Dodany: 2015-07-25 17:29|Autor: knigi_carewny

Książka: Zwierzęta śród ludzi
Boguszewska Helena

3 osoby polecają ten tekst.

Dziwaczniejsi od zwierząt....


„Zwierzęta śród ludzi”, a pośród kart książki śpiew ptaków, zapach kwiatów, cień winorośli oraz gąszcz lasu pełnego jagód, borówek i grzybów.

„Byłam samotnym dzieckiem, wiecznie spragnionym towarzystwa innych dzieci. I zwierząt. Dzieckiem wyglądającym przez okno na małe podwórko bez nieba”[1]. Tak zaczyna się zbiór opowiadań, które, śmiem przypuszczać, są przekazem osobistych przeżyć samej autorki.

Helena Boguszewska, polska pisarka, wielka miłośniczka przyrody, ukończyła studia na Wydziale Przyrodniczym UJ. W latach dwudziestych XX w. rozpoczęła działalność publicystyczną, zajmując się głównie problematyką społeczną i oświatową, losem dzieci biednych i kalekich. Okupację niemiecką spędziła w Warszawie, biorąc udział w konspiracyjnym życiu literackim i społecznym. Współorganizowała Instytut Pamięci Narodowej przy Prezydium Rady Ministrów. W 1955 została odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Zbiór otwiera opowiadanie o tym, jak pewnego zimowego, śnieżnego dnia mała Helenka otrzymuje od taty, nauczyciela gimnazjum, małą drewnianą klatkę. W klatce tej znajdują się czyżyk, szczygieł i gil. Dziewczynka potrafi wpatrywać się godzinami w ptaki umieszczone w pożyczonej od cioci klatce. Bliżej wiosny czyżyk oraz szczygieł uciekają, Helenka natomiast zaprzyjaźnia się z gilem, który przepięknie dla niej śpiewa.

„Zachwycona, po prostu nieprzytomna z zachwytu, nieśmiało wsunęłam rękę do klatki – i, o Boże – nowe cuda! Dał się pogłaskać po grzbiecie!... Zaraz potem jadł z ręki, nic się nie bał!”[2]

Kiedy wszystko zaczyna się zielenić, Helenka podejmuje trudną decyzję: wraz z mamą pewnego przedpołudnia wypuszcza gila niedaleko Łazienek.

Następnie towarzyszymy bohaterce podczas wakacji u wujostwa doktorostwa w Czudnicy, a później u rodziny w Łucku. W opowiadaniach widzimy różnorodność i bogactwo przyrody:

„Bo i bocian jest przy cioci i przy Lusi, domowy, czudnicki bocian, kiedyś przygarnięty przez ciocię Henrysię – na wpół żywy, z obłamaną nie wiadomo gdzie i jak górną częścią dzioba. Tamtą dolną, żeby się z górną zrównała, musiał dopiero dopiłować doktór Layman pod okiem cioci Henrysi. Ale zrównała się nie całkiem, o co ciocia Henrysia miała do męża pretensję. Nieraz o tym mówiła, z posępnym wyrzutem. A doktór wtedy krzyczał, że nie jest lekarzem od bocianów i w ogóle od tych wszystkich żoninych zwierząt, tylko przecież od ludzi...”[3].

Opisy są tak żywe, że niemalże czujemy zapach mokrego jabłka zerwanego o poranku:

„Także wiedzieliśmy, że do końca świata będzie nosiła te swoje »sute« spódnice, te wiejskie buty sfałdowane w harmonijkę, te kaftaniki »własną modą« przepasane sznurem czy rzemieniem, i zatknięty zań ten wieczny fartuch, a w nim pierwsze dojrzałe owoce dla dzieci, pierwsze ogórki albo pomidory z warzywnika i zawsze coś jeszcze dla zwierząt, przygarnianych i chowanych przez nią w różnych zakamarkach podwórza, dworu i oficyn...”[4].

W opowiadaniach z czasów studiów w Krakowie pojawia się pies Ito, który został kupiony na ulicy za dwie korony. Był kundelkiem podobnym do jamnika, z jednym okiem błękitnym, a drugim jasnobrązowym. Ito towarzyszy bohaterce w wielokrotnych studenckich przeprowadzkach, będąc przy tym czynnym pomocnikiem.

„W przeprowadzkach pomagali nam koledzy. Rzeczy do przenoszenia wciąż było niewiele – dwie walizki, paczka książek i skryptów, chudy tobół z pościelą, nieśmiertelny leżak...
W czasie przeprowadzek onże sam, Ito, zaaferowany i doskonale zorientowany w ważności chwili, odprowadzał aż na ulicę każdego kolegę-pomocnika z paczką. Po czym wracał i długo obwąchiwał puste miejsce, jakby chcąc się upewnić, że naszych rzeczy tam nie ma”[5].

Jest też ze studentami, gdy ci mobilizują siły, aby pomóc choremu na gruźlicę chłopcu, Józiowi, organizują mu zgodnie z zaleceniem lekarza wyjazd na białoruską wieś, nad rzekę Bołtoczankę, przeszywają ubrania do rozmiarów chudziutkiego Józia i wyrabiają dla niego papiery.

„Za tymi drzewami octowymi dalej był gąszcz jaśminów, jeszcze dalej kasztany, za kasztanami warzywnik. W tym wszystkim, w godzinę po przyjeździe, Ito czuł się jak w Krakowie w studenckim pokoju. Od razu wybrał sobie pokój środkowy, ale od innej strony – z werandą i z oszklonymi drzwiami, zamykanymi na noc młotkiem do krokieta. Za tą werandą nieduża połać ogrodu z klombami kwiatów zamykała się aleją jesionów i lip, ciągnącą się wzdłuż owej Bołtoczanki, ciemnej i ciepłej, leniwie płynącej w lecie, białej i twardej w zimie, a zawsze jakby odgradzającej nas od reszty świata”[6].

Na tej białoruskiej wsi spędzają również zimę, w zaspach śniegu i ogromnych mrozach. W starym dworze z piecami trzaskającymi z gorąca zarówno nocą, jak i dniem siedzą przy świecach lub przy lampie naftowej, piją herbatę z samowara. Wyjść można jedynie w kożuchu, a w saniach siedzi się pod niedźwiedzim futrem, w baszłykach, szubach, rękawicach, jadąc tunelami wykopanymi w wielkich zaspach; drewniane domy niemal po dachy zasypane są przez śnieg . Po tej ciężkiej zimie nadchodzą przedwiosenne roztopy, a potem upragniona wiosna.

„W końcu zrobiło się zupełnie cicho. Po dawnemu zacisznie. Z przeróżnych głębokości nocy rechotały żaby, śpiewały słowiki, popiskiwały wysoko w gałęziach i nisko w trawie jeszcze czyjeś głosy, nie wiadomo czy ptasie, czy zgoła jakby roślinne – a przepełnione wiosną. Cóż na to poradzę, że było nie tylko »poetycznie«, ja to nocą na wsi, ale nawet sentymentalnie?
Siedziałam tak w oknie, z Item na kolanach, chyba do bardzo późna. Zamknęłam okiennice dopiero wtedy, gdy jakoś nagle poczułam, od razu od stóp do głów – nocny ziąb wiosenny. I senność zaraz potem”[7].

Kolejne opowiadanie jest o ratowaniu malutkich bocianów, kiedy zwiało im gniazdo.

„Nie odwracając się, wyciągnęłam za siebie rękę. Nie wiem kto, Wanda czy może Janek, wetknął mi w palce nową, zimną, ruszającą się żabę. Musiałam ją długo wpychać w ten drugi, jakby trochę oporny dziób... Także przeszła. Dziób zasyczał po nową”[8].

Następnie poznajemy psa Banzaja, uroczego towarzysza dzieci głównej bohaterki – małej Ewy i przyszłego pierwszoklasisty Romka. Banzaj towarzyszy im w ciężkich czasach, nawet kiedy nadchodzi front.

„Zbliżał się front. Ludzie uciekali z wozami, z bydłem, z dobytkiem. Coraz ich więcej tłoczyło się po drogach, po gościńcach. Obozowali pod gołym niebem, na błoniach, nawet na ugorach”[9].
„Przyszła kolej i na nas. Ruszyliśmy ku Warszawie wynajętą bryką, zaprzężoną w parę gniadych koni. A za nami siwa klacz ciągnęła wóz z pakunkami. Jechaliśmy noga za nogą, bo drogi były teraz zupełnie zatłoczone. Banzaj naturalnie był z nami”[10].

W każdym z opowiadań, również w ostatnim – o kocie Nango, autorka przekazuje nam, iż powinniśmy pamiętać, że to piękno przyrody jest właśnie naszym światem. Ukazując stosunek ludzi do zwierząt, dostarcza nam cennych przesłanek umożliwiających lepsze zrozumienie samych siebie. Ludzie bowiem od zawsze potrzebują kontaktu z naturą.

Na zakończenie przytaczam cenne zamyślenie autorki: „Wymknął się z moich kolan od razu w czarną noc. Jeżeli wróci rano, to ukaże się jak zazwyczaj w tamtym drugim oknie, w moim pokoju, o świcie. Jest tylko kotem, który jakby nawet nie zauważa na jasnej ścianie tego, co ja rozpoznaję. Kolorowe papugi, mewy, psy dingo, dziobaki, szczyty górskie i puszcze, i dziwaczni ludzie, dziwaczniejsi od zwierząt...”[11].

Tę piękną i wartościową książkę polecił mi dobry kolega Margines. Recenzję swoją dedykuję wybitnemu recenzentowi Biblionetki, Friderowi. Pragnę przypomnieć jednocześnie nam wszystkim jego słowa: „Chciałbym podzielić się z Wami jedną uwagą: nie tylko czytajcie książki zapomniane, ale także (koniecznie) piszcie o nich chociaż kilka słów na ich stronach. Może być w dowolnej formie – recenzji, czytatki, opinii. Czytanie książek to jest branie. Bierzemy od książek to, co oferują, w zamian zwykle nie dając im nic. Opis na Biblionetce niech będzie formą podziękowania, dajmy im coś od siebie”[12].


---
[1] Helena Boguszewska, "Zwierzęta śród ludzi", Nasza Księgarnia, 1967, str. 5.
[2] Tamże, str. 10.
[3] Tamże, str. 21.
[4] Tamże, str. 24.
[5] Tamże, str. 65.
[6] Tamże, str. 70.
[7] Tamże, str. 107.
[8] Tamże, str. 121.
[9] Tamże, str. 146.
[10] Tamże, str. 147.
[11] Tamże, str. 192.
[12] Frider, wpis na Forum Biblionetki z dn. 16.11.2014, w wątku „Czytajmy książki mniej popularne i mało oceniane”.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 906
Dodaj komentarz
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: