Makbeta" (Gabriela, Ida i Patrycja przygotowują zupę gazpacho niczym trzy wiedźmy magiczny eliksir) oraz - naturalnie - "Romea i Julii" (z tym że pokłóceni są kochankowie, nie ich rodzice). A to wszystko umiejętnie przyozdobione żywą narracją, sprawnie poprowadzoną akcją, świetnymi dialogami, barwnymi opisami i dużą dawką humoru.

Jednak nie wszystko jest tu tak harmonijne, jak skomponowana w oparciu o "Sen nocy letniej" piosenka Natalii czy utwory muzyczne, których namiętnie słucha Nerwus. Płynną opowieść przerwie czasem jakiś nieprzyjemny zgrzyt, bezlitośnie raniący uszy (żeby pozostać przy muzycznej metaforyce). Oto dwa przykłady takich przykrych dysonansów.

Ciężko chora Gaba z uśmiechem lekceważy lekarskie zalecenia. Musierowicz zapewne chciała pokazać, jaki z tej Gabrieli anioł (imię zobowiązuje). Nawet w takiej chwili w ogóle nie myśli o sobie! Cóż, wyszło zupełnie inaczej: zdumiewa bezmyślność i - nazwijmy rzecz po imieniu - głupota najstarszej Borejkówny, narażającej własne życie:

"Miałaś nie chodzić - przestraszyła się Natalia. Gabę wciąż nosiło po domu, jakby nie rozumiała, że jest poważnie chora i że ten zakrzep może się naprawdę urwać w każdej chwili i spowodować jej natychmiastowy zgon. (...)
- E, tam - rzuciła beztrosko Gabriela, która nigdy nie wierzyła, że może być naprawdę chora. - Przecież to już dawno się zagoiło.
Dziwnie było na nią patrzeć, na tę zawsze szybką, wysportowaną i energiczną Gabrysię, jak teraz siada bokiem, krzywiąc się z bólu"[2].

Równie nieudana jest scena spotkania Nutrii, Pyzy i Tygryska z niejaką panią Basią. Dzieje się to podczas podróży do Pobiedzisk. Musierowicz wykorzystuje ten moment, aby zemścić się na feministkach krytykujących jej powieści - stąd obecność karykaturalnej przyjaciółki Gabrieli. Miało może być śmiesznie, a wyszło niesmacznie. Nawet nie w tym rzecz, że pani Basia jawi się jako osoba antypatyczna i odpychająca. Jej bełkotliwa tyrada ośmiesza nie tylko bohaterkę, ale przede wszystkim ignorancję samej Musierowicz. Autorka Jeżycjady opisuje idee feministyczne rażąco schematycznie i stereotypowo. Cóż, kto literackim mieczem wojuje, czasem od literackiego miecza ginie. Oto wyimki z wypowiedzi pani Basi:

"Szkoda Gabrieli - zauważyła. - Inteligentna kobieta, ale mało samodzielna. (...) Kiedyś była to kobieta w miarę niezależna, kobieta, która umiała rzucić wyzwanie swojemu środowisku opuszczając męża (...) ale teraz woli tonąć w oceanie cnotliwej poczciwości, budując nową świątynię rodzinną czyli pułapkę dla swej indywidualności"[3].

Jednak największym błędem - o zgrozo - wydaje się ten popełniony już po wydaniu "Nutrii i Nerwusa" i złączeniu tytułowych bohaterów. Natalia i Filip nie znajdą się na ślubnym kobiercu, o nie. Porywczy, namiętny i nietuzinkowy Nerwus zbyt odstawał od innych absztyfikantów Borejkówien. Trzeba było nieszczęsną Nutrię zawrócić na jedyną słuszną drogę i oddać ją Robrojkowi (podobno maczał w tym palce Czesław Miłosz). No! Teraz Natalia upodobniła się do swoich sióstr! Z kolei stateczny Robrojek świetnie skomponował się (oczywiście w charakterze tła, bo w Jeżycjadzie mężczyźni po szczęśliwym ożenku zazwyczaj opuszczają główny plan) z nudnym Grzegorzem Strybą, nieobecnym Markiem Pałysem i spospoliciałym, banalnym Florianem Górskim, który z Baltoną przestał mieć cokolwiek wspólnego. To wymierzenie czytelnikowi ciosu poniżej pasa - stworzyć jedną z najciekawszych par w całym cyklu, a potem ją rozdzielić. Tak sobie myślę, że chyba najlepiej na tym jednak wyszedł Nerwus: on uniknął ciosu poniżej pasa czy - inaczej mówiąc - kastracji, jaką swego czasu Musierowicz zaserwowała nie mniej wyrazistemu Baltonie.

Cóż, Filip na szczęście pozostanie sobą...


---
[1] Małgorzata Musierowicz, "Nutria i Nerwus", wyd. Akapit Press, 2001, s. 114.
[2] Tamże, s. 15.
[3] Tamże, s. 144.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 3419
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 14
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2014-06-11 09:01 napisał(a):
Odpowiedź na: [w recenzji odwołuję się ... | misiak297
Oj, Misiaku, Misiaku, widzę, że to co dla mnie u Musierowicz jest najbardziej autentyczne, dla Ciebie jest niezmiennie świadectwem nieudolności autorki! Ty naprawdę nigdy nie spotkałeś osób, które nie umieją zaakceptować u siebie istnienia poważnej choroby, choćby tylko krótkotrwałej? Które po prostu uważają, że to jest niemożliwe, żeby im się przydarzyło coś naprawdę złego, i że lekarze przesadzają z tymi wszystkimi zaleceniami? Ja takich znam aż nadto, to na ogół nie jest bezmyślność i głupota, tylko zupełnie zwyczajne zjawisko psychologiczne zwane mechanizmem wyparcia. I dlatego bronię stuprocentowej autentyczności Gaby!

Podobnie zresztą z panią Basią - to, że istnieją u nas w kraju feministki rozsądne, nie wyklucza istnienia nawiedzonych "szermierek idei". Na dowód fragmenty wypowiedzi czytelniczki "Wysokich Obcasów" (nr 20 z 24 maja br.):
"W naszym kraju feministką może być studentka albo doktorantka, walcząca o prawo do aborcji i wygłaszająca radykalne hasła, albo stateczna matka dorosłych dzieci. (...) Ja, obracając się w środowisku feministycznym, podczas ciąży czułam się jak odmieniec. Moje znajome otoczyłyby mnie troską, gdybym chciała usunąć ciążę. A że była ona świadomym wyborem, mój brzuch był niestosowny, trochę tak jak sandały do skarpetek. Nagle okazało się, że o ciąży i macierzyństwie mogę rozmawiać tylko z "zacofanymi matkami", bo z koleżankami feministkami jedynie pitolenie o transpłciowości i o tym, czy piąta fala przerodzi się w szóstą".

A co do Filipa - ja już czytając "Jeżycjadę" po raz pierwszy, jeszcze bez znajomości tekstów krytycznych mogących ewentualnie wpływać na odbiór, od początku NIE widziałam w nim partnera dla Natalii. Gwałtowny, niestabilny Nerwus może budzić chwilowe zauroczenie, ale to nie jest człowiek, z którym kobieta o tak wrażliwej i kruchej konstrukcji psychicznej może spędzić życie. Może "poprawniej politycznie" byłoby, gdyby się jednak z nim związała i sprawa skończyłaby się po dwóch latach burzliwym rozwodem oraz np. leczeniem depresji, lecz na pewno równie prawdopodobnym i równie życiowym rozwiązaniem było odrzucenie go zawczasu. A Robrojkowi, nawiasem mówiąc najsympatyczniejszej męskiej postaci w całym cyklu, też się coś należy!
Użytkownik: aleutka 2014-06-11 15:54 napisał(a):
Odpowiedź na: Oj, Misiaku, Misiaku, wid... | dot59Opiekun BiblioNETki
Juz o tym rozmawialam z misiakiem bo zasadniczo sie z nim zgadzam w kwestii Gaby. Nie chodzi tu o sam fakt wyparcia. To jest rzeczywiscie mechanizm bardzo popularny u kobiet zwlaszcza i do Gaby pasuje jak rekawiczka. Ale nie moge sie oprzec wrazeniu, ze dla Musierowicz jest to nie tyle element charakterystyki postaci co wzorzec do nasladowania. Jesli nic nie robisz jest to grzech smiertelny, egoizm i co najgorsze. Stawianie siebie na pierwszym miejscu - nawet w sytuacji kryzysu zdrowotnego - jest be. Czesto idealizowane sa kobiety sie przepracowujace, a nie takie, ktore umieja porzadnie wypoczac albo powiedziec Do diabla z naczyniami, musze skonczyc Middlemarch. O nie. One musza miec wysprzatana kuchnie. I dopiero wtedy sa godne nasladowania. Jedyny tom, w ktorym zastosowany jest odwrotny zabieg to Szosta klepka. Tutaj Cesia sie buntuje i urzadza sobie prawdziwe wakacje w wiezy. Byc moze jest symptomatyczne, ze wiecej juz do Zakow nie wracamy (a w krotkich przeblyskach widzimy Cesie jako najprawdopodobniej sumiennie zapracowana pania domu. To jeden z moich zalow. Ja zawsze Cesie szalenie lubilam i mialam nadzieje, ze zostanie lekarka Jezycjady. Pediatra bylaby dobrym, z gromadka wlasnych dzieci. Ida byla pozniej, Cesi tez sie nalezy!!). Borejkowie stali sie wzorcem dominujacym. A przeciez to ze Mila laduje w szpitalu jest bezposrednia konsekwencja takiego wlasnie podejscia. Ale Mila najwyrazniej nie odrobila lekcji i powrocila do starych nawykow, pozwalajac Gabie powielac swoje bledy. Znowu - to sie zdarza. Tylko szkoda, ze Musierowicz tego tak nie widzi. Dla niej to potezna zaleta. Z tym mam problem.

Natomiast absolutnie zgadzam sie odnosnie pani Basi, czy jak tam bylo tej agresywnej feministce. Takie sie niestety zdarzaja i zetkniecia z nimi najlepiej sie pamieta bo takiego zacietrzewienia ideologicznego trudno zapomniec. Co mnie smieszy w tej scenie - zapewne wbrew intencji autorki - to uzycie slowa chromolic. Chromolic znaczy olewac, lekcewazyc, dla mnie widac, ze Musierowicz szukala zamiennika slowa pieprzyc, ktore byloby juz dla malej Laury zbyt ostre, no ale wybrala dosc niefortunnie. Chromolic jest zamiennikiem slowa na p, ale w innym znaczeniu :)

I zupelnie nie rozumiem jak misiak mogl pominac zmyslowosc tego tomu. On, ktory tak tropi tabuizowanie seksu w Jezycjadzie!
Użytkownik: misiak297 2014-06-11 16:08 napisał(a):
Odpowiedź na: Juz o tym rozmawialam z m... | aleutka
Dziękuję Ci, Aleutko, za wypowiedź. Mając na uwadze naszą ostatnią dyskusję, chciałem przytoczyć Twoje spostrzeżenia, które pokrywają się z moimi.

Nazwałem Filipa i Natalię jedną z najbardziej interesujących par Jeżycjady. Rzeczywiście szkoda, że nie podkreśliłem, że ta ich love story jest prawdziwą zmysłowością (napięcie między nimi jest wyraźnie erotyczne), a o to mi m.in. mi chodziło. Cóż, nadrobię to teraz:) Ależ to musiał być namiętny związek!
Użytkownik: misiak297 2014-06-11 16:21 napisał(a):
Odpowiedź na: Juz o tym rozmawialam z m... | aleutka
W post scriptum muszę dodać, że ogromnie lubię Laurę. To świetna postać, inteligentna, pełna temperamentu, ciekawie skonstruowana - szkoda, że Musierowicz tak ją literacko skrzywdziła. Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu.
Użytkownik: aleutka 2014-06-11 20:04 napisał(a):
Odpowiedź na: W post scriptum muszę dod... | misiak297
Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu

Ja uważam że Laura najbardziej została literacko skrzywdzona w Sprężynie. Ten cały wątek pod hasłem "jedno spojrzenie i miłość do grobowej deski" równocześnie mnie żenuje i wkurza, a nieudolne zabiegi Laury dążącej do spotkania z Adamem powodują wyłącznie zgrzytanie zębów. Człowiek ma ochotę nią potrząsnąć a równocześnie jest zły na autorkę, bo to przeczy zupełnie zachowaniu Laury z poprzednich tomów. Poza tym to wszystko z powietrza zupełnie. Cały ten wątek kojarzy mi się wyłącznie z egzaltowanymi opowieściami jakiejś czternastolatki "I on na mnie spojrzał - a ja na niego spojrzałam" - i piętrowy romans budowany po czym się okazuje, że chłopaka owego widziała raz w szkolnym korytarzu. Laura zasługiwała na więcej. Nawet mimo jej nieustannego parcia w stronę światła reflektorów, mimo faktu, że próbowała ukraść Żabę Hildegardzie, ukradła Sprężynę Łusi i McDusie Magdusi, za co byłam nieziemsko rozzłoszczona.
Użytkownik: aleutka 2014-06-11 20:38 napisał(a):
Odpowiedź na: W post scriptum muszę dod... | misiak297
Musze jeszcze powiedziec, ze znacznie latwiej mi wyobrazic sobie Filipa (albo chlopaka filipopodobnego) z Laura wlasnie, bardziej niz z Natalia. Podobnie jak nie potrafie wyobrazic sobie Natalii jako pilotki-rezydentki biura podrozy. Na podstawie wlasnych doswiadczen moge powiedziec jedno - Natalia albo ucieklaby po jakims czasie - zupelnie jak Emily Bronte kiedy probowala byc nauczycielka - albo przyplacila to powaznymi konsekwencjami zdrowotnymi, do pobytu w szpitalu wlacznie.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2014-06-11 19:45 napisał(a):
Odpowiedź na: Juz o tym rozmawialam z m... | aleutka
O, masz rację, rozwinięcie postaci Cesi, chociażby gdzieś na drugim planie, rzeczywiście byłoby fajnym posunięciem, ja ją bardzo polubiłam, a ten jej bunt przeciw zrobieniu z niej gosposi był dla mnie jednym z najodważniejszych momentów powieści.
Tak sobie teraz myślę, czy w którymkolwiek tomie jest pokazana jakaś zupełnie "średnia" pod tym względem pani domu - ani nie z tych od wysprzątanej za wszelką cenę kuchni, ani z tych, których (jak Józefiny Bitner) zajęcia domowe w ogóle nie interesują. Wychodzi mi, że może tylko Tosia Kowalikowa, ale ona jest całkiem poboczną postacią. Chociaż pośrednio można wnioskować, że z córek Mili przynajmniej Ida raczej nie dała sobie wpoić wzorca matki-męczenniczki; biorąc pod uwagę jej zawód i godziny pracy, to raczej wątpię w jej zaharowywanie się w kuchni, tym bardziej, że dzieci przecież praktycznie wychowują się u dziadków, bo ona z Markiem są cały czas w pracy.
Użytkownik: asia_ 2014-06-11 20:46 napisał(a):
Odpowiedź na: O, masz rację, rozwinięci... | dot59Opiekun BiblioNETki
Średnia pani domu? No jak to! Mama Cesi oczywiście! Która zmywa tak, że leje wodę na stos naczyń, a obok ma na szklankach ustawiony "Dzień tryfidów". I jakoś bardziej się zbliża do końca książki niż do końca zmywania.
Nie mogę wybaczyć Musierowicz, że Żakowie właściwie nigdy już nie powrócili po tym pierwszym tomie. Byli znacznie sympatyczniejszą i ciekawszą rodziną niż Borejkowie, których początkowo bardzo lubiłam, ale tak gdzieś od "Pulpecji" coraz bardziej nie trawię.
Użytkownik: misiak297 2014-06-11 21:03 napisał(a):
Odpowiedź na: Średnia pani domu? No jak... | asia_
O to, to, to!
Użytkownik: asia_ 2014-06-11 21:29 napisał(a):
Odpowiedź na: O to, to, to! | misiak297
Już od kilku dyskusji pod Twoimi recenzjami "Jeżycjady" nie mogę się zebrać, żeby odpisać, więc wykorzystam okazję i odpowiem zbiorowo teraz ;)

Mój odbiór nowszych tomów jest bardzo zbliżony do Twojego. Również widzę w nich (niesłuszną!) gloryfikację Borejków, a Gaby w szczególności, a bohaterowie często mnie irytują emanującym z nich poczuciem wyższości, ale nie tylko. Liderem jest tutaj ojciec Borejko, którego obecnie po prostu nie znoszę. Przestałam nawet wracać do starszych tomów, bo odbieram je teraz zupełnie inaczej niż kiedyś. Na przykład, zamiast uroczego roztargnionego ojca rodziny widzę obrzydliwego egocentryka, który każe się obsługiwać żonie i córkom, a przy tym ledwo je dostrzega. Ostatnio mam pewną nadzieję na poprawę, bo "McDusia" wniosła tu powiew świeżości: Józef wyłamał się z kanonu zainteresowań literacko-filozoficznych, a dziadek Ignacy nagle zaczął udzielać się w życiu rodzinnym, zmieniając pieluchy.

"Jeżycjadzie" moim zdaniem najbardziej zaszkodziło, że stopniowo z cyklu o jakże różnych nastolatkach stała się historią Gabrysi. Niby nie jest ona główną bohaterką, ale ciągle jest obecna, zawsze poznamy jakieś jej poglądy czy przemyślenia, i jest jakby siłą spajającą całą rodzinę. Postaci, które wyrwą się spod jej bezpośredniego wpływu, jak Patrycja i Natalia z rodzinami, po prostu rozpływają się we mgle. Przez tę koncetrację na bliskim otoczeniu Gaby tracimy wielu dawniej wyrazistych bohaterów.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2014-06-11 21:17 napisał(a):
Odpowiedź na: Średnia pani domu? No jak... | asia_
Ach, no faktycznie, mama też!
Użytkownik: aleutka 2014-06-11 20:50 napisał(a):
Odpowiedź na: O, masz rację, rozwinięci... | dot59Opiekun BiblioNETki
Mnie wlasnie jedynie mama Zakowa przychodzi do glowy. Ona jest tak pozytywnie rozwichrzona, ani zaniedbujaca ani perfekcyjna pani domu. Jej okrzyk "zawsze przeciez lubiles bigosik..." smieszy mnie nieodmiennie. Bo to nie jest tak, ze ona nie chce, ze sie nie stara. Chce byc zona i matka dbajaca o rodzine. Bardzo to ladnie wyszlo w polaczeniu z jej roztargnieniem i urokiem. Bardzo to w niej lubie, ze nie pasuje tez do stereotypu artystycznej matki co wode przypala.
I szkoda ze jej nie widac. I za Zaczkiem tesknie.
Użytkownik: misiak297 2014-06-11 16:51 napisał(a):
Odpowiedź na: Oj, Misiaku, Misiaku, wid... | dot59Opiekun BiblioNETki
Ależ mi nie chodzi o to, że takich osób nie ma. Mam na myśli wyraźne gloryfikowanie postawy "anielskiej" Gabrieli przez autorkę.

Co ciekawe, sama Kinga Dunin uważa "Nutrię i Nerwusa" za powieść feministyczną. I jest w tym coś.
Użytkownik: aleutka 2014-06-11 20:43 napisał(a):
Odpowiedź na: Ależ mi nie chodzi o to, ... | misiak297
To tu jeszcze tylko dorzuce, ze Musierowicz opowiadala, iz "Nutria..." jest najpopularniejszym jak dotad tomem cyklu w Japonii - ze wzgledu na niezaleznosc bohaterki o ile dobrze zrozumialam.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: